Amerykański prezydent wystąpi dziś podczas porannej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Prezydent RP Andrzej Duda wystąpi tego samego dnia podczas sesji popołudniowej.

Zdaniem wysokiego rangą doradcy Białego Domu przemówienie Trumpa w ONZ, po przemówieniu w Arabii Saudyjskiej w czerwcu i wystąpieniu w Warszawie w lipcu będzie trzecią ważną prezentacją polityki zagranicznej obecnej administracji.

Obserwatorzy podkreślają, że wczoraj Trump podczas swojej pierwszej wizyty w siedzibie ONZ w roli prezydenta USA złagodził, w porównaniu z kampanią wyborczą, swoją krytykę działalności tej organizacji, a nawet nie szczędził komplementów sekretarzowi generalnemu ONZ Antonio Guterresowi.

Obiecujemy, że będziemy partnerami w waszej pracy i jestem przekonany, że jeśli będziemy razem pracowali i walczyli o prawdziwie odważne reformy, Organizacja Narodów Zjednoczonych stanie się silniejszym, bardziej efektywnym, bardziej sprawiedliwym i lepszym narzędziem pokoju i harmonii w świecie - mówił Trump w siedzibie ONZ na Manhattanie.

Podczas spotkania poświęconego reformie ONZ, z udziałem Guterresa i wysokich rangą przedstawicieli 10 państw członkowskich, stwierdził, że ONZ "nie osiągnęła pełnego potencjału przez biurokrację i zarządzanie".

Amerykański prezydent utrzymywał, że od 2000 roku budżet ONZ wzrósł o 140 proc., a liczba pracowników się podwoiła. Mimo wzrostu zatrudnienia i nakładów "wyniki nie odpowiadają poniesionym nakładom" - wskazał Trump. Zdaniem cytowanego anonimowo na stronie dwumiesięcznika "Foreign Policy" wysokiego rangą przedstawiciela ONZ dane zaprezentowane przez prezydenta USA były "poważnie naciągane".

Prezydent Trump podczas spotkania poświęconego reformom ONZ zwrócił uwagę na tradycyjny, powtarzany jak zaklęcie od czasów prezydenta Ronalda Reagana zarzut amerykańskich konserwatystów, że USA ponoszą nieproporcjonalnie wysokie koszty działalności ONZ. Amerykańscy podatnicy finansują 22 proc. budżetu ONZ i 28 proc. budżetu operacji pokojowych ONZ.

Po spotkaniu poświęconym reformom amerykański prezydent udał się do hotelu Palace na Manhattanie, gdzie rozmawiał z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, a także z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Spotkanie z izraelskim premierem było poświęcone zabiegom administracji Trumpa zmierzającym do doprowadzanie do trwałego pokoju pomiędzy Izraelem a Palestyną.