Rano w Seulu Trump ostrzegł przywódcę Korei Północnej Kim Dzong Una, że zbrojenia jego kraju sprowadzają na niego i jego reżim poważne zagrożenia. „Czas wymówek się skończył. Teraz jest czas siły” - grzmiał prezydent USA z mównicy w południowokoreańskim parlamencie.

Również w Chinach głównym tematem rozmów Trumpa z ich przywódcami będzie zaostrzenie presji na Koreę Północną, która mimo sprzeciwu społeczności międzynarodowej i międzynarodowych sankcji kontynuuje swój program atomowy i balistyczny. Wcześniej w tym tygodniu prezydent USA kilkakrotnie wzywał wszystkie kraje świata, „w tym Chiny i Rosję”, by zerwały wszelkie kontakty handlowe z Pjongjangiem, domagając się od niego wstrzymania zbrojeń.

„Xi Jinping był bardzo pomocny – mówił Trump w Seulu. - Niedługo przekonamy się, jak bardzo był pomocny”.

Jednak, jak przypomina znawca polityki Azji Wschodniej Brian Bridges z Uniwersytetu Lingnan w Hongkongu, choć ostatnie działania Kim Dzong Una coraz bardziej irytują Chiny, władze tego komunistycznego kraju niechętnie patrzą na zerwanie wszelkich stosunków z Koreą Północną, z czego zdaje sobie sprawę również sam Pjongjang. Całkowity upadek Korei Płn., która oddziela Chiny od amerykańskich wojsk stacjonujących w Korei Południowej, byłby dla Pekinu „geopolityczną katastrofą” – wyjaśnił Bridges.

Kolejnym celem wizyty Trumpa w Pekinie będzie zmniejszenie olbrzymiego deficytu w handlu USA z Chinami, który w 2016 r. wyniósł prawie 350 mld dol. Według amerykańskiego przywódcy jest to wynik „niesprawiedliwej sytuacji handlowej”, jaka utrzymuje się między tymi krajami od dziesięcioleci.

Prezydent zapowiedział, że „Stany Zjednoczone podejmą bardzo mocne działania” w tej sprawie i stanie się to „bardzo niedługo”.