"Chadecy wygrają, lecz nie zmiażdżą konkurencji". W niedzielę wybory w Niemczech

Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

Konrad Wysocki

Wiceszef działu świat w \"Gazecie Polskiej Codziennie\" oraz dziennikarz działu Obrona Narodowa w tygodniku „Gazeta Polska”.

Kontakt z autorem

  

Liczne incydenty na wiecach wyborczych Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) kanclerz Angeli Merkel nie powinny mieć wpływu na końcowy wynik partii, uznawanej za faworyta w niedzielnych wyborach. Mało osób wierzy w to, że socjaldemokraci kierowani przez Martina Schulza będą w stanie zagrozić chadekom. Na polityczne podium w parlamencie spore szanse ma za to antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec – mówi w rozmowie z „Codzienną” dr Agnieszka Łada, dyrektor Programu Europejskiego w Instytucie Spraw Publicznych (ISP) w Warszawie.

W najbliższą niedzielę odbędą się w Niemczech wybory do Bundestagu. Ostatnie przedwyborcze sondaże wskazują na zwycięstwo Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) kanclerz Angeli Merkel, choć przewaga nad drugą w notowaniach Socjaldemokratyczną Partią Niemiec (SPD) systematycznie spada. Czy mimo to chadecy mogą być pewni swego w niedzielę?
Chadecy mogą być pewni, że będą najsilniejszą partią. Nie mogą jednak być pewni liczby zdobytych głosów – czy osiągną przedstawiane w sondażach 39 proc., czy raczej tylko 35 proc. Z tym wiąże się też pytanie, z jaką przewagą zwyciężą nad socjaldemokracją. Zwłaszcza jeśli miałby powstać koalicyjny rząd CDU/CSU-SPD. Im mniejsza przewaga, tym chadecji będzie trudniej w negocjacjach koalicyjnych.

W czasie kampanii wyborczej głośno było o incydentach na wiecach wyborczych partii CDU. W ich trakcie demonstranci nawoływali kanclerz Merkel do dymisji. Na wiecu w Heidelbergu w stronę szefowej niemieckiego rządu poleciały nawet pomidory. Czy wydarzenia te mogą w jakiś sposób wpłynąć na ostateczny podział głosów w wyborach?
Takie incydenty mogą mieć jedynie niewielki wpływ, głównie na te grupy wyborców, które ogólnie nie są nastawione negatywnie do partii CDU i Angeli Merkel, ale nie były do końca przekonane, czy na nią zagłosować. Po takich incydentach mogą stwierdzić, że właśnie to zrobią, w ramach sprzeciwu wobec agresywności jej oponentów. Natomiast ci, którzy jednoznacznie sprzeciwiają się polityce Angeli Merkel, i tak na nią nie postawią, niezależnie od okoliczności.


Swojej szansy na wygraną w niedzielę upatrują również socjaldemokraci. Kilka dni temu pojawiły się informacje, że po wyborach SPD gotowa jest na utworzenie koalicji z Lewicą. To z kolei wywołało duży niepokój Angeli Merkel, która zażądała od szefa SPD Martina Schulza wykluczenia takiej możliwości.
Martin Schulz musi do ostatniej chwili pokazywać, że idzie po zwycięstwo, ale nikt nie wierzy, że SPD wygra te wybory. W związku z tym nie będzie też liderem koalicji rządowej, czyli nie ma realnych szans na sojusz z Lewicą. Natomiast CDU od zawsze profiluje się wobec SPD m.in. z hasłem, że Lewica nie jest partią na tyle poważną, aby mogła być brana pod uwagę jako koalicjant. A socjaldemokracja oficjalnie nie wyklucza jej jako teoretycznego koalicyjnego partnera.

Sporą niewiadomą, wręcz zagadką jest dla wielu ekspertów wynik wyborczy Alternatywy dla Niemiec. Przewiduje się, że antyimigrancka partia może urwać kilkanaście procent wyborców, zarówno z obozu chadeków, jak i socjaldemokratów. Niektórzy z ekspertów już nazywają AfD trzecią siłą w Bundestagu.
Sondaże pokazują, że AfD może uzyskać dwucyfrowy wynik – dają jej od 9 do 12 proc., co może faktycznie pozwolić jej być trzecią siłą w Bundestagu. Tego typu partie – partie protestu są też często w sondażach niedoszacowane, bo nie wszyscy pytani przyznają się, że zagłosują na to ugrupowanie. Czyli w rzeczywistości Alternatywa dla Niemiec może się okazać nawet silniejsza.

Reformy w systemie migracji były gorącym tematem przedwyborczej kampanii. Do ich wprowadzenia nawołuje m.in. Partia Wolnych Demokratów (FDP), która nie wyklucza ewentualnej koalicji z CDU, ale właśnie za cenę zmian w przyjmowaniu imigrantów.
O reformach w systemie przyjmowania i integracji migrantów mówią wszyscy. Z jednej strony Niemcy potrzebują rąk do pracy, z drugiej muszą też uregulować zasady, na jakich będą pozwalali na osiedlanie się migrantów. Pomiędzy chadekami i liberałami nie ma aż tak wielkich różnic w podejściu do tematu. Z pewnością w negocjacjach koalicyjnych będzie to jednak istotna kwestia.


Czy po niedzielnych wyborach do Bundestagu można się spodziewać rewizji niemieckiej polityki względem Polski?
Nie. Niemcy są i będą otwarte na Polskę. Wszystkim partiom, które mają szansę wejść do koalicji rządowej, zależy na dobrych relacjach z Polską, widzą w niej ważnego partnera. Zwłaszcza Angela Merkel liczy na dobrą współpracę w umacnianiu Unii Europejskiej. A to właśnie reformy UE będą tematem, którym po wyborach z pewnością zajmie się niemiecki rząd. Polskie inicjatywy, konstruktywne pomysły na wspólne działanie w Unii Europejskiej, otwartość na rozmowy byłyby pożądane.
 

Cały wywiad w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Winni za stan wojenny nie zostali rozliczeni! „Jest to grzech zaniechania”

Sebastian Reńca / Archiwum Sebastiana Reńcy 

  

16 grudnia 1981 r. w kierunku strajkujących padły strzały. Byli zabici i ranni. Winni nie ponieśli kary do dziś. Rozmowa z Sebastianem Reńcą, pisarzem z Katowic, współautorem (wraz z Robertem Ciupą) pierwszej w Polsce książki, w której zostały zebrane wspomnienia dot. strajku i pacyfikacji kopalni „Wujek” - „Wujek '81. Relacje”

Co znalazło się w publikacji? 

Wśród ponad czterdziestu relacji wydrukowanych tu - są przede wszystkim przesłuchania górników przed Sejmową Komisją Nadzwyczajną do Zbadania Działalności MSW, które miały miejsce na początku lat 90.  

Która z opowieści bohaterów strajku zrobiła na was największe wrażenie i dlaczego?

Nie odważę się powiedzieć, że konkretna relacja wywarła na mnie lub na koledze jakieś szczególne wrażenie. Jednakże oboje podkreślamy, że ze wszystkich wspomnień przebija atmosfera wojny. Określenie „stan wojenny”, to nie były tylko puste słowa. Ludzie zgromadzeni przed kopalnią krzyczeli do atakujących ich zomowców: „Gestapo, Gestapo”, a potem padły strzały. Wśród strajkujących byli zabici i ranni. Kopalniany plac stał się swego rodzaju frontem, polem walki, choć górnicy bezpośrednio nie atakowali agresorów. Owszem, odpierali ich, choćby rzucając w zomowców kamieniami czy cegłami, ale gdy pluton specjalny zaczął strzelać, żaden z trafionych górników nie zagrażał wprost funkcjonariuszom.

Czy twoim zdaniem winni największej tragedii stanu wojennego zostali ukarani?

Oczywiście, że nie! I jest to grzech zaniechania, na który w ogóle składa się brak rozliczenia z komunizmem. Tamten system i ludzie, którzy mu służyli, nie doczekali się osądzenia. Najważniejsi z nich, Jaruzelski i Kiszczak nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności za strzały w kopalni „Wujek”. Na więzienie zostali skazani jedynie funkcjonariusze plutonu specjalnego ZOMO, choć nie wszyscy. Właśnie przed katowickim sądem toczy się rozprawa przeciwko jednemu z nich – Romanowi S., który na początku lat 90. wyjechał do Niemiec, tam zrzekł się polskiego obywatelstwa, zaczął posługiwać się nazwiskiem żony. Europejski Nakaz Aresztowania umożliwił jego zatrzymanie w maju tego roku w Chorwacji. Wyrok w jego sprawie zostanie ogłoszony 13 grudnia, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. 

Ile jeszcze pozostało w tej sprawie do powiedzenia? 

Roman S. z plutonu specjalnego ZOMO miał szansę i wciąż ją ma, by powiedzieć więcej, złamać swego rodzaju „omertę”, zmowę milczenia i kłamstwa, która narosły wokół „Wujka” podczas wieloletniego procesu. Do tej pory powiedział dwie ciekawe rzeczy… Dotychczas wszyscy zomowcy z plutonu specjalnego mówili, że do akcji w kopalni „Wujek” wyjeżdżali w trybie alarmowym i każdy z nich pobierał jakąkolwiek broń. Roman S. powiedział, że na akcję zabrał przypisany mu pistolet. Druga ciekawa sprawa, o której mówił S., dotyczyła wojskowej prokuratury, gdzie miał on usłyszeć, że on i koledzy nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za strzały w kopalni „Wujek”. Co jeszcze warto sprawdzić? Myślę, że rację ma prof. Sławomir Cenckiewicz, który uważa, że należy przebadać wojskowe archiwa pod kątem strajku, pacyfikacji katowickiej kopalni i tego, co działo się później wokół tragedii. 

Czy w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności, z którym ty i Robert Ciupa jesteście związani, planujecie kolejną książkę na ten temat? 

Na temat strajku i pacyfikacji powstały przede wszystkim książki reporterskie. Myślę, że temat największej tragedii stanu wojennego zasługuje na porządne opracowanie naukowe. I takie na pewno zostanie wydane w przyszłości przez Śląskie Centrum Wolności i Solidarności. 

Jesteś autorem m.in. powieści „Z cienia” o żołnierzach wyklętych, „Niewidzialni" czy zbioru opowiadań „Spowiedź Parfena”… Jedno z opowiadań, o Iwanie Kriwoziercewie, według Józefa Mackiewicza, (był to najważniejszy świadek zbrodni katyńskiej), zostało wyemitowane w Teatrze Polskiego Radia. Nad czym pracujesz obecnie?

Nad kolejną powieścią…

Książka „Wujek ’81. Relacje” do pobrania (bezpłatnie)!

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl