Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą… Boże Narodzenie – czas i obyczaj

Proste, tkliwe uczucia i głębia teologii spotykające się w cichą i świętą noc Narodzenia Pańskiego. Niezwykła prawda o miłości Boga do człowieka: ratując nas przed skutkami nierozważnego korzystania z wolności, zstąpił na ziemię i stał się człowiekiem, uświęcił ludzki stan nadając nam status nie tylko Bożych stworzeń, lecz Bożych dzieci.

Kolędnicy/rys. Andriolli

Czas, w którym niewiele jest prac do wykonania – skoro listopadowe błoto zamarzło na grudę, a dzień się kończy zanim się zdąży zacząć; w którym przypada tyle znaczących wydarzeń, po prostu sprzyja tworzeniu i kultywowaniu rozmaitych obyczajów pojawiających się i nawarstwiających przez wieki. Najbardziej chyba charakterystyczny element współczesnych świąt Bożego Narodzenia, czyli przybrana kolorowymi ozdobami choinka, jest późnym, bo XIX-wiecznym importem niemieckim. W Polsce symbolem odradzania się życia były snopy zboża (z reguły żyta) stawiane w Wigilię w kątach salonu, jadalni, wspólnej izby – bo to zwyczaj kultywowany i w ziemiańskich dworach i włościańskich chałupach. Po wigilijnej wieczerzy snopki rozdzielano na pasma, pleciono powrósła, którymi obwiązywano drzewa w sadzie – aby hojnie w następnym roku rodziły. U powały izby wieszano „jodłki” – czyli czubki jodełek. Przyozdobione czerwonymi jabłkami, orzechami, niekiedy wydmuszkami, wisiały czubkami w dół – takie ozdoby zwano „podłaźniczkami”. Z kolei pod obrus przykrywający stół uroczystej kolacji wigilijnej kładziono siano. 

Wieczerza wigilijna
Różne na stole stawiano potrawy, oczywiście niemięsne, ale ryba wykwintniejsza niż kiedy indziej, mile była widziana. Łatwiejszy w hodowli karp powoli zastępował szczupaka. Kutia, śleżyki, łamańce z musem, kluski z makiem i bakaliami – te potrawy różnie w różnych regionach przyrządzano, ale wspólnym składnikiem był mak. Post – również adwentowy i wigilijny – niegdyś rygorystycznie przestrzegany, rozluźnił się z upływem czasu. Prawda jest taka, że prawo kanoniczne nie nakazywało go nigdy – w Polsce wynikał bowiem z pobożności i tradycji, nie z przepisów. Podobnie zresztą jak polski Wielki Post, który w niektórych regionach Rzeczpospolitej przedrozbiorowej trwał 70, nie „tylko” 40 dni. 
Do przyrządzania wigilijnych potraw nie tylko nie stosowano mięsa (co oczywiste), ale również mleka i jego przetworów. W 1983 r. informację o nieobowiązywaniu wigilijnego postu ogłosił prymas Józef Glemp, ale ogromna większość Polaków wierna tradycji wciąż go przestrzega. 

12 potraw – symboliczna doskonałość
Dzisiejsze dwanaście potraw to być może znak dobrobytu naszych czasów, choć oczywiście nie należy lekceważyć symbolicznych znaczeń dwunastki –  doskonałości i pełni: jest 12 miesięcy i znaków zodiaku, apostołów również było 12. Niegdyś liczba potraw na wigilijnym stole zależna była raczej od stanu zamożności warstwy społecznej – na uboższych stołach włościańskich stawiano ich 7, na bogatszych 9, na wieczerzach w dworach 11 i więcej. Zawsze jednak jedno nakrycie zostawiano dla „zamorskich panów” lub niespodziewanego gościa. 
Najważniejszym momentem wieczerzy wigilijnej było łamanie się opłatkiem ze wszystkimi, zawsze z jak najszczerszymi życzeniami. A ponieważ w wigilijną noc „żywioła ludzkim głosem mówi”, to i z nią godzi się przełamać opłatkiem, który od tego bielusieńkiego „ludzkiego” odróżnia się czerwoną, z soku buraków uzyskaną, barwą. 

Prezenty
Opłatek najważniejszy jest dla dorosłych, dla dzieci zaś kulminacyjnym punktem Wigilii jest otwieranie prezentów w tajemniczy sposób pojawiających się pod choinką. Tradycja i tu nie jest jednoznaczna – w niektórych regionach Polski ich dostarczaniem obarcza się Gwiazdora, w innych oczywistym jest, że przynosi je święty Mikołaj, biskup z Mirry, w legendzie którego czytamy, że potajemnie wrzucał mieszki ze złotem do domu trzech ubogich sióstr nie mogących wyjść za mąż z powodu braku posagu. Co charakterystyczne: kraje katolickie dość skutecznie (na szczęście) bronią się przed zastąpieniem świętego biskupa przez anglosaskiego przerośniętego krasnala, wykrzykującego rubaszne „ho-ho-ho” i bezsensownie gramolącego się przez komin.

Szopki i jasełka z herodami
Boże Narodzenie rozpoczynało czas słodkiego nicnierobienia, weselenia się,  odwiedzin, jedzenia i zabawy. Wszystko to kumulowało się w chodzeniu z „gwiazdą, szopką i turoniem”. Wieczorami od domu do domu podążał przedziwny korowód kolędników: nad nimi świetlne promienie rzucała kręcąca się gwiazda, kłapał paszczęką włochaty turoń, dziobem klekotał bocian. Zmienny był skład grupy, choć obowiązkowa była obecność króla Heroda i śmierci z kosą, która ku przerażeniu (ale i satysfakcji) dzieci skracała króla-mordercę o głowę, krzycząc „Hej Herodzie, za twe zbytki idź do piekła, boś ty brzydki!”. W procesji spotkać można było również i diabła, i Cygankę, i Żyda, oraz inne postacie: zależne było to od pomysłowości kolędników czy lokalnych opowieści. Zwyczaj odchodzi w przeszłość, być może za sprawą siermiężnych kolędników z czasów PRL-u, którzy chodząc po mieszkaniach w betonowych blokach i śpiewając „Przybieżeli do Betlejem pasterze...”  nie tylko fałszowali, ale i przykro zionęli alkoholem na domowników. 
Wierniej ewangeliczne opowieści o narodzinach Dzieciątka odtwarzano w jasełkach odgrywanych chętnie przez dzieci do dzisiaj. Żywa jest również w Polsce tradycja szopki bożonarodzeniowej, dziś aranżowanej przy pomocy gipsowych i plastikowych figur, niegdyś nierzadko ruchomej, mechanizmem zegarowym poruszanej.

Prawda o narodzeniu Zbawiciela jest ponadczasowa, jednak dla nas Polaków nazbyt często wpisywała się w bolesną historię:

O, Matko, odłóż dzień Narodzenia


Na inny czas,


Niechaj nie widzą oczy Stworzenia,


Jak gnębią nas...
A jeśli chcesz już narodzić w cieniu


Warszawskich zgliszcz,


To lepiej zaraz po narodzeniu,


Rzuć Go na Krzyż.  

płakał w „Kolędzie Warszawskiej 1939”, jakby w przeczuciu następnych lat Stanisław Baliński. Do legendy przeszedł żłóbek z 1984 r. z kościoła św. Stanisława Kostki w Warszawie: figura Dzieciątka w bagażniku fiata 125 wyciskała łzy przywołując historię porwania i zamordowania przez esbeków księdza Jerzego Popiełuszki.

Pasterka 
Ta msza w cudowną noc wigilijną (choć niekoniecznie o północy) odprawiana, jedyna w swoim rodzaju, pełna radości, gromko wyśpiewywanych kolęd i pastorałek, które Polacy przez stulecia uwielbiali – w śpiewnikach z końca XIX stulecia odnajdujemy ich nawet ponad sześćset. 

Niektórzy, cudzoziemscy zwłaszcza teolodzy i reformatorzy, krzywym okiem patrzyli na polską pobożność. A to, że nazbyt tkliwa, albo zbyt mało „intelektualna”, że rozpływa się w chwytających za serce obyczajach i pieśniach, zamiast koncentrować się na pogłębionej refleksji. A może właśnie dzięki tym dobrym emocjom Polska nie wydała żadnej herezji, a jej kościoły wciąż są pełne, w odróżnieniu do wiejących pustką i chłodem świątyń zachodniej Europy.  
 

Cały artykuł Tomasz Panfila o świętach Bożego Narodzenia i o tym, kiedy urodził się Chrystus można przeczytać w tygodniku Gazeta Polska.

 

 



Źródło: tygodnik Gazeta Polska. Historia

#Boże Narodzenie #polskie zwyczaje #tradycja

Tomasz Panfil
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo