Prawda i kłamstwo na temat Marszu Niepodległości

Marsz nie był zakłóceniem Święta Niepodległości, jak opisywały niektóre zagraniczne media, ale przeciwnie, był to jego masowy, spontaniczny i pokojowy wyraz. Uczestnicy maszerowali pod hasłem „Chcemy Boga!”. Odzwierciedla to nieustanne poparcie Polaków dla dwóch idei leżących u podstaw cywilizacji zachodniej: Boga i narodu.

Wiele zagranicznych mediów, w tym "The Guardian", "The Washington Post" i CNN, określiło marsz niepodległości w Warszawie 11 listopada, w którym uczestniczyło od 60 000 do 100 000 osób, jako nacjonalistyczny, faszystowski lub rasistowski. W kilka dni po ukazaniu się wielu krytycznych artykułów, reporter "The Washington Post" Avi Selk przyznał beztrosko, że kłamał i dostarczał gazetom fałszywych wiadomości. Na pochodzie nie było transparentu o islamskim holokauście, który wzbudził tak dużą krytykę i pociągnął lawinę oskarżeń wobec Polski. Informacja ta była przez Avi Selk zmyślona i rozesłana przez Twitterza (patrz artykuł „Why I wrote ‘fake news’ for the Washington Post” z 15 listopada br.). Wydaje się, że w takiej sytuacji polski MSZ powinien zwrócić się o sprostowanie i przeprosiny do "The Washington Post", "The Independent" i do innych gazet, w których nieprawdziwe wiadomości zostały opublikowane. Kłamliwemu reporterowi należałoby wytoczyć proces o naruszenie dóbr osobistych organizatorów marszu i wszystkich Polaków.

Beztroskie sprostowanie Avi Selka zawiera jednak nadal zgrabnie ukryte kłamstwo, bo określa marsz jako skrajnie prawicowy. Podczas gdy ogromna demonstracja, jaką był marsz, może przyciągnąć ludzi z różnymi przekonaniami, w tym także ze skrajnie prawicowymi, zdecydowaną większość osób, które w niej uczestniczyły można określić jako przeciętnych Polaków. Marsz nie był zakłóceniem Święta Niepodległości, jak opisywały niektóre zagraniczne media, ale przeciwnie, był to jego masowy, spontaniczny i pokojowy wyraz. Niektórzy uczestnicy maszerowali pod hasłem „Chcemy Boga!”. Odzwierciedla to nieustanne poparcie Polaków dla dwóch idei leżących u podstaw cywilizacji zachodniej: Boga i narodu.

Ideologiczne wyzwanie w postaci „wojen kulturowych”, przed którym staje dziś Polska, jest tym, z którymi Stany Zjednoczone i niektóre inne kraje zetknęły się już wcześniej. Po jednej stronie są ludzie, o poglądach opartych na tradycji, których można określić jako „tradycyjnych nacjonalistów” albo po prostu jako „patriotów”, którzy twierdzą, że aby utrzymać naszą cywilizację, nie możemy wymazać z naszej pamięci zbiorowej racjonalnego i moralnego dziedzictwa starożytnej Grecji i Rzymu, przekazu Starego i Nowego Testamentu, stanowiącego podstawę religii chrześcijańskiej, a także idei związanych z historią i rozwojem państw narodowych, i którzy bronią Boga i Ojczyzny. Po drugiej stronie są osoby, które mogą zostać określone jako „postmodernistyczni globaliści”, którzy kwestionują wartość religii, narodu, moralności, a nawet rozumu, i starają się zastąpić je sekularyzmem, globalizmem, relatywizmem moralnym oraz manipulatorskim emocjonalizmem (działaniem na emocje raczej niż na rozum) i próbować doprowadzić nas do postnarodowości i do epoki tzw. post-prawdy (czyli takiej, w której prawda i inne fundamentalne wartości nie mają już żadnego znaczenia).

Ideologia postmodernistycznego globalizmu, która zdominowała już życie społeczne w niektórych krajach zachodnich, wyraża się w praktyce w polityce wielokulturowości. Doprowadziło to do tak absurdalnych sytuacji jak niedawny nakaz usunięcia krzyża z posągu Jana Pawła II w mieście Ploërmel przez najwyższy sąd administracyjny Francji, z powodu rzekomego naruszenia świeckości przestrzeni publicznej. Akt ten jest symbolicznym wyrazem tego, jak w imię rozdziału między państwem i kościołem oraz polityki wielokulturowości, postmodernistyczni globaliści niszczą fundamenty naszej cywilizacji. Zakładają oni bowiem równość wszystkich religii i związanych z nimi wartości, bez wyróżnienia spośród nich chrześcijaństwa, oraz oddzielają religię chrześcijańską od państwa bez względu na jej olbrzymi wkład w naszą wielowiekową historię.

Większość ludzi w Polsce sprzeciwia się dziś niekontrolowanej migracji oraz wszystkiemu, co podważa tradycyjne polskie wartości narodowe i religijne. Istnieją ku temu określone powody. Nie można być ślepym na fakt, że masowa migracja osób z innych kultur do Europy, szczególnie w ciągu ostatnich kilku lat, zmieniła charakter społeczeństw europejskich i wpłynęła negatywnie na europejską jakości życia. Jak pokazuje Douglas Murray w swojej nowej książce "Przedziwna śmierć Europy: tożsamość, imigracja, islam", ludzie z kultur całkowicie innych niż Europa nie chcą się integrować i próbują utrzymywać oraz promować swoje wartości kulturowe, które są niejednokrotnie sprzeczne z kluczowymi wartościami europejskimi. Przykładami postaw skrajnych są według niego takie zjawiska jak nadwrażliwość muzułmanów na jakąkolwiek krytykę ich religii, wyrażająca się w groźbach, przemocy, a nawet w morderstwach; masowy wzrost napaści seksualnych i gwałtów europejskich kobiet i dzieci przez mężczyzn z krajów pozaeuropejskich; oraz tworzenie się miejsc niebezpiecznych dla rdzennych Europejczyków na terenach, które wcześniej były ich dzielnicami. Trudności w radzeniu sobie z tymi zjawiskami potęguje hipokryzja i nieuczciwość w podejściu do nich przez wielu liberalnych polityków oraz współudział władz lokalnych i mediów głównego nurtu w takiej nieuczciwości. Są one często wręcz ukrywane przed opinią publiczną.

Chociaż obecnie jest wielu zwolenników globalizacji i sprawowania władzy ponad narodami, ważne jest, aby zrozumieć, że państwo oparte o spójną kulturę narodową jest w rzeczywistości najstarszą organizacją polityczną ludzkości, ponieważ jego tradycja sięga do sumeryjskich i greckich miast-państw, a jeszcze wcześniej dla niezależnych plemion. Tak jak pisze w swojej słynnej rozprawie O wolności John Stuart Mill, jako różnorodne i wzajemnie się uzupełniające wspólnoty kulturowe, europejskie państwa narodowe są źródłem postępu ludzkości. Postęp dokonuje się bowiem nie na skutek ujednolicenia, ale różnorodności. Potrzebujemy więc politycznej i kulturowej różnorodności niezależnych państw dla kreatywności i postępu ludzkości. Nie można ich zamienić w kosmopolityczne mieszanki cywilizacyjne, w których dochodzi do pomieszania wartości, a w końcu do ich konfliktu. Nie mogą być też one zastąpione przez zintegrowany i scentralizowany twór w postaci Unii Europejskiej lub przez planowane w kuluarach wielkiej polityki państwo światowe.

W dniu 11 listopada Polacy, którzy w wielu kluczowych momentach swojej historii wykazali się wielką odwagą i oddaniem dla własnego kraju, świętują swoją niepodległość. Oznacza ona możliwość samodzielnego kształtowania przyszłości Polski i jej obrony przed współczesnymi ideologiami postmodernistycznymi, które prowadzą do upadku Europy. Ich aspiracje znajdują poparcie w obecnym polskim rządzie. Komentując spontaniczny marsz, minister Mariusz Błaszczak, szef MSWiA, powiedział: „był piękny widok. Jesteśmy dumni, że tak wielu Polaków postanowiło wziąć udział w uroczystościach związanych ze świętem niepodległości”. Szkoda tylko, że tak dużo osób nawet w samej Polsce uwierzyło w kłamstwa reportera obcej gazety, które potem beztrosko odwołał.


 

Autor to filozof i myśliciel polityczny, profesor Uczelni Łazarskiego w Warszawie, autor "Traktatu polityczno-filozoficznego", "Harmonii społecznej" i innych książek wydanych w Polsce i zagranicą. 

 


Źródło: niezalezna.pl

#Marsz Niepodległości

W. Julian Korab-Karpowicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo