Miało być pięknie - legioniści chcieli ograć Wisłę Płock i zimę spędzić w fotelu lidera. Czy obronią pierwsze miejsce? O tym przekonamy się dopiero dziś, po zamykającym jesień spotkaniu Górnika Zabrze z Cracovią. Jeśli zabrzanie wygrają, przeskoczą mistrzów Polski w tabeli.

Tabeli, która pokazuje wyraźnie, jak niski jest w tym sezonie poziom rozgrywek. Legia przegrała aż siedem z 21 meczów, a i tak jest na czele stawki. Po raz ostatni tak słaby wynik w identycznym momencie rozgrywek warszawianie zanotowali w sezonie 2010/11 - przegrali wówczas dziewięć z 21 spotkań. W całym wspomnianym sezonie zanotowali 11 porażek, w efekcie skończyli rozgrywki na trzecim miejscu, tracąc do Wisły Kraków siedem oczek. Teraz, mimo wielu jesiennych strat, wciąż są głównym faworytem do zdobycia mistrzowskiego tytułu.

Pomimo słabych statystyk Romeo Jozak pozytywnie ocenia pracę, jaką wykonał przy Łazienkowskiej. - Jestem wdzięczny za każdą sekundę mojego pobytu tutaj. Dziś nie jestem zadowolony, ale może jutro będzie lepiej. W skali 1-10 oceniłbym ten czas na siódemkę - stwierdził po ostatnim gwizdku w meczu z Wisłą. Chorwat przyznał, że Wisła zasłużyła na wygraną. - Byli lepszym zespołem. Może kiedyś będziemy wdzięczni za ten mecz, bo otworzył nam oczy. Pokazał, że nie jesteśmy jeszcze taką drużyną, jaką chcielibyśmy być. Nadal mamy wielkie problemy, a przed nami wiele pracy. Zimą musimy wykonać poważne ruchy transferowe - wskazał. 

Momentami Jozak nie ukrywał sarkazmu. - W przerwie (Legia przegrywała już 0:2 - przyp. GPC) zapytałem piłkarzy, dlaczego są niezadowoleni. Przecież strzeliliśmy dwa gole, tylko nie do tej bramki co trzeba. My stwarzaliśmy sytuacje, a oni zdobyli bramki – podsumował. Kilka dni wcześniej Wojskowi dostali prezenty od Piasta, teraz sami je rozdali. Po błędzie Inakiego Astiza Wiśle przyznany został rzut karny, drugiego gola wbił do siatki… legionista Jakub Czerwiński.

- Nie tak sobie wyobrażaliśmy ten mecz. Chcieliśmy dobrze zakończyć rok i święta spędzić w nieco innych humorach. Porażek jest zdecydowanie za dużo. Ja z kolei dawno nie oddałem tyle strzałów, co dziś, ale nic nie chciało wpaść. Szkoda, że nie ma już czasu, by się odegrać - powiedział Jarosław Niezgoda.