W wyroku apelacyjnym w październiku 2016 r. wrocławski sąd apelacyjny zdecydował, że będzie mógł się on ubiegać o przedterminowe zwolnienie dopiero po 35 latach. Wówczas SA zdecydował o upublicznieniu danych skazanego.

Sąd Najwyższy, w pięcioosobowym składzie, oddalił kasację w całości jako oczywiście bezzasadną. 

Przewodniczący składu sędzia SN Zbigniew Puszkarski argumentował, że nie może być powodem ponownego rozpatrywania sprawy to, że sąd apelacyjny nie umotywował działań sprawcy. Sędzia podkreślił, że w uzasadnieniu tego wyroku podano motywy i wskazano decyzje skazanego, które pokazują, że wybierał swoją ofiarę spośród osób w tym czasie będących na rynku miasta.

Zdecydował zaatakować bez wątpienia bezbronne dziecko, a ominął jej matkę, które mogłaby się w jakiś sposób obronić. Zaatakował od tyłu, żeby dokonać czynu skutecznie - przypominał uzasadnienie wrocławskiego sądu Puszkarski.

Podkreślał, że przed wyrokiem skazany przeszedł 40-dniową obserwację, a jej wyniki - opinię biegłych sąd brał pod uwagę wydając orzeczenie.

Opinia wskazywała na jego zaburzenia w sferze psychiki, ale nie w takim stopniu, który mógłby uwalniać go, czy ograniczać jego odpowiedzialność karną - mówił sędzia przewodniczący.

Skazany "owszem, miał swoje problemy życiowe, które być może wyolbrzymiał, ze względu na swoje zaburzenia osobowościowe i swoją sytuację określał jako trudną i nie do zniesienia".

Setki tysięcy ludzi są bez pracy - choć obecnie coraz mniej, bo spada bezrobocie - ale akceptują tę sytuację. Aktywnie lub mniej aktywnie poszukują pracy. Tutaj było wyolbrzymianie pewnych sytuacji, ale nie prowadzące do stanu depresyjnego. Tak czy inaczej, lepiej lub gorzej, ale skazany funkcjonował – podkreślił Puszkarski.

Przypomnijmy, że do morderstwa doszło w sierpniu 2015 r. Mężczyzna zaatakował siekierą 10-latkę, która z matką wchodziła do księgarni w Kamiennej Górze. Potem wyrzucił narzędzie zbrodni i zaczął uciekać. Schwytali go świadkowie zdarzenia. Dziewczynka zmarła w szpitalu. Nowakowski podczas śledztwa przyznał się do zabójstwa.

Skazany w śledztwie wyjaśniał, że narastała w nim złość, bo od dłuższego czasu miał problemy ze znalezieniem pracy. Ponadto dzień przed dokonaniem zabójstwa uzyskał decyzję, iż nie przysługuje mu zasiłek dla bezrobotnych. Udał się do Powiatowego Urzędu Pracy, aby zemścić się na urzędnikach. Ponieważ w budynku przebywało dużo osób, zrezygnował ze swojego zamiaru. Wyszedł na ulicę i skierował się w kierunku centrum miasta. Widząc małą dziewczynkę wchodzącą do księgarni, zadał jej cios siekierą.

Sąd oprócz kary dożywocia pozbawił też skazanego praw publicznych na 10 lat oraz nakazał wypłatę zadośćuczynienia rodzicom zamordowanej dziewczynki - 200 tys. zł. Rodzice, jako oskarżyciele posiłkowi uczestniczyli w środowej rozprawie, ale nie zabierali głosu, również po decyzji SN nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami.