Praworządność w III RP? Rdesiński: wywozili nas z happeningu na komisariat, a tam zastanawiali się, jaki postawić zarzut

  

Robili sobie jaja z SLD, PO, a co najgorsze także z Jana Kulczyka i buractwa esbeckich biznesmenów. Władcy III RP okazali się być całkowicie pozbawieni poczucia humoru. Policja członków grupy „Naszość” zamykała, sądy skazywały na grzywny, a komornicy ochoczo wkraczali od ich domów. Co na to ci, którzy krzyczą dziś, że wyrzucenie postkomuny z sądów to koniec demokracji? Obejrzyj filmy z tamtych happeningów i rozmowę z Filipem Rdesińskim, wielokrotnie zamykanym za happeningi „Naszości”!

- To nie są okrzyki ludzi pracy. To są okrzyki zwarcholonej młodzieży nie znającej pojęcia praca! – tak krzyczała Krystyna Łybacka, dziś eurodeputowana SLD, gdy pierwszy raz postanowili sobie zrobić jaja z 1 majowego wiecu tej partii w 1996 roku w Poznaniu. Aleksander Kwaśniewski nazywał ich swoim fan-klubem, ale z powodu ich happeningów jako prezydent… przez całe lata unikał przyjazdów do Poznania, z którego wywodziła się grupa.

Akcja Alternatywna Naszość swoje akcje organizowała w latach 1995-2012. Ostatnim był satyryczny wiec… poparcia dla ACTA. Liderem Naszości był Piotr Lisiewicz, dziś prowadzący „Wywiad z chuliganem”, a w najnowszym wspomnieniowym odcinku programu rozmawia o akcjach Naszości z Filipem Rdesińskim, także zamykanym za tamte happeningi.

Filmy z happeningów Naszości pokazują, jak komendanci policji z milicyjnym rodowodem gorliwie zwalczali satyrę z establishmentu. Tym bardziej, że zagnieździła się ona w Poznaniu, mateczniku PO. Doszło nawet do wysyłania przeciwko happenerom… antyterrorystów w kominiarkach, którzy powalali ich na ziemię. W odpowiedzi swoją miłość do sądów III RP Naszość demonstrowała podczas rozprawy w Walentynki pod hasłem „Nie ma miłości bez pozbawienia wolności”.

- To był Poznań i praktyka była jasna. Jeżeli Naszość wychodziła na ulicę, to bez względu czy zakłócała spokój, czy go nie zakłócała, wsadzali nas do radiowozów, wywozili na komisariat, a dopiero potem się zastanawiali, jakie zarzuty postawić

– opowiada Filip Rdesiński, który za przybycie na wiec SLD w przebraniu jelenia (ściślej: zrobionego w jelenia wyborcy) skazany został na grzywnę 300 złotych.

Z kolei po happeningu pod siedzibą SLD w rocznicę Rewolucji Październikowej w 2001 r. policja zatrzymała 14 uczestników akcji „Naszości”. Ilość zatrzymanych wprawiła ją w niemałą konsternację, bo planowała postawić im zarzut nielegalnego zgromadzenia. Tymczasem akcja była legalna, bo zgłoszenia wymagają dopiero zgromadzenia liczące co najmniej 15 osób.

Po dwóch godzinach narad policja znalazła wyjście z trudnej sytuacji - postawiła zarzut Piotrowi Lisiewiczowi: „Umyślnie wprowadził funkcjonariusza policji w błąd co do tożsamości własnej, informując że nazywa się Włodzimierz Iljicz Lenin”.

Podobne wymyślane na siłę zarzuty były standardem. Za wlanie do kałuży czerwonej farby plakatowej symbolizującej krew ofiar rosyjskiej napaści na Czeczenię, Lisiewicz dostał 3800 zł grzywny, z kosztami komorniczymi ściągano z niego 5300 zł. Mimo, że policja przyznała, że plakatówka nie wyrządziła żadnej szkody i nie pozostawiła śladu.

W 2003 r. Naszość przyszła na wiec SLD przebrana za kosmitów pod hasłem „Skończona farsa, Miller na Marsa”. Pomalowanych na zielono Marsjan wyprowadzali policjanci do spółki z ochroniarzami – bokserami Olimpii Poznań, dawnego „gwardyjskiego”, czyli milicyjnego klubu. Policjanci i bokserzy ubrani byli w identyczne czarne stroje i nie kryli zażyłości.  - Oni nie zakłócali porządku publicznego. Ale my musimy interweniować, jeśli ktoś usiłuje zakłócić taki porządek - tłumaczył akcję policji jej rzecznik, nadkomisarz Andrzej Borowiak. 

W 2005 r. Naszość wydała tomik poezji „Flaki z Nietoperza”, czyli „Manifest Poetycki Akcji Alternatywnej Naszość”. Wśród poetów było wiele znanych dziś nazwisk, na czele z Tomaszem Sakiewiczem i Witoldem Gadowskim. O historii powstania tomika także mowa jest w tym odcinku „Wywiadu z chuliganem”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Odnaleziono ciała Polaków

zdjęcie ilustracyjne / Photo-View

  

Na Svalbardzie odnaleziono w niedzielę ciała dwojga zaginionych pracowników Polskiej Stacji Polarnej w Hornsund - poinformował w komunikacie urząd gubernatora tego norweskiego archipelagu.

Kobieta i mężczyzna z polskiej placówki badawczej udali się w piątek na wycieczkę. Gdy nie powrócili w ustalonym terminie - w niedzielę rano - do bazy, załoga stacji wyruszyła, by ich szukać.

"Dwie ofiary śmiertelne znaleziono kilka godzin później w trudno dostępnym obszarze lawinowym pod górą Kamkrona, na wschód od stacji. Spadli kilkaset metrów w dół ze stromej góry"

- napisała w komunikacie gubernator Kjerstin Askholt.

Na miejsce zdarzenia wysłany został helikopter wraz z lekarzem oraz policją.

Jak poinformował urząd gubernatora, w Polskiej Stacji Polarnej w Hornsund przebywa zwykle 14 osób.

Według gazety "VG" obie ofiary śmiertelne były obywatelami polskimi. W tym sezonie zimowym już 11 osób straciło życie w Norwegii w wyniku lawin.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl