Wskazuję, że ideologia liberalna „wpadła w podobne pułapki utopijności, co wiele wcześniejszych ideologii (…).

Jednym z tych utopijnych wyobrażeń jest przekonanie, że poprzez masową edukację dobrej jakości prawie wszystkich możemy wychować na światłych obywateli. Obywateli w większości zdolnych do krytycznego, metapoziomowego myślenia, do pogłębionej refleksji oraz do dystansowania się od własnych przedzałożeń religijnych czy filozoficznych”. Dodaję, że „jest to utopia, bo spora część ludzi, być może większość, albo nie posiada genetycznego uposażenia, które by dawało im szansę na wielopoziomowe myślenie oraz autorefleksję, albo uwięziona jest w kontekstach społecznych, które nie preferują takiego myślenia, nie premiują go”. Rozmowa nie dotyczy polityki bieżącej, o Polsce nie wspominam. 

Co rzekomo powiedziałem? Oto, co z rozmowy tej wyczytała Agata Szczęśniak, autorka z portalu „oko.press”. Jej tekst nosi tytuł: „Zybertowicz: Bo ludzie głupie są”. Pierwszy akapit: „Według profesora Zybertowicza część Polaków to ciemnota, którym żadna szkoła nie pomoże, bo genetycznie nie są zdolni do »wielopoziomowego myślenia« i autorefleksji. To mówi przedstawiciel władzy, która ma bronić interesów »zwykłych Polaków«”. Materiał z nagłówkiem z tegoż akapitu umieszczono na Twitterze oraz Facebooku. Linki do tekstu na TT i FB są dalej udostępniane oraz komentowane, często w agresywny sposób. Tymczasem w moim tekście nie odnosiłem się do Polski, nie użyłem słów „ciemnota”, „głupota”, „zwykli Polacy” ani podobnych.

Widać, że mamy do czynienia z nadużyciem. Z podmianą jednych określeń (neutralnych i wyważonych) na inne (agresywne i obraźliwe). Z próbą zamiany tekstu, stanowiącego spokojny głos w debacie intelektualnej o kryzysie naszej cywilizacji, w wypowiedź służącą do politycznej przepychanki, do budzenia agresji na bazie typowego „fake newsa”.

Czy należy się dziwić?


Czy w czasach ostrej walki politycznej, gdy piszący te słowa jako doradca Prezydenta RP jest częścią obozu rządzącego, należy się dziwić, że przeciwnicy sięgają po takie nadużycia? Chyba nie, przecież tzw. opozycja totalna robi znacznie gorsze rzeczy. 

Ale portal oko.press deklaruje swoją misję jako obrońca prawdy, mający być kontrolerem dyskursu publicznego w trybie tzw. fact checkingu – rzeczowego konfrontowania wypowiedzi publicznych z faktami ustalanymi na podstawie metod naukowych. A autorkę tekstu, Agatę Szczęśniak, przedstawiono jako doktorantkę Uniwersytetu Warszawskiego. W dodatku nadużycia, polegające na próbie nadania prymitywnie politycznego charakteru tekstowi, który już choćby ze względu na miejsce jego publikacji – „Teologia polityczna” – ma całkiem inny charakter, niestety się nie kończą.

Konfrontacja

Do konfrontacji z moim, wyrażonym w sposób typowy dla eseju socjologicznego, poglądem portal zaprosił dr hab. Wojciecha Dragana z Interdyscyplinarnego Centrum Genetyki Zachowania UW. Występuje on w postaci głosu nauki, ba, samej rzeczywistości, dzięki czemu moja wypowiedź dla „Teologii Politycznej” opatrzona jest przez oko.press oceną: „Fałsz. Współczesna nauka mówi co innego”. Pomińmy niezbyt grzeczny, bo ad personam, charakter wypowiedzi W. Dragana. Ciekawe jest to, co badacz ten faktycznie mówi. Przyznaje on, że różnimy się stopniem wykorzystania zdolności do wielowymiarowego myślenia. „Niektórzy ludzie w ogóle nie są w stanie myśleć wielopoziomowo – ze względu na występujące u nich zaburzenia rozwojowe, np. ze spektrum autyzmu. W przypadku takich osób można się zastanawiać, czy częścią ich problemu nie są uwarunkowania genetyczne. Ale statystycznie to niewielki odsetek. Oczywiście różnice są. Jedni częściej, inni rzadziej myślą wielowymiarowo. Za część tych różnic odpowiadają czynniki genetyczne. Badania z genetyki zachowania pokazują, że około 50 proc. różnic wyjaśniają czynniki genetyczne, ale chodzi o różnicę w poziomie zdolności, a nie o ich występowanie. To bardzo ważne rozróżnienie”. To teraz, proszę Państwa, zerknijcie raz jeszcze do moich, cytowanych na początku słów. Nawet nie podzielający moich poglądów bloger portalu Tok.fm o nicku „oby.watel” pisze:

„Choć z tezami prof. Zybertowicza polemizuje portal oko.press, to raczej potwierdza je, miast im przeczyć”. 

Małe korepetycje z metodologii nauk


Aby jakieś tezy, zwłaszcza zaś ogólne, weryfikować, trzeba najpierw je – mówimy w metodologii – zoperacjonalizować. Czyli (upraszczam), doprowadzić te tezy do takiej postaci, byśmy wiedzieli, jakie uchwytne praktycznie zdarzenia oznaczają potwierdzenie lub obalenie danej tezy. Bez operacjonalizacji nie ma możliwości pomiaru, mamy tylko do czynienia ze słowem przeciw słowu, ze sporem nasz autor(ytet) przeciw waszemu.

W dodatku wiele wypowiedzi, nie tylko publicznych, jest takiej natury, że po prostu nie poddają się one naukowej weryfikacji. Tymczasem autorzy oko.press tego zdają się nie rozumieć. Być może niektórzy z nich chcieliby być uczciwymi „sprawdzaczami”, ale albo nie mają ku temu wystarczających kompetencji poznawczych, albo też skorzystaniu z tych kompetencji nie sprzyja atmosfera polit-ideolo panująca w środowisku portalu. Czy A. Szczęśniak nigdy nie słyszała, jak potężnym narzędziem jest język? Narzędziem emancypacji (by użyć waszej frazeologii) albo upodlania? Narzędziem otwierania rozmowy lub niszczenia jej fundamentów.

Nie użyłem ani słowa „ciemnota”, ani „głupi”. Moją wypowiedź utrzymaną w klimacie intelektualnej analizy sprowadzono, m.in. przez podmianę języka, na poziom ideologicznej psychonawalanki. I to ma być fact check!

Pomijam już taki drobiazg jak nieprawdziwa następująca informacja o mnie: „Współpracował z Antonim Macierewiczem w kolejnych komisjach smoleńskich”. Pod względem poprawnych technik ustalania faktów pani Agata Szczęśniak musi się naprawdę sporo nauczyć.

Jaki jest człowiek

Spór wokół natury i inteligencji człowieka toczy się od stuleci i mimo znaczących postępów ostatnich dekad badań nad mózgiem daleki jest od rozstrzygnięcia. Tymczasem nasi „sprawdzacze” myślą, że wystarczy zaprosić zaprzyjaźnioną osobę ze stopniem naukowym, by tak fundamentalny spór rozstrzygnąć „w imieniu nauki” bądź nawet „samej rzeczywistości”. Wreszcie: ile trzeba mieć w sobie pogardy dla ludzi myślących inaczej, aby zakładać, że z oczywistego (jeśli tylko uruchomimy zdrowy rozsądek) stwierdzenia, że ludzie są zróżnicowani pod względem możliwości intelektualnych, ma automatycznie wynikać pogarda dla tych osób, których umysły pod jakimś względem są mniej efektywne? Macie prawo dalej wierzyć w swoje utopie. Ale nie mieszajcie do tego nauki.


Nadtytuł pochodzi od redakcji