Biało-czerwoni startowali w składzie: Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Maciej Kot i Kamil Stoch. Ta sama grupa wywalczyła w marcu w Lahti drużynowe mistrzostwo świata. Oczekiwania wobec nich były więc ogromne, a dodatkowo po raz pierwszy inauguracja sezonu miała miejsce na polskiej ziemi.

- Skakało nam się dobrze, ale nie obyło się bez nerwów. W przypadku inauguracji przed własną publicznością są one jednak zrozumiałe. Jesteśmy już doświadczonymi zawodnikami, ale pewne emocje i stres wciąż nam towarzyszą. Nie da się tego całkowicie wyeliminować, bo po prostu jesteśmy ludźmi. Najważniejsze jednak to umieć sobie z tym poradzić, a nam się to udało - podkreślił Stoch.

- Konkurs z naszej perspektywy był bardzo ciekawy. Dużo emocji, walki i ze szczęśliwym zakończeniem, bo miejscem na podium. To duża nagroda za ostatnie miesiące ciężkiej pracy. Konkurs pokazał też, że nadal jako drużyna jesteśmy bardzo silni i możemy ze spokojem kontynuować pracę. Oczywiście jest też nutka niedosytu, bo zawsze walczymy o zwycięstwo - dodał podwójny mistrz olimpijski z Soczi.

Polacy drugie miejsce zajęli ex aequo z Austriakami. Biało-czerwoni prowadzili po pierwszej serii, jednak w finałowej fenomenalni byli Norwegowie.

- W obliczu tego co zaprezentowali rywale, drugie miejsce jest satysfakcjonujące. Chłopaki skakali naprawdę dobrze i jestem zadowolony, bo rok temu na początku sezonu spisywali się słabiej - podkreślił austriacki szkoleniowiec.

Horngacher nie chciał oceniać poszczególnych członków reprezentacji. Jego zdaniem w zawodach drużynowych nie ma to znaczenia. Słabszej postawy w drugiej serii świadomy był jednak Żyła. Po jego skoku Polacy stracili prowadzenie i już go nie odzyskali. - Popełniłem błąd przy odbiciu, ale ogólnie jesteśmy zadowoleni z podium - powiedział.

Na niedzielę zaplanowano konkurs indywidualny w Wiśle, który rozpocznie się o godz. 15. W pierwszej serii wystąpi siedmiu Polaków. Poza czwórką, która startowała w sobotę, będą to: Stefan Hula, Jakub Wolny i Aleksander Zniszczoł.