Tematem wczorajszego programu była afera Amber Gold, omawiana w kontekście przesłuchania prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, przed sejmową komisją śledczą. Główne pytanie brzmiało, czy afera Amber Gold mogła wydarzyć się w innym mieście nż Gdańsk.

Jednym z gości programu był Krzysztof Wyszkowski, legenda Solidarności. Nie pozostawił on złudzeń co do istnienia w Gdańsku tzw. układu. Wyszkowski podkreślił, że dziś prezydent Adamowicz jest symbolem tego układu, ale – jak podkreślił – to jest słup.

Są ważniejsi od niego, którzy kręcili tym układem, a on korzystał z tego, że go reprezentuje. Był za to wynagradzany, ale nie jest to twórca – ocenił.

Wyszkowski zauważył, że do tej pory w mediach niewiele się mówiło, albo wręcz nie mówiło się wcale o wspomnianym układzie. 

Nie mówiło się o „układzie gdańskim”, o korupcji gdańskiej, o uwikłaniu czołowych polityków – reprezentujących Gdańsk – w kryminalne afery, dlatego że Gdańsk był pod ochroną, jako miejsce zamieszkania Lecha Wałęsy, z Gdańska pochodził premier Donald Tusk. Kto miał się odezwać? – zauważył.

Gość programu "Bez Retuszu" wspomniał w tym kontekście o Tomaszu Arabskim, który był redaktorem naczelnym „Dziennika Bałtyckiego”, a potem został szefem kancelarii premiera Tuska.

 Rączka rączkę myje, rączka rączkę kryje. Wszyscy należeli do tego samego układu – przekonywał.

Jeśli mówi się o „układzie gdańskim”, nie sposób nie mówić o Donaldzie Tusku. To jest „dziecko” Lecha Wałęsy, ale i człowiek, który w najpełniejszy sposób rozbudował ten układ, który objął wszystkie rejony i struktury: samorządowe, miejskie, finansowe – podsumował.