Mateusz Piskorski ma 43 lata. Był posłem Samoobrony. Potem został liderem prorosyjskiej partii Zmiana. 18 maja 2016 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Trafił do aresztu. Przebywa tam do dziś. Zarzut? Szpiegostwo na rzecz Rosji. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji. Śledczy nie chcą jednak ujawniać żadnych szczegółów postępowania. „Z uwagi na niejawny charakter sprawy prokuratura nie udziela szerszych informacji na temat tego postępowania” – uciął pytania „Gazety Polskiej” dział prasowy Prokuratury Krajowej. Z ustaleń „Gazety Polskiej” wynika, że w ramach tego postępowania ABW przesłuchuje osoby, które utrzymywały kontakty z Mateuszem Piskorskim. Jedną z nich jest 63-letni Janusz Sanocki, poseł niezrzeszony, który do Sejmu wszedł z listy Kukiz’15.

Zasłynął on ostrą krytyką pomysłu likwidacji w Polsce sowieckich pomników. Z kolei pół roku temu poręczył za Piskorskiego. Twierdzi, że mimo zarzutów szpiegostwa powinien on opuścić areszt. ABW przesłuchała Sanockiego 12 października. Nie krył on oburzenia tym faktem. W tej sprawie skierował nawet interpelację do Mariusza Kamińskiego, ministra koordynatora ds. służb specjalnych. 

Interpelacja i apel do ministra koordynatora

„Już na wstępie rozmowy moje zdziwienie wywołał fakt, że przesłuchujący mnie funkcjonariusz nie był w stanie podać mi, na jaką okoliczność miałbym być przesłuchiwany. Następnie z charakteru zadawanych pytań zorientowałem się, że w gruncie rzeczy nie chodzi o Mateusza Piskorskiego i jego działalność, gdyż większość pytań dotyczyła mnie – moich podróży, moich kontaktów i mojej wiedzy na tematy zgoła niezwiązane z działalnością M. Piskorskiego”

– czytamy w interpelacji. Sanocki podkreślał także: „Pytania zadawane przez funkcjonariuszy były na tyle naiwne i nieprecyzyjne, że aż kazały się zastanawiać nad kompetencjami przesłuchujących, ale przede wszystkim nad celem tak prowadzonego przesłuchania”. W interpelacji Sanocki zaapelował do ministra Kamińskiego o zwolnienie Piskorskiego z aresztu. „Przetrzymywanie w więzieniu człowieka za jego poglądy okrywa hańbą Polskę i niweczy osiągnięcia obecnego rządu i Pańskie w walce z korupcją” – argumentował. 

Z interpelacji wynika, że Sanocki „widział” Piskorskiego dwa razy. Poręczył za niego w maju tego roku. Zrobił to na prośbę żony Piskorskiego. – Jakieś pół roku temu chodziła ona po Sejmie i próbowała intensywnie przekonywać różnych posłów do wstawienia się za Mateuszem. Wszyscy jej odmówili, poza Sanockim. To wszystkich bardzo zdziwiło – opowiada „GP” jeden z posłów. 

„Jak mogłem odmówić kobiecie”

Janusz Sanocki zgodził się przez telefon porozmawiać z „GP” o przesłuchaniu przez ABW i swoim poręczeniu za podejrzanego o szpiegostwo byłego posła Samoobrony. – Mogę się nie zgadzać z Piskorskim, ale będę go bronił – zapewnił. Dlaczego zgodził się za niego poręczyć? – Jak mogłem odmówić kobiecie? – odpowiada poseł. 

„Czy pan zna materiał dowodowy? Pan poręczył za człowieka podejrzewanego, podejrzanego o szpiegostwo na rzecz Rosji”

– dopytuję. Sanocki: „Tak jest. No i co z tego, że podejrzewanego? Skoro jest podejrzewany, (…) to rok wystarczył na to, aby prokuratura postawiła zarzuty, bo półtora roku siedzi człowiek, a prokuratura polska nie potrafi mu sformułować aktu oskarżenia. Nie zgadzam się z taką (…) dowolnością i zaaresztowaniem, przetrzymywaniem człowieka przez półtora roku. (…) Wtedy jak poręczałem, był rok. Uważam, że rok [w areszcie] wystarczy. [Zresztą] nie poręczyłem mu następnego dnia jak go aresztowali”.

Sanocki przekonuje, że posiada analizę przygotowaną przez dwóch naukowców z Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego negującą zasadność postawienia Piskorskiemu zarzutów szpiegostwa. Została ona sporządzona na prośbę… jego adwokatów. Dlaczego więc zarzuty są rzekomo bezzasadne? Tak tłumaczy to Sanocki:

– Piskorski, prorosyjski dziennikarz, prorosyjski politolog jeżdżący na Krym, niezatrudniony w żadnej instytucji… (…) Jakiego rodzaju szpiegostwem miał się więc zajmować?! Tylko debil uwierzy w coś takiego. 

Tajemnice białoruskich wyjazdów

Wśród pytań, jakie podczas przesłuchania w ABW usłyszał Sanocki, znalazły się te dotyczące jego wyjazdów na Białoruś. „Pan jako poseł jeździł na Białoruś. W jakim celu?” – pytam. Sanocki:

„G… to pana obchodzi. Niech pan tak napisze. (…) Może kochankę tam mam czy co, a czy ja mam się tłumaczyć panu, w jakim celu jeżdżę na Białoruś? Czy Białoruś jest związana z czymś podejrzanym, z czego mam się tłumaczyć? Tak?”.

Poseł nie chciał odpowiedzieć, dlaczego ukrywa szczegóły swoich wyjazdów na Białoruś. Sanocki:

„Niech pan nie będzie prymitywny. Prymitywny pan jest. Ja nic nie ukrywam. Ja tylko pana pytam, czy wyjazd do Białorusi jest rzeczą, z której trzeba się tłumaczyć? Niech mi pan odpowie! Czemu mi pan nie chce odpowiedzieć?!”.

Poseł bardziej rozmowny był jednak na inny temat – sowieckich pomników. Jego zdaniem nie powinny być one likwidowane. „Ja bronię pomników żołnierzy rosyjskich (…). Dzisiaj dla nich jest to ważne”.

„Dlaczego pan broni interesu rosyjskiego? No, pan mówi, że to dla Rosjan jest ważne” – dopytuję. Sanocki:

„Jestem polskim posłem i dbam o interes Polski. W naszym interesie leży prawda, bo jestem również chrześcijaninem, proszę pana. Prawda jest ważna i szanuję ludzi wszystkich: Niemców szanuję, Rosjan szanuję, Żydów, Polaków, wszystkich szanuję i tłumaczę panu jeszcze raz: 600 tysięcy ludzi zginęło. Wania się nazywał, Natasza, Ksenia, jakiś tam Wowa. 600 tysięcy ludzi na naszych ziemiach, żeby pokonać Hitlera. I ja to cenię, bo dzięki temu żyjemy, biologicznie przetrwaliśmy. Ktoś, kto tego nie rozumie, proszę pana, i (…) tych argumentów nie przyjmuje, jest po prostu nieuczciwy. Rozumie pan?”.