Stanisław Pięta, poseł PiS, członek sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, skomentował dzisiejsze przesłuchanie Marcina P.

Kolejny raz słyszymy o nieudolnej pracy funkcjonariuszy ABW, którzy nie zabezpieczyli – wedle słów świadka – ważnych dowodów. Nie zabezpieczono np. rejestratora rozmów stacjonarnych oraz filmów zarejestrowanych przez kamery w siedzibie Amber Gold

– zwrócił uwagę poseł Pięta.

Członek sejmowej komisji śledczej zauważył, że świadek dość lekceważąco wypowiadał się o kompetencjach urzędników skarbowych, o paniach, które – zgodnie z jego słowami – „przyszły się tylko napić kawy i zjeść ciastko”.

Stwierdził, że z perspektywy czasu dostrzega, że rozciągnięto nad spółką parasol ochronny. Powiedział, że nie wie czy tak było, a z drugiej strony dostrzega taką możliwość. Nie wierzy, że był to zbieg okoliczności

powiedział nam parlamentarzysta.

Zdaniem posła PiS "Marcin P. prowadzi grę z komisją, odmawiając odpowiedzi na pytania, które są dla niego niewygodne, zasłaniając się możliwościami, które daje mu kodeks postępowania karnego".

Dopytywany przez nas o słowa Marcina P. z których wynikało, że że straty Polaków w Amber Gold to ich wina, ponieważ nie czytali umów, Stanisław Pięta podkreślił, że "w ustach człowieka, który przyczynił się do oszukania kilkunastu tysięcy Polaków, takie słowa brzmią wyjątkowo niesmaczne".

Były szef Amber Gold Marcin P. powiedział dziś przed komisją śledczą, że nie jest tak, że nie czuje żadnej odpowiedzialności za to, co się stało. Stwierdził, że każdy ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, ale nie zgadza się z postawionymi mu zarzutami. Dodał, że może gdyby były inne, to by się z nimi zgodził.

Według prokuratury Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki Amber Gold, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Obok oszustwa znacznej wartości zarzuca się im także pranie pieniędzy wyłudzonych od klientów parabanku.