„Timmermans chodzi i opowiada jak jest zaniepokojony”. Czego naprawdę chcą od Polski unijni technokraci

/ © European Union 2017 - European Parliament". (Attribution-NonCommercial-NoDerivatives CreativeCommons licenses creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/4.0/).

  

Za tydzień na posiedzeniu plenarnym Parlamentu Europejskiego w Strasburgu po raz kolejny ma się odbyć debata o praworządności w Polsce. Eurodeputowani PiS nie mają wątpliwości, że Komisja Europejska za wszelką cenę próbuje znaleźć powód nacisku na Polskę i aktualnie kurczowo trzyma się teorii o rzekomo łamanej praworządności. „Tak naprawę przyczyna podstawowa jest jedna - to, że stanowczo odmawiamy zgody na relokację migrantów do Polski” - przyznaje europoseł Jadwiga Wiśniewska.

Pytana o to, czym kieruje się Komisja Europejska i jakie są motywacje Fransa Timmermansa, Jadwiga Wiśniewska nie ma wątpliwości, że chodzi właśnie o kwestie dotyczące imigrantów. Jej zdaniem Timmermans chodzi i opowiada jak bardzo jest zaniepokojony, ponieważ Polska konsekwentnie odmawia wyrażenia zgody na relokację imigrantów zgodnie z pomysłami unijnych technokratów.

- Powód jest jeden. Podstawowym powodem tej ciągłej nagonki na Polskę, jaka się odbywa na komisjach i sesjach plenarnych PE jest to, że odmawiamy przyjmowania migrantów. KE absolutnie nie uznaje tego, że ponad 1,5 mln Ukraińców w ostatnich latach zamieszkało w Polsce, asymiluje się, uciekało również bardzo często przed wojną - bo przypomnijmy, że na terenie Ukrainy trwają działania wojenne i tak naprawdę to jest podstawowy powód, dlaczego jesteśmy tak atakowani. Rzekomo naruszamy praworządność w Polsce, totalna targowica wynosi spór wewnętrzny krajowy na forum Parlamentu Europejskiego jest to sytuacja bardzo mocno zawstydzająca. KE zaś chcąc znaleźć powód naciskania na Polskę właśnie, wykorzystuje tę rzekomo łamaną praworządność w Polsce, a tak naprawę przyczyna podstawowa jest jedna - to, że stanowczo odmawiamy zgody na relokację migrantów do Polski – tłumaczy eurodeputowana PiS Jadwiga Wiśniewska.

Podobnego zdania jest prof. Zdzisław Krasnodębski, który zwraca uwagę, że dodatkowo do głosu doszło paneuropejskie lobby prawnicze – zaniepokojone ewentualnością utracenia swoich wpływów i motywowane uprzedzeniami do naszego regionu.

- Tak jak zwykle w rzeczywistości europejskiej jest ta płaszczyzna polityczna, która powoduje, że pewne rzeczy prawne, czy proceduralne się inaczej traktuje... np deficyt budżetowy Francji. Kiedyś znane, słynne zdanie Junckera, że „Francja jest Francją i inne obowiązują ją reguły|. Nikomu nigdy by nie przyszło do głowy zrobić debaty na temat działalności na przykład Jugendamtów niemieckich. To znowu sprawa, która poruszyła polską opinię publiczną. Jest wiele takich spraw. Na przykład kiedyś, kiedy przewodniczącym rady telewizji ZDF był polityk niemiecki, bliski zaufany kanclerz Merkel, nikomu nie przyszło do głowy kwestionować niezależność mediów niemieckich. Polska jest krajem niewygodnym i oczywiście kwestia uchodźców to jedna sprawa. Gdybyśmy się zgodzili przyjąć uchodźców, to natychmiast być może pan Timmermans by złagodniał. Są jeszcze inne kwestie w których rozmawiamy, ale jest jeszcze płaszczyzna prawna. To polega też na tym, że w jakimś sensie Timmermans po części jest szczery w tych swoich odruchach, a przynajmniej był - bo wydaje mi się, że on jednak już powoli, powoli zaczyna się wycofywać rakiem z tej sytuacji. Po prostu wynika to stąd, że przed wyborami w 2015 roku był bardzo „upudrowany” obraz Polski, jako takiego prymusa Europy Środkowo-Wschodniej. Nie mówiono o żadnych problemach od korupcyjnych, poprzez prawne. Nikomu by nie przyszło do głowy wtedy podnosić ten fakt, że PO naruszyła konstytucję w związku z Trybunałem Konstytucyjnym. Potem przyszły wybory i nasza opozycja łącznie oczywiście z tą opozycją uliczną w rodzaju KOD zakrzyknęła, że oto się rodzi w Polsce dyktatura. Jest jeszcze KE i to lobby prawnicze, które jest paneuropejskie. Cała ta korporacja poczuła się zagrożona i wydała swoją ocenę. Im się wydało – a do tego doszły jeszcze te wszystkie uprzedzenia w stosunku do naszego regionu – im się wydało, że muszą w imię praworządności, obrony demokracji zająć jakieś stanowisko. Upływa czas. Każdy widzi, że w Polsce nie dzieje się nic przerażającego, zwłaszcza porównując do innych krajów. Tak jak Timmermans mówi: „No przecież Polacy są też obywatelami UE, mają swoje prawa”. A Katalończycy też są przecież obywatelami UE... - zwraca uwagę prof. Krasnodębski.


 
OGLĄDAJ CAŁĄ ROZMOWĘ:
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, vod.gazetapolska.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Podwyżki i nowe umowy. Radni PiS domagają się zmian

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/PublicDomainPictures

  

Zwiększenia o dziesięć procent stawek wynagrodzeń za usługi opiekuńcze oraz zmiany umów śmieciowych dla pracowników na umowy o pracę chcą wrocławscy radni Prawa i Sprawiedliwości. Złożą w tej sprawie interpelację do prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka.

We wtorek na konferencji prasowej szef klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miejskiej Wrocławia Michał Kurczewski poinformował, że interpelacja do prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka zostanie złożona w środę.

- Złożymy interpelację wzywającą do zmiany warunków umowy. Chodzi a zwiększenie stawek godzinowych w ramach usług opiekuńczych o co najmniej 10 procent w stosunku do legalnego minimum 14,70 zł brutto oraz o zaoferowanie opiekunom możliwości świadczenia usług w ramach umowy o pracę na czas określony

 - powiedział Kurczewski.

Jak wyjaśnił, Gmina Wrocław od lat zleca podmiotom zewnętrznym usługi związane z organizacją i realizacją usług opiekuńczych dla podopiecznych MOPS-u w miejscu zamieszkania klienta; osoby wykonujące te usługi pracują na minimalnych stawkach w ramach umów śmieciowych.

- Z analizy umowy podpisanej przez miasto na lata 2017-2020 wynika, że głównym kryterium konkursu musiało być kryterium cenowe. Stawki godzinowe założone w ofercie to stawki minimalne, a część z nich jest już nieaktualna w związku z podniesieniem stawek godzinowych w rozporządzeniu przez rząd

 - podkreślił Kurczewski.

Radny zaznaczył, że opiekunowie z powodu takiego trybu zatrudnienia w konsekwencji nie mają zapewnionego płatnego urlopu.

- Pod okiem i najwyraźniej przy aprobacie obecnego prezydenta Jacka Sutryka, a byłego dyrektora Departamentu Spraw Społecznych, są podpisywane umowy, które nie gwarantują nawet standardów obowiązujących w dyskontach. Solidarny Wrocław lansowany przez prezydenta Sutryka, to na pewno nie Wrocław, który znają opiekunowie zatrudnieni w ramach wspomnianej umowy

- ocenił Kurczewski.

Jak podał, stawki w innych miastach wynoszą od 17,65 zł do nawet 26 zł

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl