Gościnność po rosyjsku. Wkrótce mundial - mer Kaliningradu prosi, aby... nie bić kibiców

/ Wikimedia Commons

  

XXI Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej odbędą się w Federacji Rosyjskiej w 2018 roku. Pierwsza „dobra” rada w związku z tym turniejem została skierowana do mieszkańców Kaliningradu, ale i też pokazuje, jakie nastroje będą panować podczas mundialu. Ten przekaz raczej nie zachwyci piłkarskich kibiców…

Otwarcie turnieju zapowiadane jest na 14 czerwca 2018 roku. Mistrzostwa potrwają do 15 lipca 2018 r. Podczas miesiąca rozegranych zostanie 64 meczów.

Mer Kaliningradu Aleksandr Jaroszuk poradził mieszkańcom, aby podczas przyszłorocznych mistrzostw świata w piłce nożnej wyjechali z miasta, a tym, którzy zostaną, aby... nikogo nie bili.

W wywiadzie dla radia "Komsomolska Prawda Kalinigrad" Jaroszuk zaapelował do mieszkańców, aby "zachowali porządek w swoich domach".

A najlepiej opuścić miasto i wyjechać na wieś na odpoczynek. Miasto będzie zatłoczone, podróże utrudnione, a praktycznie zabronione, z wyjątkiem transportu kibiców

 - podkreślił.

Wzywam wszystkich, aby byli gościnni, uprzejmi, aby nikogo nie bić. Jeśli mówicie po angielsku, pomóżcie turystom, dajcie im wskazówki, porozmawiajcie z nimi

- dodał.

W Kaliningradzie rozegrane zostaną cztery mecze przyszłorocznego mundialu. Tamtejszy stadion, który ma pomieścić 35 tys. widzów, ma zostać otwarty przed końcem bieżącego roku.

(Fot. Stadion w Kaliningradzie Wikimedia Commons/A.Savin)

Jak wspomniał Jaroszuk, władze miasta spodziewają się przyjazdu z tej okazji 70-100 tys. turystów.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Proces ws. brutalnego napadu na ekspedientkę

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere.com/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

  

Na początku maja Patryk K. napadł na ekspedientkę w sklepie na poznańskim Morasku. Chcąc zdobyć pieniądze z kasy – jak ustaliła prokuratura - zadał kobiecie co najmniej 50 ciosów kamieniem w głowę. Prokuratura oskarżyła Patryka K. o usiłowanie zabójstwa. Dziś ruszył proces.

Do zdarzenia doszło na początku maja tego roku w sklepie przy ul. Jaśkowiaka na poznańskim Morasku. Według ustaleń prokuratury, Patryk K. chcąc zdobyć pieniądze ze sklepowej kasy, "uderzył poszkodowaną co najmniej 50 razy w głowę i okolice karku kamieniem wielkości pięści". Kiedy skatował kobietę, próbował przy użyciu noża otworzyć kasę; nie udało mu się. Po zdarzeniu Patryk K. uciekł ze sklepu. Urszula D. przez tydzień po napadzie przebywała w szpitalu; nadal jest na zwolnieniu i leczy się u specjalistów.

Prokuratura oskarżyła Patryka K. o usiłowanie zabójstwa. Grozi mu kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Dziś przed poznańskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces w tej sprawie. Patryk K. nie przyznał się do winy. Przeprosił obecną na sali poszkodowaną Urszulę D.

"Nie chciałem tego zrobić, zadziałał w tym momencie impuls. Bardzo przepraszam, jeśli to możliwe chciałbym wynagrodzić te krzywdy"

- powiedział.

Oskarżony odmówił składania wyjaśnień, ale odpowiadał na pytania. We wcześniejszych wyjaśnieniach - odczytanych przez sąd - Patryk K. podkreślał, że był w amoku. "Kobietę biłem w głowę odruchowo. Jak upadła na ziemię przestałem" - zaznaczył.

Patryk K. przed pobiciem ekspedientki był tego dnia w sklepie kilkukrotnie. Dwa razy próbował coś kupić - za trzecim razem - zaatakował.

"Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłem. Chciałem zrobić zakupy, ale na karcie płatniczej nie miałem już żadnych pieniędzy. Miałem jeszcze drugą kartę, ale też tam nic nie było. W tym momencie miałem taką słabość, miałem takie myśli samobójcze. Nie miałem wtedy pieniędzy, może to dlatego. W tamtym momencie nie pomyślałem, to był impuls" - zaznaczył oskarżony.

27-letni Patryk K. jest z zawodu kucharzem, po szkole zawodowej. W sądzie mówił, że się zadłużył na ok. 50 tys. zł w parabankach. Zadłużenie było też powodem kłótni i nieporozumień z jego rodzicami.

"Nie chciałem zabić tej pani. W tym dniu na życie zostało mi 2-3 złote. Chciałem zdobyć pieniądze, ale nie myślałem racjonalnie. Wierzyciele na mnie naciskali, ja byłem strzępkiem nerwów. Moje wynagrodzenie nie starczało na pokrycie rat; co miesiąc musiałem płacić 2,5 tys. zł i 15 tys. zł z jednego kredytu, bo została mi wypowiedziana umowa" - powiedział przed sądem Patryk K.

Zeznania składała w środę przed sądem także pokrzywdzona Urszula D. Kobieta mówiła o przebiegu napadu. Wskazała, że oskarżony dwa razy próbował kupić napój i pudełko herbaty - ale za każdym razem transakcja z jego kart była odrzucana.

"W tym dniu nie było takiego ruchu. Oddaliłam się na zaplecze, żeby wprowadzić faktury. Kiedy tam byłam, zauważyłam kątem oka, że ten pan ponownie wchodzi do sklepu i podchodzi do regału. Wziął tę herbatę, a ja udałam się za ladę. I w pewnym momencie poczułam silne uderzenie w głowę. Byłam wtedy odwrócona do tego pana tyłem. Potem poczułam kolejne uderzenia (…) Próbowałam zasłaniać się prawą ręką. Pan cały czas bił, cały czas uderzał. W końcu upadłam na podłogę, ale jeszcze otrzymywałam jakieś uderzenia. Na koniec jeszcze zostałam kopnięta w żebro" - mówiła Urszula D.

Dodała, że po tamtym napadzie nadal jest na zwolnieniu. "Obecnie jestem pod opieką psychologa, neurologa i psychiatry. Nie mogę wrócić do pracy, to miejsce źle mi się kojarzy, mam lęki. Jeżeli gdzieś wychodzę dalej, poza najbliższą okolicę, to zawsze w towarzystwie rodziny" - powiedziała.

Pełnomocniczka poszkodowanej złożyła w środę w sądzie wniosek o zasądzenie na rzecz Urszuli D. zadośćuczynienia w wysokości 60 tys. zł.

Sąd przesłuchał także pierwszych świadków, w tym funkcjonariusza policji, który był na miejscu zdarzenia chwilę po napadzie. "Kojarzę oskarżonego, takich interwencji się nie zapomina" - mówił policjant Milan S.

"Zostaliśmy wysłani na interwencję na ul. Jaśkowiaka, gdzie kobieta miała zostać zaatakowana w sklepie. Jak weszliśmy, lada cała była zakrwawiona. Na zapleczu była pani Urszula, bardzo krwawiła, udzieliliśmy jej pierwszej pomocy, założyliśmy opatrunek. Z panią Urszulą przebywał jej mąż. Udostępniono nam też monitoring" - podkreślił.

Dodał, że "w trakcie przeglądania monitoringu uzyskaliśmy informację, że syn, lub pracownik ujął sprawcę, który zaatakował panią Urszulę w sklepie. Wtedy niezwłocznie udaliśmy się na wskazane miejsce, pozostawiając panią pod opieką jej męża do czasu przyjazdu pogotowia".

Policjant zaznaczył, że Patryk K. "na początku jakby nie był świadomy, tego co zrobił, dopiero później do niego dotarło, że mógł tę panią zabić. Takie odniosłem wrażenie".

Funkcjonariusz wychodząc z sali rozpraw przywitał się z pokrzywdzoną. Podając jej rękę powiedział: "pani Urszulo, wszystkiego dobrego".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl