PO chce, żeby komuniści pozostali patronami ulic. Radni Platformy skarżą decyzję wojewody

/ ipn.gov.pl

  

Radni Platformy Obywatelskiej chcą wnieść skargę na decyzję wojewody mazowieckiego dot. zmiany nazw 47 ulic. Wojewoda mazowiecki wykorzystał ustawę o dekomunizacji do realizacji celów politycznych - stwierdzili na dzisiejszej sesji radni Platformy. Przeciwko temu protestowali radni Prawa i Sprawiedliwości. - Dzisiaj państwo występujecie jako swoista kontynuacja tego, co wydarzyło się wczoraj w PE - mówił Cezary Jurkiewicz.

Przewodniczący radnych PO Jarosław Szostakowski przypomniał na początku sesji, że wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera wydał 47 zarządzeń zastępczych zmieniających nazwy 47 ulic w stolic. Sipiera zrobił to na podstawie tzw. ustawy dekomunizacyjnej.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Czas usunąć komunistyczne symbole z przestrzeni publicznej"

Szostakowski wnioskował o rozszerzenie porządku obrad o 47 projektów uchwał ws. zaskarżenia decyzji wojewody. Podkreślił, że rada miasta pod koniec sierpnia na mocy tej ustawy "zdekomunizowała" sześć nazw ulic.

W naszym przekonaniu, radnych PO, wojewoda wykorzystał ustawę do tego, żeby zrealizować swoje cele polityczne 

- powiedział Szostakowski.

Dodał, że chciałby zgłosić do porządku obrad 47 projektów uchwał ws. wniesienia skargi na zarządzenie zastępcze wojewody.

Przeciw postulatowi PO wystąpił przewodniczący klubu PiS Cezary Jurkiewicz.

Państwo występujecie tymi uchwałami przeciw dekomunizacji.  W roku 2017, w stulecie rewolucji październikowej, jesteście państwo przeciwko dekomunizacji 

- mówił Jurkiewcz.

Dodał, że mamy 13. rok rządów PO w stolicy, a Platforma - jak mówił - "mogła zrobić wszystko". Podkreślał, że w komisjach radni PiS chcieli rozmawiać o dekomunizacji, ale prace były stopowane.

Dzisiaj państwo występujecie jako swoista kontynuacja tego, co wydarzyło się wczoraj w PE 

- powiedział Jurkiewicz.

Większość w radzie miasta ma PO. Po tej wymianie zdań zarządzono przerwę w sesji, po jej zakończeniu radni zdecydują ws. ewentualnego rozszerzenia porządku obrad.

Wojewoda mazowiecki poinformował niedawno, że w związku z obowiązywaniem tzw. ustawy dekomunizacyjnej wydał zarządzenie o przemianowaniu ulic m.in. al. Armii Ludowej na Lecha Kaczyńskiego oraz Dąbrowszczaków na Borysa Sawinkowa. Nowe prawo, które zakazuje "propagowania komunizmu lub innego systemu totalitarnego", dało samorządom czas do 2 września 2017 r. na zmianę nazw 943 ulic, które - jako podlegające ustawie - wskazał Instytut Pamięci Narodowej. Podobne zarządzenia wydali też inni wojewodowie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zatrważający odsetek deklarujących chęć sprzedania głosu. Socjologowie wskazują na... niski wynik

/ pixabay.com/@janeb13

  

Z opublikowanego we wtorek sondażu Filii Gallupa wynika, że „11 proc. ankietowanych dorosłych obywateli Bułgarii jest gotowych sprzedać swój głos w nadchodzących w niedzielę wyborach samorządowych”. Socjologowie zgodnie wskazują, że to względnie niski odsetek.

81 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie sprzedałoby głosu, a 8 proc. nie jest w stanie zdecydować. 

Wśród tych, którzy z pewnością udadzą się na wybory, odsetek przyznających się do gotowości sprzedaży głosu wynosi jedną dziesiątą. Spekulacją jest szacowanie, ilu w rzeczywistości jest gotowych głosować za pieniądze lub pod przymusem, gdyż nie wszyscy przyznają się do tego

- wynika z badania.

Najwyższy odsetek osób deklarujących gotowość do sprzedaży głosu występuje w najuboższych grupach ludności, w tym wśród Romów, którzy stanowią według szacunków ok. 20 proc. ludności Bułgarii.

W środowisku romskim gotowość do sprzedaży głosu wynosi ok. 40 proc. Według autorów badania gotowość ta najwyższa jest wśród młodych i, jak wskazują socjolodzy, wynika z sytuacji demograficznej i coraz silniejszej gettoizacji Romów.

Innym czynnikiem zniekształcającym wyniki wyborów jest głosowanie pod przymusem. Odnotowano je w małych miejscowościach z jednym przeważającym pracodawcą, niezależnie czy jest to przedsiębiorstwo prywatne czy samorządowe. W ostatnich latach sygnalizowano wiele przypadków, kiedy miejscowej ludności grożono zamknięciem zakładu lub niewypłaceniem pensji za „nieprawidłowe” wyniki wyborów.

Cena głosu w obecnych wyborach według Gallupa wynosi 150-200 lewów (75-100 euro). Minimalna płaca w Bułgarii obecnie to 510 lewów (255 euro).

Zjawisko kupowania głosów pojawiło się w Bułgarii zaraz po transformacji politycznej z 1989 r. Objęło romskie dzielnice i małe miejscowości. Na początku rozdawano tam żywność, a później pieniądze. W niektórych dzielnicach romskich masowo umarzano rachunki za prąd. W środowiskach romskich pojawili się tzw. dealerzy, sterujący głosowaniem. Trudno powiedzieć, czy z dużych sił politycznych są takie, które nie korzystałyby z tej praktyki.

Kilka lat temu parlament zmienił kodeks karny i wprowadził penalizację sprzedaży i kupna głosu. Obecnie każdy spot wyborczy w radiu i telewizji obowiązkowo powinien kończyć się sformułowaniem: „Kupno i sprzedaż głosu są przestępstwami”. Według socjologów w pewnym stopniu ograniczyło to skalę zjawiska, ale jest ono dalekie od zniknięcia.

Sondaż przeprowadzono wśród 796 pełnoletnich obywateli w okresie od 4 do 11 października. Głosować na określonego kandydata za pieniądze praktycznie jest gotowych ok. 600 tys. z 5,5 mln obywateli uprawnionych do głosowania.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl