W rozmowie z Dorotą Kanią, Marek Opioła mówił o zamknięciu małego ruchu granicznego między Polską a Rosją na granicy z Obwodem Kaliningradzkim, do którego doszło w lipcu 2016 r.

- W czerwcu jako sejmowa komisja ds. służb specjalnych wizytowaliśmy granicę wschodnią, byliśmy na miejscu, rozmawialiśmy. Mały ruch graniczny tworzył zagrożenia.  Jeden prosty fakt - kiedy był otwarty mały ruch graniczny, było wiele ingerencji dronów w polską strefę powietrzną. W tym roku mieliśmy tylko jeden taki przypadek. Zadania takich dronów to przede wszystkim rozpoznanie, typowanie miejsc, osób, stała penetracja - zadania ogółem szpiegowskie. Przeciwdziałanie tego rodzaju aktom ingerencji jest bardzo trudne, jednak gdy mały ruch graniczny został zamknięty i strona polska stwierdziła, że musi bardziej kontrolować granicę, okazało się, że można tę ingerencję zmniejszyć praktycznie do zera

- powiedział poseł Marek Opioła.

- Na granicy to zauważano, bo funkcjonariusze o tym mówili. Ale w Warszawie w ogóle tego nie widziano, bo nie zależało na rozwiązaniu tego problemu - była polityka "ciepłej wody w kranie"

- dodał szef komisji ds. służb specjalnych.

Marek Opioła mówił również o wydaleniu z Polski Dmitrija K., podejrzewanego o związki z rosyjskimi specsłużbami.

- Do momentu, kiedy nie pojawiła się kwestia inwazji Rosji na Krym, tak naprawdę polskie słuzby nie identyfikowały agentów wpływu. Polskie służby powinny bardziej odważnie w takich sytuacjach reagować i cieszę się, że ABW zdecydowała się na wydalenie takiej osoby jak Dmitrij K. z Polski

- stwierdził poseł.

Pytany o dowody, na podstawie których ABW podjęła taką decyzję, Opioła odpowiedział:

- Skoro Agencja doprowadziła do wydalenia, to dowody są na pewno jasne, precyzyjne i dobrze zebrane.