Obchodziliśmy dziś 78. rocznicę utworzenia Rządu Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie. Może pan minister przybliżyć naszym czytelnikom kulisy powstania polskich władz emigracyjnych?

- Okoliczności powołania tego rządu to dobra ilustracja faktu, iż Polacy są w stanie poradzić sobie w każdej trudnej sytuacji i powstać z każdego poniżenia, każdego upadku. Otóż w momencie, kiedy okazało się, że władze Rzeczpospolitej Polskiej na skutek agresji niemieckiej i sowieckiej nie będą mogły sprawować swych urzędów na terytorium Rzeczpospolitej, wówczas – w nocy z 17 na 18 września 1939 roku – podjęto decyzję o przeniesieniu naczelnych organów Rzeczpospolitej: prezydenta i rządu na teren Rumunii. Rumunia miała być tylko etapem, ponieważ z Rumunii władze Polski miały przedostać się do Francji i tam kierować dalszą walką, aż do ostatecznego zwycięstwa.

Zastosowano tutaj jednak pewien precedens, który istniał już w I Wojnie Światowej.

– Zgadza się, tak postąpił rząd belgijski w momencie, kiedy nie miał możliwości działania na swoim terytorium. Niestety, w wyniku intrygi przeprowadzonej m.in. przez rząd Francji, ale również pod naciskiem Niemiec, rząd rumuński internował władze Rzeczpospolitej - prezydenta Ignacego Mościckiego, naczelnego wodza marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza i rząd gen. Felicjana Sławoja-Składkowskiego, w wyniku czego nie mogli oni sprawować w sposób wolny i niezawisły swoich urzędów. I tutaj zastosowano formułę, którą dawała konstytucja kwietniowa z 1935 roku, mianowicie, iż na czas wojny prezydent Rzeczpospolitej mógł wyznaczać swojego następcę, który sprawowałby ten urząd, aż do zawarcia pokoju.

Jak wiemy, prezydent Ignacy Mościcki wyznaczył na swojego następcę Władysława Raczkiewicza, będącego przed wojną marszałkiem senatu.

- Raczkiewicz znajdował się w tym czasie na terenie Francji. Objąwszy zaś swój urząd powołał z kolei generała Sikorskiego, postać cieszącą się dużym autorytetem wśród wojska, na prezesa rady ministrów oraz, po kilku miesiącach, na funkcję naczelnego wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W ten sposób powstała polska władza rezydująca na uchodźstwie, ale w pełni legalna i kierująca walką z najeźdźcą niemieckim i sowieckim. 

Warto podkreślić, że to właśnie 29 i 30 września 1939 r. powstały na uchodźstwie organy państwowe, które przetrwały aż do roku 1990.

- Stało się tak dlatego, że władze polskie na uchodźstwie były depozytariuszami idei niepodległościowej, idei wolnościowej, stały na straży legalnej konstytucji kwietniowej z 1935 roku i mimo wycofania poparcia ze strony aliantów dla tzw. rządu londyńskiego w roku 1945, nie zaprzestały swej misji uważając, że mogą to uczynić dopiero w momencie, kiedy Polska będzie wolna. Nastąpiło to w 1990 r., gdy ostatni prezydent Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał insygnia II Rzeczpospolitej Lechowi Wałęsie wybranemu wówczas na urząd prezydenta RP w wyborach powszechnych. 

Jakie przesłania dla współczesnych płyną z dzisiejszej rocznicy?

- Pierwsze takie, że w każdej sytuacji jesteśmy sobie w stanie poradzić, bo jesteśmy dumnym, nie zginającym karku narodem. A drugie: naczelne władze państwowe, niezależnie od sytuacji międzynarodowej, stały zawsze na straży niepodległości, nawet kiedy musiały czynić to na emigracji, poza granicami Polski i kierować tą walką tak naprawdę do roku 1990. Dlatego też dziś oddaliśmy hołd składając wieńce na grobach prezydenta Ignacego Mościckiego, Ignacego Paderewskiego (który był pierwszym przewodniczącym Rady Narodowej, czyli emigracyjnego parlamentu), Kazimierza Sosnkowskiego (wyznaczonego przez generała Sikorskiego na pierwszego dowódcę Związku Walki Zbrojnej a po jego śmierci będącego naczelnym wodzem Polskich Sił Zbrojnych). Złożyliśmy też kwiaty na grobie Prymasa Tysiąclecia, kardynała Stefana Wyszyńskiego, który mówił: „Nie zapominajcie i Wy, i Wasze dzieci o miłości ku ojczystej ziemi, która jest nam wspólna, nie zapominajcie o długu wdzięczności, który się należy: wdzięczność za życie, wdzięczność za wspólnotę w narodzie, za język ojczysty, za chlubne dzieje tego Narodu”.

W podobnym duchu wołał do nas Jan Paweł II słowami: „Nie chciejcie Ojczyzny, która was nic nie kosztuje”.

- Myślę, że to przesłanie Ojca Świętego, choć wypowiedziane znacznie później, towarzyszyło naszym zmaganiom wojennym oraz misji polskich władz na emigracji. Niepodległa Polska kosztowała wiele. Kosztowała rozłąkę z krajem, z najbliższymi, gorycz emigracji, przelaną krew i łzy, ale właśnie dlatego, że Rzeczpospolita ma najwyższą cenę. Pokolenie tworzące rząd polski na uchodźstwie i Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, które były wojskiem podległym temu rządowi pokazały, że można ojczyźnie dać znacznie więcej, łącznie z ofiarą własnego życia. 

W dzisiejszych uroczystościach, ramię w ramię, uczestniczyli weterani walk o niepodległość - żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz młodzi ludzie uczący się w szkołach noszących imię bohaterów tamtych dni: generała Sikorskiego, gen. Maczka, gen. Andersa.

- To niezwykle cenne. Młodzież paląca dziś znicze w kwaterze na powązkowskim Cmentarzu Wojskowym na grobach żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, chce być spadkobiercami, wierzę w to głęboko, tamtej idei i tradycji niepodległościowej. W każdym pokoleniu musimy marzyć o wielkiej, wspaniałej Rzeczpospolitej, za którą można zapłacić najwyższą cenę.