W pierwszych dniach grudnia przed sejmem spotykali się „obrońcy demokracji” różnej maści, żeby urządzać tam protesty przeciwko prezydenckim ustawom o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. To właśnie wtedy popis chamstwa dał „Farmazon”, który wulgarnie zaatakował reporterkę TVP

Jak ustalił portal Niezalezna.pl, organizatorami demonstracji były osoby prywatne oraz Komitet Obrony Demokracji. Niektórzy próbowali narzucić narrację, z której wynikało, że owe spędy odbywają się na masową skalę. Prawda jest jednak zupełnie inna. 

Z danych policji, do których dotarł portal Niezalezna.pl, wynika, że protestujących tak naprawdę był garstka. I tak szacunkowa liczba osób uczestnicząca w zgromadzeniach wyniosła: 5 grudnia – około 385 osób, 6 grudnia – około 120 osób, 7 grudnia – około 150 osób, 8 grudnia – około 350 osób

Okazuje się zatem, że bronić nadzwyczajnej kasty przez cztery dni chciało łącznie około tysiąca osób. To bardzo licho, jeśli wziąć pod uwagę, że pod sejm ściągnęli nie tylko kodziarze, ale i przedstawiciele oraz sympatycy innych organizacji. 

Za to koszty zabezpieczenia przez policję tych niewielkich protestów oraz zaangażowanie środków okazały się naprawdę pokaźne. 

W zabezpieczeniu zgromadzeń odbywających się w dniach 5 do 8 grudnia w okolicy Sejmu RP łącznie udział wzięło 2998 funkcjonariuszy oraz 575 pojazdów różnego typu 
– poinformował nas Sylwester Marczak, rzecznik prasowy stołecznej policji.

Szacunkowy koszt użycia sił i środków w celu zabezpieczenia przedmiotowych zgromadzeń wyniósł 515 950,95 złotych 
– dodał Marczak.

Tak, to nie błąd, czterodniowe „występy” nielicznej grupki „obrońców demokracji” kosztowały podatników ponad pół miliona złotych!