W okresie PRL inwigilacja, obok osobowych źródeł informacji, czyli tajnych współpracowników i różnego rodzaju kontaktów operacyjnych, miała podstawowe znaczenie w pozyskiwaniu informacji przez bezpiekę. Metody takie jak podsłuchy w telefonach, biurach, również podglądy w pokojach hotelowych, a nawet w mieszkaniach, były dla Służby Bezpieczeństwa kluczowymi źródłami wiedzy

- mówi Jacek Pawłowicz, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

Ilość pozyskiwanych w ten sposób informacji była przeolbrzymia i była wykorzystywana przede wszystkim do werbunków

- zaznacza dyrektor muzeum, dodając, że funkcjonariusze komunistycznych władz, werbując agentów, szukali m.in. informacji, które mogłyby kompromitować podsłuchiwane czy podglądane osoby. Inwigilowani byli nie tylko - jak powiedział Pawłowicz - działacze opozycji antykomunistycznej, w tym Solidarności.

Inwigilacja była dużo szersza; dotyczyła np. duchownych katolickich, księży i zakonników, w ogóle ludzi wierzących. Na wystawie przedstawiamy np. sposób montowania podsłuchów w konfesjonałach, do których ludzie przychodzili się spowiadać. Była to wyjątkowa perfidna metoda uzyskiwania informacji przez esbeków

 - opowiadał dyrektor muzeum. 

Ekspozycja z okazji 36-lecia stanu wojennego będzie otwarta dla zwiedzających w środę od godz. 12. w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL (byłym Areszcie Śledczym Warszawa-Mokotów) przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.