W weekend mija 25. rocznica ratyfikowania przez PE układu stowarzyszeniowego Polski ze Wspólnotami Europejskimi. Jak wspomina Jacek Saryusz-Wolski - główny negocjator układu ze strony Polski, ówczesny szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, a obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego – z procesem stowarzyszeniowym, który postrzegano jako powrót do Europy, ale tej instytucjonalnej, Polska łączyła wielkie nadzieje.

- Nie był to cel sam w sobie, tylko krok na drodze do członkostwa, pełnoprawnego miejsca w strukturach europejskich. Takie były oczekiwania wszystkich – tłumaczy.

Rozmowy trwały niemal rok i nie brakowało w nich dramatycznych momentów. Od samego początku zespół Saryusz-Wolskiego starał się przekonać Wspólnoty Europejskie, by w preambule umowy zawrzeć zapis, że celem starań Polski jest pełne członkostwo.

- Walczyliśmy o to przez trzy miesiące do krwi ostatniej, ale nie chciano nam tego przyrzec – zaznacza europoseł.

16 grudnia 1991 roku dochodzi do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Jak podkreśla Saryusz-Wolski, polecenie podpisania jej wydał ówczesny premier Jan Olszewski.

- Pamiętam, jak wszedł na posiedzenie Rady Ministrów i z miejsca premierowskiego powiedział: "Proszę pojechać do Brukseli i podpisać układ stowarzyszeniowy" - wspomina europoseł. - Jego rząd powstał później, ale to on wówczas był już premierem i to on podjął decyzję – zaznacza.

Zdaniem Saryusz-Wolskiego, Polsce udało się wynegocjować układ, który zbliżał ją do członkostwa tak dalece, jak było to wówczas możliwe.

Zdaniem europosła swoimi ówczesnymi wyborami Polska przecierała szlak, którym później podążyły inne kraje.

- Nasz model negocjowania i konstrukcji samej umowy stowarzyszeniowej naśladowali inni, wytyczyliśmy pewien model integracyjny (…). Mieliśmy dobre instrumenty przy podchodzeniu do umowy stowarzyszeniowej i potem (przy jej) wdrażaniu (...), mianowicie centralizację struktury rządowej, Urząd Komitetu Integracji Europejskiej bezpośrednio podporządkowany premierowi i dwa absolutnie kluczowe czynniki, mianowicie poparcie ponad podziałami w ówczesnym Sejmie i w społeczeństwie – tłumaczy.

Saryusz-Wolski zaznacza, że Unia Europejska pozostaje obok NATO gwarancją bezpieczeństwa i dobrobytu Polski.

- Dzięki członkostwu w tych organizacjach mamy zakotwiczenie, a postawy polskiego społeczeństwa należą do jednego z najbardziej proeuropejskich. Nieprawdą jest, jakoby Polska czy polskie społeczeństwo było eurosceptyczne – to wynika z kompletnego niezrozumienia ze strony Europy Zachodniej. Nie rozumieją tego, że Polska chce być podmiotem i być podmiotowo i równoprawnie traktowana, że nie chce być widzem procesu integracji europejskiej - zaznacza europoseł.

- Spory są naturalne. Nie są wyrazem izolacji – mam na myśli pracowników delegowanych, migrację, Nord Stream 2 czy fałszywe zarzuty dotyczące zagrożenia dla demokracji w Polsce – ale oporu wobec emancypacji i upodmiotowienia Polski - ocenia Saryusz-Wolski.

Pytany o przyczyny tego rodzaju opinii, europoseł uważa, że jest to reakcja wynikająca po części z ignorancji po stronie zachodnioeuropejskiej. Jego zdaniem niektórzy nie chcą się pogodzić z emancypacją Polski, która chce odgrywać samodzielną rolę i sprzeciwia się niedemokratycznemu narzucaniu jej woli przez najsilniejszych, np. w kwestii migracji.

- Wierzę, że ten projekt z Polską i przy polskiej pomocy – mówię o projekcie europejskim – przeżyje te nawarstwione kryzysy: ekonomiczny, imigracyjny, polityczny, tożsamościowy, aksjologiczny, kryzys bezpieczeństwa. Dlatego powinniśmy na tym etapie, z perspektywy 25 lat od przekroczenia tych pierwszych drzwi do UE, skoncentrować się na polskim pomyśle i polskim wkładzie w koncepcję Europy przyszłości, ale nie dwóch prędkości, nie asymetrycznie i wybiórczo solidarnej, nie faworyzując jednych, a traktując gorzej innych - krótko mówiąc (koncepcję Europy) demokratycznej i równej, i od wschodu do zachodu, i od południa na północ, a nie tylko zredukowanej do Europy karolińskiej, co jest ukrytym marzeniem części elit europejskich – podsumowuje europoseł.