Panie profesorze, czy Polsce rzeczywiście grozi nałożenie sankcji? Do uchwalenia rezolucji i ewentualnych kar potrzeba zgody wszystkich państw członkowskich.

Procedura zakłada trzy stopnie. Rada Europejska wszczyna procedurę sprawdzania praworządności bez jednomyślności. Ewentualne sankcje są zaprowadzane większością kwalifikowaną. Parlament Europejski dąży jednak do tego, by to komisja wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych  Parlamentu Europejskiego przygotowała wniosek do głosowania.

A więc możliwy jest fortel w postaci pominięcia np. Węgier, które deklarowały, że nie zgodzą się na nałożenie kar na Warszawę?

Jeśli wspomniany wniosek uzyska większość, wtedy to Parlament Europejski, a nie Komisja Europejska, uruchamia art. 7 traktatu o UE. Trzeba pamiętać, że Parlament Europejski jest bardziej lewicujący od Komisji. Na poziomie Rady Europejskiej decyzja o sankcjach nie ma raczej szans, ale możliwe są różne naciski przeciwko Polsce. Ponadto nie chciałbym zależeć tylko od jednego zaprzyjaźnionego państwa, jakim są Węgry. Dochodzą sygnały, że inne państwa również się sprzeciwią w takiej sytuacji.

Czy Pana zdaniem politycy PiS-u nie przesadzają, posługując się określeniem „targowica” odnośnie do wystąpień na forum europejskich polityków PO? Bardzo często używa tego stwierdzenia również Jacek Saryusz-Wolski na Twitterze. Czy wystąpienia antyrządowe są w rzeczywistości skierowane przeciwko polskim narodowym interesom?

Targowica to bardzo daleko idąca analogia, natomiast uważam, że postawa naszych kolegów i koleżanek z opozycji jest zwyczajnie nie do zaakceptowania. W wystąpieniu prof. Ryszarda Legutki na forum europejskim nie padło takie sformułowanie. Natomiast przemówienie Janusza Lewandowskiego w Parlamencie Europejskim było oburzające. Proszę pamiętać, że Jacek Saryusz-Wolski wiele lat spędził w PO i chyba wie, o czym mówi. Nie miałbym pretensji, gdyby politykom Platformy chodziło tylko o wysłuchanie publiczne lub zwykłą dyskusję, ale w tym wypadku mamy do czynienia z jasnym dążeniem do nałożenia na Polskę sankcji.

Wielu krytyków PiS-u wypomina, że Państwo też podnosili polskie sprawy na forum międzynarodowym. Choćby sprawę śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej czy wykluczenie telewizji Trwam z multipleksu lub nadużycia wyborcze przy okazji batalii samorządowej w 2014 r. Może teraz politycy obozu rządowego zamienili się rolami z opozycją i wyrażają oburzenie na wyciąganie naszych brudów za granicą?

Parlament Europejski jest miejscem przedstawiania różnych spraw, komunikacji publicznej. Informowanie o polskich problemach jest czymś innym niż dążenie do sankcji. Chodzi o rzeczy nieporównywalne. Sam uczestniczę w wielu publicznych debatach o Polsce, nie tylko w Parlamencie Europejskim – w Niemczech czy Austrii, choć wolałbym, by ich nie było. Jesteśmy chętni do dyskusji z grupami w Parlamencie Europejskim. Czymś zupełnie innym jednak jest piętnowanie naszego kraju, szerzenie kłamstw na temat rzekomego prześladowania kobiet, faszyzmu, inwigilacji opozycji. Ostatnio usłyszałem w Brukseli argument, że „w Polsce jest gorzej niż w Rosji i na Białorusi”. Przecież to absurd! Te wszystkie kłamstwa mają posłużyć do nałożenia sankcji na nasz kraj.