Krystyna Pawłowicz złożyła pozew w związku z tekstem Tomasza Lisa "Bulterierka prezesa", w którym nazwał on ją "psem gończym" Jarosława Kaczyńskiego. Proces toczył się zaocznie. Lis przegrał go i sąd orzekł zamieszczenie w "Newsweeku" przeprosin oraz wypłatę zadośćuczynienia na rzecz posłanki w wysokości 40 tys. złotych.

CZYTAJ WIĘCEJ: Tomasz Lis przegrał w sądzie z Krystyną Pawłowicz

Zadośćuczynienie wypłacono, jednak pieniądze nie pochodziły z konta Tomasza Lisa, a koncernu Ringier Axel Springer - tak ustalił "Super Express".

CZYTAJ WIĘCEJ: Pieniądze wpłynęły do komornika, ale to nie Lis płacił

Tomasz Lis nie zgadzał się jednak na publiczne przeprosiny posłanki. W tej sprawie zwrócił się do sądu o wznowienie procesu. Jak podaje "SE", wśród argumentów naczelnego "Newsweeka" znalazł się m.in. taki, że "nie były mu dostarczane prawidłowo przesyłki sądowe", ponieważ osoba kwitująca ich odbiór nie przekazywała ich adresatowi.

Osobą tą, jak ustalił sąd, była żona Tomasza Lisa, Hanna

"Hanna Lis odebrała na przestrzeni 9 miesięcy pięć przesyłek sądowych. Jeżeli w jego domu przyjęte jest, że to Hanna Lis odbiera zazwyczaj korespondencję, pozwany powinien regularnie interesować się u niej w sprawie korespondencji nadsyłanej do niego. Sąd dostrzega niedbalstwo po stronie pozwanego"

- czytamy w przytoczonym przez "Super Express" orzeczeniu sądu, który ostatecznie nie przychylił się do wniosku Lisa o wznowienie procesu

Postępowanie zostało zatem prawomocnie zakończone i oznacza to, że Tomasz Lis musi bezwzględnie opublikować na łamach "Newsweeka" przeprosiny.