Nie wszędzie jednak chrześcijanie będą świadkami centralnych uroczystości bożonarodzeniowych.

W tym roku zdecydowaliśmy o odwołaniu miejskich obchodów Bożego Narodzenia – potwierdził rzecznik prasowy miejskiego urzędu w Nazarecie. – Jest to spowodowane ostatnią decyzją prezydenta USA Donalda Trumpa o przeniesieniu ambasady tego kraju z Tel Awiwu do Jerozolimy, co wznieciło w regionie masowe protesty

– dodał. Trudno sobie jednak wyobrazić, że do Betlejem czy Nazaretu nie ruszą tysiące bożonarodzeniowych pielgrzymów, mimo napiętej sytuacji i ogłoszonej kolejnej intifady (palestyńskiego zrywu). 

Na co dzień w miastach Chrystusa dominują muzułmanie, choć jeszcze w 1943 r. w Betlejem 85 proc. mieszkańców stanowili chrześcijanie. Dzisiaj jest to tylko 2 proc. Podobnie jest w innych miastach, a nawet państwach regionu. Statystyki są różne, ale bez względu na autora badań dane są alarmujące – na Bliskim Wschodzie zastraszająco spadła liczba mieszkających tam chrześcijan. A przecież jest to region uznawany za kolebkę chrześcijaństwa. 

Choć w Iraku czy Syrii wciąż trwa wojna, a w Libii do jej wzniecenia potrzeba zaledwie iskry, dla społeczności chrześcijańskiej tegoroczne święta Bożego Narodzenia są kluczowe. Stanowią symbol, który pokazuje, że mimo okrutnych prześladowań wyznawcy Chrystusa przetrwali i nie porzucili swojej ojczystej ziemi. 

Choinka wśród ruin

To wspaniałe wydarzenie! To nowe narodziny Aleppo – w ten sposób jeden z syryjskich chrześcijan komentował ubiegłoroczne, pierwsze publiczne obchody Bożego Narodzenia po zakończeniu walk wewnątrz miasta. Na jednym z placów w Aleppo stanęła okazała choinka przyozdobiona migającymi światełkami. Pięcioletni okres walk w tym mieście krwawo odznaczył się dla miejscowych chrześcijan – w czasie świąt dżihadyści odpalali improwizowane rakiety w stronę kościołów, w których odbywały się msze, snajperzy polowali na kobiety i dzieci idące ulicami. Tłumy przy ubiegłorocznej choince w Aleppo były dowodem na to, że wszystkie przeciwności udało się przezwyciężyć. Wszyscy żyją nadzieją, że tegoroczne Boże Narodzenie będzie dla Aleppo spokojniejsze. Z każdym miesiącem do zrujnowanego miasta wraca coraz więcej chrześcijańskich rodzin. Kiedyś żyło tutaj 200 tys. chrześcijan. Dziś szacuje się ich liczbę na ok. 50 tys.

Świeczka pokoju 

Święta w Aleppo znaczą bardzo wiele. Nie da się oddzielić religijnego Bożego Narodzenia od manifestacji pokoju. Każda chrześcijańska rodzina w Syrii w bożonarodzeniowe dni zapala świeczkę pokoju. W ten sposób Aleppo ogniskuje w sobie tragizm chrześcijan na Bliskim Wschodzie wciśniętych w machinę wojenną. 

Jednak poza analizą konfliktu pozostaje zwykła proza życia, czyli to, jak rodziny z Aleppo obchodzą święta. Czym obdarowują się chrześcijanie w Aleppo?

To głównie artykuły pierwszej potrzeby: odzież i jedzenie – mówi „Codziennej” ks. Rafał Cyfka, dyrektor biura regionalnego Pomocy Kościołowi w Potrzebie i Pola Dialogu. Wigilia w warunkach wojennych jest skromna. – Niewiele rodzin usiądzie do obfitego świątecznego posiłku. Będą to głównie potrawy z ryżu i warzyw oraz mączne dania i ciasta. Mleko jest luksusem, a mleko w proszku kosztuje majątek, więc niewielu z niego skorzysta – dodaje ks. Rafał i przekonuje, że Aleppo powoli wraca do życia. – W domach znów jest dostęp do bieżącej wody, co wzbudza wśród ludzi wielką radość. Przez trzy godziny dziennie jest także dostęp do prądu – podaje nasz rozmówca. – Najważniejsze jednak, że w czasie świąt rodziny są razem i że jest z nimi Bóg – podsumował ksiądz, który był w Aleppo, realizując programy pomocowe dla ofiar wojny w tym kraju.

Trudne święta w Iraku

Chcę, by chrześcijanie wrócili do Iraku – powiedziała jedna z mieszkanek Bagdadu, komentując 10-metrową choinkę w tym mieście.

„Choinka pokoju” została ufundowana przez biznesmena Yassiego Saada i stanęła w grudniu ub.r. jako symbol tego, że w Iraku jest także miejsce dla chrześcijan. Prześladowania ze strony tzw. Państwa Islamskiego (IS) zmniejszyły iracką populację chrześcijan do ok. 250 tys. osób (z 1,5 mln w 2000 r.). Regionem najbardziej związanym z chrześcijaństwem w Iraku jest Równina Niniwy (Mosul i okolice), zwana także Równiną Świętych. W miastach wyzwolonych spod okupacji IS na Równinie Niniwy – Bartelli, Karakosz, Karemlash – także stanęły świąteczne choinki. Jako że nadal nie są to miasta bezpieczne, montaż choinek przeprowadzili chrześcijańscy żołnierze, głównie z Oddziałów Obrony Równiny Niniwy irackiej armii (NPU).

Choć oficjalnie IS zostało pokonane, a Równina Niniwy jest wyzwolona spod ich okupacji, tegoroczne święta Bożego Narodzenia dla chrześcijańskich rodzin będą trudne. Ich domy są w ruinie, w następstwie czego przez ostatnie lata mieszkali w obozach dla uchodźców. Mimo przeciwności w irackich kościołach na tegorocznych obchodach staną obok siebie kapłani chaldejskiego Kościoła katolickiego (najliczniejszej wspólnoty chrześcijańskiej w Iraku), a także ekumenicznie kapłani wschodnich Kościołów asyryjskich, by odprawić mszę św. Kobiety w zdobionych szatach, nakryte charakterystycznymi czarno-białymi chustami, będą śpiewały religijne pieśni w języku, którym posługiwał się Jezus Chrystus, czyli po aramejsku.

Wiara i tradycja przetrwały

W okresie świąt Bożego Narodzenia prowadzone są także akcje pomocowe z Polski. Chrześcijan na Bliskim Wschodzie w tym szczególnym okresie wspiera polskie biuro papieskiego stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie – wraz z ambasadą Węgier wysłano do Erbilu (stolicy irackiego Kurdystanu) 800 paczek świątecznych dla dzieci. Ponadto prowadzona jest akcja „Gwiazdka dla Bliskiego Wschodu”, dzięki której odbudowywane są domy zniszczone w trakcie wojny. – Wesołych Świąt od wszystkich chaldejskich rodzin. Boże błogosław naszych darczyńców! – mówi jedna z chaldejskich (katolickich) irackich kobiet, odbierając pomoc z Polski.

Celem dżihadystów była eksterminacja chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą manifestacją lokalnych wyznawców Chrystusa, że przetrwali koszmar wojny i to oni zwyciężyli, pozostali na ziemi swoich ojców i codziennie modlą się o pokój na tych terenach. Fakt, że coraz więcej chrześcijańskich rodzin wraca do Aleppo czy pod Mosul, to dowód na to, że dżihadyści z IS i Al-Kaidy ponieśli sromotną klęskę.