O problemach z kasą, "synu premiera" i Agorze. ABW podsłuchało, co Marcin P. mówił przez telefon

/ Tadeusz Swiechowicz/Gazeta Polska

  

"Jak pan wie, u mnie pracował syn premiera, w OLT. I dopóki on pracował, to wydaje mi się, że nikt nas nie ruszył" - mówił Marcin P. podczas jednej z rozmów, którą podsłuchała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Są też ciekawe wątki w stenogramach rozmów jego żony.

W aferze Amber Gold kilkanaście tysięcy osób straciło setki milionów złotych. Pomimo długiego śledztwa oraz procesu nadal nie wiadomo, kto roztoczył parasol ochronny nad Marcinem P., że tak długo pozostawał bezkarny. Wątpliwości budzą działania wymiaru sprawiedliwości, instytucji skarbowych, a nawet służb specjalnych. Przesłuchania przed sejmową komisją śledczą ws. Amber Gold ujawniło wiele patologii. I co rusz pojawiają się nowe, skandaliczne wątki.

Niedawno bulwersująca była sprawa stenogramów podsłuchów stosowanych wobec Marcina P. - okazało się, że agenci ABW sporządzili dwa dokumenty, różniące się treścią.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jedna rozmowa, dwa stenogramy! Szokujące odkrycie komisji śledczej ds. Amber Gold

Z kolei dzisiaj opublikowane zostały fragmenty stenogramów rozmów telefonicznych Marcina P. i Katarzyny P. - do nagrań dotarli dziennikarze portalu wpolityce.pl, którzy przeanalizowali wiele godzin nagrań.

Jest chociażby dyskusja Marcina P. z szefem parabanku Finroyal Andrzejem K., którzy zastanawiają się, kto poinformował dziennikarzy o tym, że P. zainwestował w Finroyal.

"Ja myślę, że może dwójka tych ludków, z którymi rozmawiałem, moich agentów byłych" - mówi K..

"Wie o tym tylko zaufana grupa osób" - odpowiada P. "I w dniu dzisiejszym wystraszyli się pracownicy oddziałów, że po prostu jest koniec. I nie chcą nam przyjść do pracy. Mamy poważny problem wewnętrzny w strukturze. Brakuje nam na wynagrodzenia" - informuje P.

 "Jak pan wie, u mnie pracował syn premiera, w OLT. I dopóki on pracował, to wydaje mi się, że nikt nas nie ruszył. W chwili obecnej może być tak, że ktoś nas ruszy. (...) Ogłosiłem upadłość OLT, za chwilę ogłaszam upadłość Amber Gold. (..) Jestem przygotowany psychicznie na odsiadkę" - przyznał Marcin P.

 

"Ja jestem tylko ciekawa, czy jutro, jak wszyscy będą mieli te pensje, to czy ktoś nas przeprosi. Nie sądzę. Nie rozumiem tylko, jak przez dwa tygodnie, przez tą, k..., zajawkę w mediach wszyscy przestali wierzyć. Nie mogę w to uwierzyć" - mówiła z kolei żona Marcina P. w rozmowie z jedną z członkin rady nadzorczej.

"Teraz najgorsze, co nas może spotkać, to jest afera w mediach. Że oddziały są zamykane. To jest gwóźdź do trumny, a oni tego nie rozumieją" - narzekała Katarzyna P.

Jest również nerwowa dyskusja Katarzyny P. z teściową.

"Tutaj nic złego się nie wydarzyło i nic złego nie zrobiliśmy, tylko ktoś teraz na siłę chce nam wmówić, że coś zrobiliśmy. Ja już nie wiem…" - opowiadała Katarzyna P.

"Daj Boże… Jeszcze Magda (siostra Marcina - przyp.red.) mówi, Kaśka by Marcinowi łeb urwała, gdyby wiedziała, że robi szwindle, nie?" - podkreśla Barbara S.

"Absolutnie, to jest w ogóle wykluczone. Absolutnie! To jest dawno i nieprawda. Już minęły te czasy…" - zapewniła żona twórcy Amber Gold.

Dziennikarze przytaczają również zapis rozmowy między Marcinem P. a mężczyzną o imieniu Andrzej. Pojawia się tam wątek reklamy w "Gazecie Wyborczej" i współpracy z Agorą.

"Panie Marcinie, reklamy macie na najbliższe dwa tygodnie, czy tylko wielki format wisi?" - pyta mężczyzna. "Tylko wielki" - odpowiada P. Pytany o to, czy robiła "im to zewnętrzna agencja", P. potwierdza. "A to ja mogę do "Wyborczej", żeby bezpośrednio... no... rozumie pan?" - proponuje rozmówca. "Nie mamy za co" - odpowiada P. "Ale za darmo! (...) Myślę, że spokojnie miesiąc może iść reklama bez płacenia" - mówi mężczyzna.

P. dodaje później, że "ma zadłużenie" bezpośrednio w Agorze.

"Dlatego pytałem, czy przez agencję puszczaliście, czy sami" - mówi Andrzej. "Bo z tego, co wiem od ludzi z Agory na wasz temat, to że tylko przez agencję" - dodaje. P., pytany o wysokość zadłużenia, odpowiada, że to "gdzieś koło 300". "To nic, my mieliśmy u nich milion kredytowy" - mówi mężczyzna.

Podczas kolejnej rozmowy: "W sprawie Agory samej - oni mogą pójść na taki układ, że puszczą kampanię przez dwa-trzy tygodnie, a nawet miesiąc. Ale nie trzeba być ze służb, żeby się dowiedzieć - wystarczy mieć kolegów - że zadłużenie jest na ponad milion, bo wszystko było fakturowane z OLT i Ambera na was".

"Ich propozycja jest taka: żeby rozwiązać tę sytuację, to oni mogą pomóc, tylko że trzeba się z nimi spotkać i ustalić harmonogram - że, załóżmy, robią kampanię, jakiś koszt symboliczny tej kampanii ponosimy, no a tamto gdzieś tam się spłaca za dwa miesiące jakąś część, później znowu jakąś - taki harmonogram spłaty" - proponuje.

Marcin P. ocenia pomysł jako "bardzo dobry".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Manifestacja w rocznicę zabójstwa dziennikarza. Tysiące osób na ulicach Bratysławy

zdjęcie ilustracyjne / By Ing.Mgr.Jozef Kotulič [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)], from Wikimedia Commons

  

W wielu słowackich miastach, w tym w Bratysławie i Koszycach, odbyły się w czwartek zgromadzenia w 1. rocznicę zamordowania dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej. 25 tys. osób w centrum stolicy wznosiło także hasła przeciwko koalicji rządowej.

Organizatorem protestów jest inicjatywa „Na rzecz przyzwoitej Słowacji”, która powstała przed rokiem i która firmuje wszystkie akcje związane ze wspomnieniem o Kuciaku i jego narzeczonej Martinie Kusznirovej.

Jeden z liderów inicjatywy Juraj Szeliga powiedział, że rok, który upłynął od śmierci tych dwojga młodych ludzi, zmienił Słowację.

Morderstwo Jana i Martiny wyrwało nas ze słodkiej nieświadomości. Po ich śmierci już nie możemy powiedzieć, że nie wiedzieliśmy, jak silna może być nienawiść, siła pieniędzy i korupcja.
- mówił Szteliga, rozpoczynając rocznicowe zgromadzenie.

Ojciec zamordowanego, Jozef Kuciak, podziękował ludziom, którzy przyszli na plac w centrum Bratysławy.

Chciałbym podziękować nie tylko za dzisiejszy dzień, ale także za wszystkie spotkania, które tutaj mieliście.
- mówił, a tłum skandował „Jesteśmy z wami”.

Wśród mówców byli działacze organizacji pozarządowych, aktorzy i naukowcy.

Kuciak wraz z narzeczoną zostali zastrzeleni w ich domu w miejscowości Velka Macza 21 lutego 2018 roku. Przed śmiercią dziennikarz pracował nad materiałami dotyczącymi powiązań między osobami z otoczenia premiera Słowacji Roberta Fico a włoską mafią. Zabójstwo wywołało masowe protesty i kryzys polityczny na Słowacji, doprowadzając do dymisji Fico, który jednak zachował przewodnictwo swej partii Kierunek-Socjaldemokracja (Smer-SD).

Wśród czworga aresztowanych są domniemana bezpośrednia zleceniodawczyni zabójstwa Alena Zsuzsova i były policjant Tomasz Szabo, który według śledczych zastrzelił Kuciaka. Nieustalony dotąd główny mocodawca zbrodni miał za nią zapłacić co najmniej 70 tys. euro.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl