Co spowodowało tak gorące reakcje? Piotr Lisiewicz w swojej felietonowej rubryce „Zyziu na koniu Hyziu” stwierdził: „Byłem pierwszym publicystą, który napisał, że Andrzej Duda wygra wybory prezydenckie. Nawet niektórzy koledzy z redakcji pukali się wówczas w głowę. Jestem więc teraz najbardziej odpowiednią osobą, by ogłosić to, co widzą wszyscy - kogoś takiego, jak prezydent Duda już nie ma. Urzędem prezydenta rządzi hybryda, będąca połączeniem jakichś chorych odjazdów Dudy oraz lobby komunistycznych trepów z BBN. Odtąd hybryda owa będzie mieć w niniejszej rubryce nazwę »Dudaczewski«”.

Dalej stwierdził, że „ośrodek decyzyjny o nazwie Dudaczewski realizuje program o 180 stopni przeciwny do tego, na który dawny kandydat umówił się ze swoimi wyborcami”.

Lisiewicz odniósł się w ten sposób do blokowania przez Dudę zmian w wojsku, w tym awansów generalskich proponowanych przez Antoniego Macierewicza, a także wetowania przez niego reformy wymiaru sprawiedliwości.

- Nie jest tajemnicą, że prezydent stara się zrobić wszystko, by doprowadzić do usunięcia Antoniego Macierewicza z rządu przy okazji nadchodzącej rekonstrukcji. Jako publicysta namawiałem Czytelników do głosowania na obecnego prezydenta i nie zamierzam teraz świecić przed nimi oczami, tylko reagować, gdy realizuje przeciwieństwo swojego programu – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Piotr Lisiewicz.

W tekście, który minister Paweł Mucha nazwał nonsensownym, Lisiewicz napisał też: „Czyje koleje losu spośród poprzednich prezydentów najbardziej przypomina powstanie Dudaczewskiego? Gdy chodzi o skład BBN, to zaraz chce się odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że siedzi tam ekipa z okolic Szoguna. Tak, Duda całą naszą gigantyczną pracę na jego rzecz wykorzystał do tego, by w - najważniejszej - kwestii bezpieczeństwa zostać Komoruskim-bis. Ale gdy chodzi o losy postaci sprawujących urząd, Duda nie przypomina Komoruskiego. Komoruski czy Kwaśniewski (o Jaruzelskim nie wspominając) niezbyt mocno oszukiwali, gdy chodzi o własne zamiary.  Jest tylko jedna analogia do obecnego prezydenta, z tygodnia na tydzień coraz bardziej pełna. Jest nią „Bolek” z 1990 r. zapowiadający koniec grubej kreski, rozliczenie z komuną i przyspieszenie zmian. A potem otaczający się ludźmi bliźniaczo podobnymi do wszystkich tych Kraszewskich, Juźwików, Wiklików, Kozickich, Czulickich (notabene kilka tygodni wystarczyło, żebyśmy zapomnieli te nazwiska – błąd, przypominajmy je!)”.

Tekst Lisiewicza z oburzeniem zacytowały media wspierające „totalną opozycję”, m. in. Gazeta.pl, NaTemat.pl i tabloid „Fakt”. Wsparcia prezydentowi postanowił udzielić także Roman Giertych, który napisał na twitterze: "Na miejscu PAD za chamski atak Gazety Polskiej pozwałbym o zadośćuczynienie na dobry cel”.

Również małżonka Marka Dukaczewskiego skrytykowała Lisiewicza na facebooku: „jeśli komuś wszystko się kojarzy z jednym, to i czym to świadczy? Jeśli to skojarzenie to byłaby d...a, to chociaż trochę w tym przyjemności i w sumie fizjologia. A ci wciąż mają urojenia spisków”.

Co na to publicysta?

- Jeśli prezydenta broni przed moją krytyką Roman Giertych, to pokazuje to tylko skalę problemu, o którym napisałem. Giertych to przedstawiciel jednej z najbrzydszych tradycji politycznych w historii Polski, promoskiewskiej, zwanej przez niektórych endokomuną. Dodatkowo jest to człowiek, który przyznał się, że za poprzednich rządów PiS oszukiwał własny elektorat i był „Konradem Wallenrodem” w pisowskim obozie. Chyba trudno wymyślić coś bardziej podważającego zaufanie do prezydenta, niż poparcie tej kuriozalnej postaci – mówi Piotr Lisiewicz.

Numer tygodnika „Gazeta Polskiej” z głośnym tekstem na temat prezydenta jest dostępny w kioskach.