W wyborach parlamentarnych w 2015 roku Rafał Trzaskowski startował z 1. miejsca list PO do parlamentu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że startował... z Krakowa.

Poseł PO, a od wczoraj kandydat tej partii na prezydenta stolicy, był też szefem sztabu wyborczego obecnej prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz, co spotkało się z licznymi komentarzami dotyczącymi tego, że Trzaskowski to nic innego, jak "czwarta kadencja Gronkiewicz-Waltz".

Faktem, że Grzegorz Schetyna wystawił samodzielnego kandydata na prezydenta Warszawy, obalił mit o wspólnym kandydacie PO i .Nowoczesnej na to stanowisko. Partia Ryszarda Petru jest co najmniej zaskoczona decyzją przewodniczącego Paltformy.

Takie deklaracje na pewno nie ułatwiają rozmów koalicyjnych. Uważamy, że optymalnym kandydatem powinien być ktoś, kto nie ma powiązań z tym, co się działo w Warszawie, z reprywatyzacją, z (prezydent stolicy) Hanną Gronkiewicz-Waltz. Szanuję Rafała Trzaskowskiego, ale myślałem, że wspólnych kandydatów nie będziemy wybierać poprzez medialne deklaracje – skomentował wczoraj Petru.

W podobnym tonie wypowiedziała się przewodnicząca klubu parlamentarnego .Nowoczesna, Katarzyna Lubnauer.

Jest to czas liczenia szabel, a co zrobił Grzegorz Schetyna? Wystąpił z małym pistolecikiem i wystrzelił kapiszona – stwierdziła.

Kandydatem partii Petru na prezydenta Warszawy ma być Paweł Rabiej. On również nie pozostał dłużny i na Twitterze skomentował kandydaturę Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy, i wypomniał mu, że był szefem sztabu wyborczego skompromitowanej Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz zasugerował, że Trzaskowski nie ma planu dla miasta.

Wpis Pawła Rabieja świadczy o tym, że opowieści o wspólnym kandydacie opozycji na prezydenta Warszawy można włożyć między bajki.