Stając w tym miejscu, z którego bł. ks. Jerzy Popiełuszko wyruszył przez 33 w swoją ostatnią podróż w ziemskim życiu i kontynuując modlitwę w intencji jego kanonizacji, wspominamy także 39. rocznicę inauguracji pontyfikatu św. Jana Pawła II, która przypada dokładnie dziś

- powiedział w homilii bp Tyrawa.

Ordynariusz diecezji bydgoskiej podkreślił, że obie rocznice nie tylko wpisują się w historię, ale trzeba je widzieć jako jej symbol.

Męczeńska śmierć bł. ks. Popiełuszki jest niewątpliwie znakiem - nie waham się tak to powiedzieć - zbrodniczego systemu, w którym przyszło mu żyć i którego na sobie doświadczył. Postać św. Jana Pawła II jest symbolem, z zupełnie innej perspektywy patrząc, nie tylko przeciwstawiana się temu systemowi, lecz kreślenia obrazu tej rzeczywistości, która powinna być troską każdego z nas, aby urzeczywistniana pomagała nam kierować się ku tej ojczyźnie, która jest w niebie. Obydwaj doświadczyli okrucieństwa tego systemu. Ks. Jerzy Popiełuszko 33 lata temu na drodze pomiędzy Bydgoszczą a Toruniem, a Jana Paweł II 36 lat temu na Placu św. Piotra na Watykanie, kiedy do niego strzelano 

- mówił biskup.

Bp Tyrawa wskazał, że "to ich Bóg wybrał, przypieczętował ich swoimi znakiem".

Śmierć bł. ks. Popiełuszki dokonała się w naśladowaniu krzyżowej śmierci Jezusa Chrystusa. Poniósł męczeńską śmierć jako sprawiedliwy, którego Bóg nie pozostawia na zawsze w szponach śmierci. Tą pieczęcią była owa moc z jako głosił Słowo Boże, upominając się o zbitego człowieka, o jego dobro, o sprawiedliwość, o zachowanie ustanowionego prawa. I chociaż zdawał sobie sprawę, że grozi mu niebezpieczeństwo utraty życia, nie wycofał się, nie zamilkł, bo wiedział, że jeśli zamilknie to +kamienie wołać będą+. Tą pieczęcią jest przekonanie ludzi, którzy nieustannie stają na jego grobie, prosząc o jego wstawiennictwo, którzy doprowadzili do jego beatyfikacji

- podkreślił biskup.

Tą pieczęcią w życiu Jana Pawła II jest cudowne wyratowanie go od śmierci na oczach całego świata, gdzie życie było mierzone ułamkami milimetra. Tyle brakowało, aby profesjonaliści odnieśli sukces. Bóg nie po to go powołał, aby w ten sposób przerywać to powołanie i na domiar tego zapewnił mu trzeci z kolei najdłuższy pontyfikat. Czyż nie to jest znakiem, że ktoś tym światem rządzi? 

- dodał.

Ks. Popiełuszko ostatnią mszę w życiu odprawił 19 października 1984 r. w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników. Później wyruszył w drogę powrotną do Warszawy. W Górsku k. Torunia, na terenie niezabudowanym, zatrzymali go trzej funkcjonariusze SB. Popiełuszko został ciężko pobity, skrępowany sznurem i wrzucony do bagażnika esbeckiego auta. Kierowcę ks. Popiełuszki, Waldemara Chrostowskiego obezwładniono i wepchnięto do auta. Zdołał on jednak wyskoczyć z jadącego samochodu i dotarł do kółka rolniczego w Przysieku, a potem do jednej z toruńskich parafii, gdzie przekazał informacje o porwaniu.

Nie wiadomo dokładnie, co się wydarzyło od momentu porwania księdza do chwili wrzucenia go do zalewu pod Włocławkiem. Prawdopodobnie uciekł z auta, ale esbecy go dogonili i pobili. Na podstawie sekcji zwłok potwierdzono, że był brutalnie bity oraz związany w taki sposób, że przy każdym ruchu sznur zaciskał mu się wokół szyi. Prawdopodobnie zginął 19 października, zanim został wrzucony do wody, ale pojawiały się też inne wersje, których nigdy nie potwierdzono.