Bezczelny jak niemiecki dziennikarz. Znów atakują Polskę!

/ kalhh/pixabay.com

redakcja

Kontakt z autorem

Maciej Marosz

Dziennikarz \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Jacek Liziniewicz

Dziennikarz „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”. W \"GP\" kieruje działem dotyczącym tematyki środowiska.

Kontakt z autorem

  

Po ukuciu terminu „polskie obozy śmierci” tym razem niemieccy dziennikarze zabrali się do bezpośredniego atakowania Polski. Ich zdaniem sytuacja mediów w Polsce jest taka jak w Niemczech w latach 30. XX w., gdy na ulicach tamtejszych miast szaleli naziści sterowani przez Hitlera – czytamy w dzisiejszej „Gazecie Polskiej Codziennie”.

O sytuacji mediów w Polsce postanowił się wypowiedzieć Frank Überall, szef Niemieckiego Związku Dziennikarzy (DJV). Kierowana przez niego organizacja przyjęła stanowisko, w którym wyraża zaniepokojenie naszym krajem.

Dziennikarze są zwalniani z pracy i nie mają możliwości tworzenia opinii publicznej dla wymiany krytycznych poglądów. I to jest jednoznaczne naruszenie podstawowej zasady wolności mediów. […] Efektem jest umacnianie się pewnych struktur i to już zmierza w kierunku dyktatury. Jestem Niemcem. W latach 30. XX w. doświadczyliśmy tego. Uważam, że nie wolno dopuścić, aby powtórzyło się to gdziekolwiek na świecie
– powiedział w wywiadzie dla Deutsche Welle Frank Überall.

„Gazeta Polska Codziennie” zapytała o powyższą wypowiedź rzecznika prasowego DJV Hendrika Zörnera. 

To oczywiste. Niezależność polskich mediów jest zagrożona przez zmiany w polskim prawodawstwie dotyczącym mediów, ograniczające wolność mediów. Ostatnio odbieramy dużo takich sygnałów. Wiemy też, że dziennikarze krytyczni wobec władzy mają problem z prezentowaniem swoich poglądów 
– stwierdził w rozmowie z „GPC” Zörner. 

Doprecyzował swoją wypowiedź, gdy wskazano mu, że polskie media krytyczne wobec obecnej władzy to wciąż mainstream. 

Nie twierdzimy, że sytuacja w Polsce zaszła tak daleko, jak w Turcji czy na Węgrzech. Są to różne odcienie tego samego zjawiska 
– oświadczył.

Do bulwersującej sprawy odniosło się już Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. 

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko tezom zawartym w rezolucji Niemieckiego Związku Dziennikarzy (DJV) z 5.11.17 o ograniczaniu wolności mediów i prześladowaniach dziennikarzy m.in. w Polsce oraz przeciwko powielającym je wypowiedziom Franka Ueberalla, przewodniczącego Niemieckiego Związku Dziennikarzy (DJV), jakie ukazały się w jego wywiadzie dla państwowej niemieckiej rozgłośni radiowej Deutsche Welle na temat tej rezolucji (publikacja 6.11.17 r.)

– czytamy w przesłanym do redakcji portalu Niezalezna.pl oświadczeniu.

W rezolucji DJV oraz w we wspominanym wywiadzie Polska przedstawiona jest jako państwo, w którym łamane są podstawowe prawa człowieka, w tym prawo do wolności prasy i wolności do wyrażania opinii. Jako argumenty przemawiające za tą tezą służą subiektywne opinie (cyt.) o przebudowie struktury mediów w Polsce, szczególnej presji na media z udziałem podmiotów zagranicznych, naciskach ekonomicznych, nękaniu dziennikarzy i podporządkowywaniu polskich mediów jednej partii

– dodano.

Tymczasem w rzeczywistości nic takiego nie ma miejsca. Media w Polsce funkcjonują na podstawie prawa stanowionego w demokratyczny sposób, obowiązujące w polskim systemie prasowym przepisy respektują wszystkie zasady wolnych i niezależnych mediów. Dotyczy to także sektora mediów publicznych 

– podkreślono.

Szczególnie bulwersujące jest porównanie przez p. Uberalla obecnej sytuacji w Polsce do rodzącej się dyktatury w Niemczech w latach 30. ubiegłego wieku. Jego autor nie przedstawia na uzasadnienie tak radykalnego zdania żadnych dowodów. Jego opinia jest krzywdząca zarówno dla ogółu polskich dziennikarzy, jak i dla właścicieli mediów funkcjonujących na terenie naszego kraju. Formułowanie tak radykalnych opinii oraz ich powielanie na forum międzynarodowym przez organizacje dziennikarskie i ich kierownictwo jest nadużyciem, które psuje wzajemne relacje między naszymi krajami. 

 

CMWP SDP apeluje do organizacji i instytucji medialnych o stanowcze przeciwstawianie się rozpowszechnianiu takich nieprawdziwych opinii na temat sytuacji mediów w Polsce oraz rzetelne przedstawianie ich sytuacji zarówno na forum krajowym, jak i międzynarodowym 

– zaznaczono w piśmie.

Więcej na ten temat w dzisiejszym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Oto faworyt na miejsce Tuska

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/Clker-Free-Vector-Images

  

Europejskiej Partii Ludowej (EPL) ma przypaść stanowisko szefa Komisji Europejskiej, lecz nie może na nie liczyć jej dotychczasowy kandydat Manfred Weber; premier Belgii Charles Michel jest faworytem do objęcia funkcji szefa Rady Europejskiej - pisze belgijski dziennik "Le Soir".

Szefowie państw i rządów krajów Unii Europejskiej zjeżdżają w czwartek do Brukseli, gdzie na kolacji mają spróbować wypracować porozumienie co do podziału najważniejszych stanowisk UE.

Chodzi przede wszystkim o szefa Komisji Europejskiej, ale też przewodniczącego Rady Europejskiej, wysokiego przedstawiciela do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa oraz przewodniczącego europarlamentu. W pakiecie wymieniany jest też prezes Europejskiego Banku Centralnego (EBC), ale niektóre stolice podkreślają, że nie jest to stanowisko polityczne, bo EBC kierować musi bankier.

"Le Soir" przypomina, że po wtorkowym spotkaniu szefa RE Donalda Tuska z konferencją przewodniczących europarlamentu, były polski premier wskazał, że żaden z wiodących kandydatów PE - ani chadek Manfred Weber, ani socjalista Frans Timmermans, ani liberałka Margrethe Vestager - nie mają większości popierającej ich w tej izbie.

Socjaliści i liberałowie odrzucają Webera, a EPL nie chce zrezygnować z jego forsowania. "Le Soir" podkreśla, że alternatywnym kandydatem chadeków do przewodniczenia KE mógłby być Francuz, główny negocjator ds. brexitu Michel Barnier, ale zaznacza, że żadne źródło nie potwierdziło dotychczas, że chadecy faktycznie na niego postawią. Na giełdzie pojawiła się za to prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović.

Belgijski dziennik pisze, że zgodnie ze scenariuszem, który wydał się układać w przededniu szczytu, jeśli szefostwo Komisji trafi rzeczywiście do chadeków, to Rada Europejska przypadnie "nowym" liberałom, czyli rodzinie politycznej, w której są eurodeputowani prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Fotel po Tusku miałby objąć szef belgijskiego rządu Cherles Michel. Ma on sprawować krajowy urząd aż belgijskie partie polityczne porozumieją się co do koalicji; wybory w Belgii były w maju.

Autor artykułu Jurek Kuczkiewicz wskazuje, że wówczas socjaliści objęliby przewodnictwo w europarlamencie, być może do podziału w połowie kadencji z Zielonymi, a także fotel szefa unijnej dyplomacji. "Le Soir" zastrzega jednak, że ten scenariusz może być zrealizowany tylko pod warunkiem, że CDU Angeli Merkel zgodzi się na rezygnację z Webera. Jeśli przywódcy nie wypracują porozumienia na tym szczycie, prawdopodobnie przed 2 lipca zwołany zostanie kolejny.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl