Latkowski wskazuje, kto mógł stać za Amber Gold. Wymienił dwie osoby

/ twitter.com/KancelariaSejmu

  

Według źródła dziennikarzy to Jan P., pseudonim "Tygrys" i biznesmen Marius Olech stoją za powstaniem OLT i Amber Gold - wynika z zeznań Sylwestra Latkowskiego składanych w środę przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold.

Latkowski powiedział, że wraz z dziennikarzem Michałem Majewskim otrzymali notatkę ABW, która była dla nich cenna.

Tam zwróciliśmy uwagę na jeden fragment - powiedziano o spotkaniu dotyczącym powstania OLT w domu Mariusa Olecha, gdzie miało to dojść do spotkania chyba z panem Wicherkiem i Marcinem P.

- mówił przed komisją.

Powiedział, że jako dziennikarze zaczęli sprawdzać tę notatkę i zadzwonili do Mariusa Olecha.

Powiedział, że jest to nieprawda, że nie zna Marcina P., i że jest to blef - zamieściliśmy to w artykule. Napisaliśmy, że jest taki plan śledztwa i wymieniono tam Mariusa Olecha. Daliśmy mu prawo głosu i w całości jego wypowiedź wiernie zacytowaliśmy

- dodał.

Wyjaśnił, że w ramach dziennikarskiego śledztwa poszli tym tropem - "wypytywaliśmy o "Tygrysa", Mariusa Olecha i o związki z Amber Gold".

Okazało się, że wiele źródeł mówiło wprost - i mówię tu o wielu źródłach - o przestępcach, byłych policjantach, byłych funkcjonariuszach służb specjalnych i obecnych wtedy funkcjonariuszach, którzy wprost mówili nam, że według nich historia ma wyglądać w ten sposób, że "Tygrys" miał dać 5 mln złotych, albo dolarów - musiałbym sprawdzić notatki

- relacjonował Latkowski przed komisją.

"Te pieniądze zostały mu zwrócone, tutaj osobą, która odegrała też rolę był Marius O." - dodał.

Podał, że spotkał się z Michałem Majewskim z inną osobą.

Spotkaliśmy się też z drugą osobą, która nie była źródłem informacji ABW w tym planie śledztwa. Zupełnie niezależną osobą, która sama się skontaktowała ze mną, że chce porozmawiać z nami

- opisywał, nieujawniając tożsamości tej osoby.

Z Michałem Majewskim spotkaliśmy się z tą osobą. Niestety zastrzegła ona, że chce być źródłem - my nie możemy powiedzieć kto to jest. Ale to jest ktoś z bardzo bliskiego kręgu Mariusa Olecha. Ktoś, kto nam mówił: "widziałem na własne oczy"

- mówił komisji.

Według relacji świadka ta osoba przekazała im informację o zdarzeniu, do którego miało dojść dużo wcześniej niż powstało OLT.

"Powiedział, że on widział Marcina P. u Mariusa Olecha z jeszcze jakąś inną osobą. Opowiedział też, że tego samego dnia był w biurach Mariusa Olecha w Sopocie przy Kołobrzeskiej (...) i tam pojawił się "Tygrys" z walizką" - opisywał.

Nasz rozmówca twierdził, że musiały tam być pieniądze. On to tak odbierał, że była to walizka, w której się właściwie przenosi pieniądze

- zaznaczył.

"Bardzo krótko był +Tygrys+. Zostawił tę walizke i później Marius Olech wziął ze sobą tę walizkę. Spotkanie, na którym miał pojawić się Marcin P. miało być wieczorem - on określił, że ok. godz. 22.00-23.00" - powiedział Latkowski.

To był nasz drugi trop potwierdzający to, co znaleźliśmy kilka miesięcy wcześniej w tej notatce ABW

- zaznaczył. Ta osoba zaczęła pokazywać znajomych Mariusa Olecha na Facebooku, mówiąc kto jest kim - podał. Zaznaczył, że robił zrzuty tych danych, bo prezentowane były na jego laptopie.

Podał, że źródło mówiło o kilku sprawach obyczajowych związanych z Mariusem Olechem, co interesowało dziennikarzy w związku ze sprawą zaginionej Iwony Wieczorek. "Zresztą ten wątek nigdy nie został sprawdzony, a powinien dla zasady być wyjaśniony" - dodał.

Wątek poruszony przez Latkowskiego podsumował Witold Zembaczyński z Nowoczesnej.

Czyli świadek mówi tak: "Tygrys" przyniósł pieniądze w walizce, Olech uczynił z Marcina P. słupa i oni stoją za Amber Gold?

- pytał polityk Nowoczesnej.

Tak mówią źródła, a nie świadek. Opowiedziałem to, co źródła powiedziały

- odpowiedział Latkowski.

"Ale tak należy podsumować te zeznania, które pan złożył, ze swoich informacji ze źródeł?" - dopytywał Zembaczyński.

"Tak" - odparł świadek.

Latkowski mówił, że w sierpniu 2012 jeszcze przed wybuchem afery Amber Gold "pan Frankowski i inni menedżerowie" zaczęli im opowiadać historię z perspektywy wnętrza Amber Gold.

Tak naprawdę wtedy zaczęliśmy poznawać tak po dziennikarsku, że coś jest nie tak, że służby nie reagują - prokuratura, CBŚ, ABW

- tłumaczył.

Jak powiedział, pokazywano im dokumenty księgowe, m.in. dotyczące kwoty 35 mln zł wydatkowanej na media w postaci reklam.

Te kwoty były różne - Marcin P. przesłał nam inną kwotę, ale mówił, że chodzi o pieniądze zapłacone - może umowy zakładały wyższą kwotę, a reszty trzeba było dochodzić

- mówił.

Zaznaczył, że pytali też właściciela "Wprost" Michała Lisieckiego, ile ich gazeta wzięła od tego reklamodawcy. Według niego kwota miała wynieść 1 mln zł, ale umowa opiewała na 400 tys. zł, z czego zapłacono 270 tys. zł. "Mamy tam też inne podmioty - po milion, dwa miliony złotych" - dodał.

Wskazał, że w redakcji on i Majewski mówili, "że Marcin P. to jest oszust", żeby redakcja "skończyła z podawaniem jego wersji, że bronimy biznesmena, że napadło go ABW".

Myśmy wykazali, że notatka, którą Marcin P. się posługuje - o operacji IKAR - jest fałszem, jego manipulacją. W tej sprawie pomógł nam płk. Tarnowski - że nie jest to notatka Agencji, bo brak jej paru rzeczy. Dlatego wprost napisaliśmy, że to sfałszowana notatka

- relacjonował komisji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Bandyta z Rimini odwołał się od wyroku

Guerlin Butungu / facebook.com/d

  

Sprawa napaści na parę polskich turystów w Rimini trafiła do Sądu Najwyższego Włoch. Jak dowiaduje się PAP w źródłach sądowych, obrońca jednego ze sprawców ataku i gwałtu, Kongijczyka Guerlina Butungu, zaskarżył wydany wobec niego wyrok 16 lat więzienia.

Wyrok ten, wydany najpierw przez sąd pierwszej instancji w Rimini, utrzymał w październiku zeszłego roku sąd apelacyjny.

Odwołał się od niego do Sądu Najwyższego adwokat 21-letniego imigranta, Riziero Angeletti. Twierdzi on, że nie ma dowodów na to, że w sierpniu 2017 roku Butungu uczestniczył w zbiorowym gwałcie na młodej Polce na plaży i ciężkim pobiciu jej partnera oraz innych napaściach. Dlatego wniósł o uchylenie wyroku sądu apelacyjnego w Bolonii.

[polecam:https://niezalezna.pl/216487-jest-wyrok-dla-nieletnich-bandytow-z-rimini-w-wiezieniu-spedza-dlugie-lata]

Ponadto obrońca wśród powodów zaskarżenia wyroku wskazał to, że sądy nie uznały okoliczności łagodzących, to znaczy faktu, iż Butungu nie był wcześniej karany i ma za sobą "trudną przeszłość" w swoim kraju.

Według adwokata skazany, których do Włoch przypłynął z innymi migrantami pontonem, był jako nastolatek żołnierzem. Już wcześniej podkreślano jednak, że nie ma na to dowodów.

Sąd Najwyższy w Rzymie rozpatrzy odwołanie złożone przez obrońcę osadzonego w więzieniu Guerlina Butungu w najbliższych miesiącach.

Trzej pozostali członkowie gangu, nastoletni synowie imigrantów z Maroka i Nigerii zostali skazani przez sąd dla nieletnich na kary po 9 lat i 8 miesięcy. Wyrok ten utrzymał sąd apelacyjny.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl