Rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej (BiOSG) w Przemyślu mjr Elżbieta Pikor poinformowała, że funkcjonariusze rozpracowywali grupę przez dwa lata.

Ustalili, że członkowie grupy wyłudzali w mazowieckim urzędzie wojewódzkim zezwolenia na pracę typu A dla obywateli Ukrainy. Wyłudzenia zezwoleń dokonywano na konkretne zamówienie, a zbieraniem takich zamówień zajmował się 40-letni biznesmen z okolic Warszawy.

Pikor wyjaśniła, że zezwolenie typu A jest najbardziej pożądanym dokumentem pobytowym dla cudzoziemców, umożliwia bowiem przebywanie w Polsce bez przerwy przez 365 dni i legalną pracę w tym czasie.

Następnie członkowie grupy przestępczej wyszukiwali mieszkańców Warszawy i okolic, będących w trudnej sytuacji materialnej. Osoby te, tzw. słupy, składały wniosek do wojewody mazowieckiego o wydanie zezwolenia na pracę dla cudzoziemca.

Rzeczniczka zaznaczyła, że zgodnie z wnioskiem, osoby te miały zatrudnić obcokrajowca np. w charakterze pomocy domowej, opiekuna osoby starszej czy ogrodnika.

- Oczywiście do zatrudniania cudzoziemców nigdy nie dochodziło, ale za samo firmowanie wniosku swoim nazwiskiem osoby te otrzymywały pieniądze, od 200 zł wzwyż. Wszystkie pozostałe formalności w urzędzie wojewódzkim były załatwiane przez członków grupy przestępczej – zauważyła Pikor.

Uzyskane w ten sposób zezwolenia na pracę były przesyłane na Ukrainę i tam sprzedawane Ukraińcom, którzy na ich podstawie w polskim konsulacie uzyskiwali wizę z prawem do pracy. Koszt takiego zezwolenia wahał się od 500 do 1 tys. dolarów.

Według wstępnych szacunków, w ciągu dwóch lat grupa wyłudziła w mazowieckim urzędzie wojewódzkim co najmniej kilkadziesiąt zezwoleń na pracę, a korzyści majątkowe z ich sprzedaży mogły wynieść kilkadziesiąt tysięcy dolarów.

W wyniku śledztwa w minioną środę funkcjonariusze zatrzymali 40-letniego biznesmena z Warszawy, domniemanego lidera zorganizowanej grupy przestępczej oraz jej czterech członków.

Śledztwo jest prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Lesku, która postawiła 40-latkowi zarzut zorganizowania i kierowania grupą przestępczą, a pozostałym czterem osobom - zarzut udziału w tej grupie. Wszyscy mają też zarzut wyłudzania zezwoleń na pracę i handlu nimi, w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.

Pikor dodała, że wszyscy przyznali się do zarzucanych im czynów i wyrazili chęć dobrowolnego poddania się karze.