Eurodeputowani przegłosowali dziś rezolucję wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności. Zainicjowali też własną procedurę zmierzającą do uruchomienia wobec Polski art. 7 traktatu UE.

Chodzi o skierowanie wezwania do Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych PE, by ta opracowała specjalne sprawozdanie dotyczące Polski. Dzięki temu PE będzie mógł na sesji plenarnej przyjąć sprawozdanie komisji, wzywając tym samym Radę UE do podjęcia działań przewidzianych przez art. 7 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej.

Zgodnie z nim Rada UE, czyli przedstawiciele rządów, może na wniosek PE lub Komisji Europejskiej stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości unijnych. Potrzeba do tego większości czterech piątych państw UE. Na uruchomienie art 7. wobec Polski, mimo wielu wezwań ze strony europarlamentarzystów, nie zdecydowała się do tej pory Komisja Europejska.

Jednak wynik głosowania ws. rezolucji Parlamentu Europejskiego też pozostawia wątpliwości co do tego, czy znajdzie się wystarczająco wielu europosłów, by uruchomić art. 7 wobec Polski. Procedura w tej sprawie opisana jest w art. 83 regulaminu europarlamentu.

W świetle jego zapisów uzasadniony wniosek wzywający Radę do podjęcia działań zgodnie z art. 7 ust. 1 Traktatu o UE musi być przegłosowany większością dwóch trzecich oddanych głosów.

Dziś takiej większości za rezolucją nie było. Za jej przyjęciem opowiedziało się 438 eurodeputowanych (152 było przeciw, 71 wstrzymało się od głosu), czyli nieco mniej niż 2/3.

Taki wynik to konsekwencja postawy m.in. polskich europosłów, którzy niezależnie od frakcji w większości nie poparli rezolucji. Eurodeputowani PiS byli przeciw; PSL zbojkotowali udział w głosowaniu, a PO - poza kilkoma wyjątkami - się wstrzymali.

Rezolucja nie będzie miała ona skutków praktycznych, czyli nie zwiększy w najmniejszym stopniu szans na sankcje. Będzie prowadziła do „dalszego bicia piany na temat Polski

– skomentował dziś wiceszef PE, europoseł Ryszard Czarnecki.

Dodał, że na sali podczas debaty było 65 posłów. 

Mniej więcej co 12. poseł był obecny na tej debacie, co świadczy o nikłym zainteresowaniu

- powiedział.