Ministerstwo Sprawiedliwości chce, aby państwo przeznaczyło w najbliższych latach 30 mld zł na wypłatę rekompensat dawnym właścicielom i ich spadkobiercom, którym na podstawie dekretów po II wojnie światowej odebrano nieruchomości. 

Na tyle stać polskie państwo

- zaznaczył i dodał, że według niego „30 mld to jest dużo, a nie mało”.

Jego zdaniem rekompensata jest „typowo moralna”.

Polskie państwo nie jest w stanie wypłacić wszystkiego wszystkim. Być może jakby był aktywny temat reparacji wojennych, gdyby udało się to od Niemiec pozyskać, to nasza sytuacja byłaby inna, to moglibyśmy o wszystkim rozmawiać

- mówił.

Zaznaczył, że w związku z brakiem dużej ustawy reprywatyzacyjnej dochodzi do sytuacji, że zwracane są nieruchomości wraz z odszkodowaniami, choć budynki zostały na przykład zniszczone podczas wojny, potem odbudowane lub były zadłużone.

Nasze postępowania pokazują, że nie mamy żadnej nieruchomości, która zostałaby zwrócona, gdzie rozliczano by księgi hipoteczne i to, że nieruchomość była potężnie zadłużona. Czy to jest sprawiedliwość? Mam bardzo duże wątpliwości

- powiedział.

W październiku Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Przewiduje on m.in. takie rozwiązania jak rekompensata w wysokości do 20 proc. wartości mienia przejętego przez państwo po 1944 r., czy zakaz zwrotów w naturze i handlu roszczeniami. Szacunkowy koszt jej skutków wyniósłby od 10 do 15 mld zł.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jak chronić obywateli i zwracać mienie? Patryk Jaki na debacie „Gazety Polskiej” i Instytutu Staszica