Jak to jest możliwe, że jeszcze niedawno zdrowa, bogata w igły choinka z Trydentu, czyli z północy Włoch dotarła w tak złym stanie do Wiecznego Miasta, podczas gdy świerk z północy Polski po pokonaniu 2 tysięcy kilometrów wygląda znakomicie?

- to pytanie pojawiło się we włoskich mediach.

W prasie postawiono tezę, że choince z Val di Fiemme zaszkodził transport i brak odpowiednich zabezpieczeń podczas przewożenia drzewa. Dziennik „Corriere della Sera” w piątkowym wydaniu przypomina, że władze Wiecznego Miasta zapłaciły za zainstalowanie i udekorowanie choinki prawie 50 tysięcy euro. Tydzień po zapaleniu świateł przedstawia ona smutny widok: ma rzadkie, opadające, coraz bardziej wysuszone gałęzie częściowo już bez igieł.

Ekspert leśnictwa Giuseppe Barbera powiedział, że dni choinki z Placu Weneckiego są „policzone” i że nie dotrwa ona do Bożego Narodzenia.

Ten świerk czerwony umiera. Nie ma dla niego nadziei

 - przyznał profesor Barbera.

Jego zdaniem problem tkwi w korzeniach drzewa.

Albo tych korzeni nie ma albo zostały źle zabezpieczone w chwili wycinki lub w momencie przesadzania do donicy

- dodał naukowiec.

Podkreślił też, że do choroby drzewa przyczyniły się skoki temperatur. Profesor Barbera stwierdził, że w chwili wyjazdu z Val di Fiemme drzewo miało zdrowy wygląd , ale potem uległo zniszczeniu i nic na to nie można poradzić.

Stan choinki jest nieodwracalny, kiedy nadejdą Święta, będzie już całkowicie łysa

- ocenił.