Jan Pietrzak powiedział kilka słów prawdy w Opolu. „Wyborcza”, kodziarze i spółka wpadli w szał

Jan Pietrzak / TVP 1/print screen

  

– Przez 49 lat graliśmy kabaret zdecydowanie antyrządowy i przyszedł taki czas w 2015 roku, kiedy raptem się całkiem odmieniła sytuacja. Bo teraz bardziej opozycja szkodzi Polsce niż władza! To jest pierwszy raz w mojej historii – powiedział w Opolu Jan Pietrzak. Oczywiście jego występ nie umknął uwadze redaktorów "Gazety Wyborczej", zatrzęśli się z oburzenia.

Benefis Jana Pietrzaka "Od PRL-u do Polski" był zwieńczeniem drugiego dnia opolskiego festiwalu. Koncert rozpoczęła piosenka "Pamiętajcie o ogrodach" w wykonaniu Pauliny Grochowskiej. Następnie Jan Pietrzak poprowadził widzów na wędrówkę po najnowszej historii Polski, przedstawioną w piosenkach, w których znalazło się wiele odniesień do aktualnych wydarzeń, uzupełnianych komentarzami gospodarza wieczoru.

Od 1967 roku, przez dziesiątki lat, my, Kabaret Pod Egidą, mówiliśmy o tym świństwie realnym socjalizmie. Szydziliśmy na wszystkie możliwe sposoby. (...) Kiedy Kuroń z Michnikiem mówili: "socjalizm tak, wypaczenia nie", ja mówiłem: "wypaczenia tak, a socjalizm nie" 
– mówił Jan Pietrzak.

Polska odniosła wielkie zwycięstwo w I wojnie światowej. Dlaczego o tym mówię? Bo słowa "zwycięstwo" nie ma w polskich podręcznikach. Do tej pory polskie podręczniki pisali okupanci. Słowa "zwycięstwo" nie wolno używać
– zaznaczył artysta.

W pieśni "Niech żyje Polska" Pietrzak nawiązał do pomysłu zbudowania w Warszawie pomnika, który upamiętniłby zwycięstwo z Bitwie Warszawskiej 1920 r. – Czas, by potężny łuk triumfalny postawić po stu latach od Cudu nad Wisłą – mówił.

ZOBACZ FRAGMENT KONCERTU: JAN PIETRZAK – „NIECH ŻYJE POLSKA”:

ZOBACZ FRAGMENT KONCERU

Co jest haniebne w naszych czasach, że Bitwa Warszawska nie ma w Warszawie pomnika, bo Moskwa zabrania, a władze Warszawy słuchają Moskwy!
– zaznaczył.

Jan Pietrzak mówił o Powstaniu Warszawskim, którego jako dziecko był świadkiem.

Zawsze jak sierpień się zbliża, ukazują się eseje, piszą: po co było tam walczyć bez sensu. Sens Powstaniu nadali jego uczestnicy. To było piękne pokolenie wolnej Polski. Nie byli głupsi od nas. Wiedzieli, że są sprawy, dla których warto ryzykować życiem. Bo Polacy walczyli zawsze o wolność waszą i naszą. W przeciwieństwie do Rosjan, którzy zawsze walczyli o zniewolenie innych narodów, zawsze! Uczą tego w szkole? Nie bardzo!
– mówił.

– Solidarność zakończyła II wojnę światową. Ostatnie wojska okupacyjne opuściły Polskę na początku lat 90. – dodawał. – Nam się to pozacierało w związku z różnymi agenturami – stwierdził, podkreślając sukces "S".

Nasi sąsiedzi Niemcy i Rosjanie zawsze walczą o zniewolenie innych narodów. Dlatego trudno im się pogodzić z Polakami, którzy zawsze walczą o naszą i waszą wolność. Uczą tego w szkołach? Nie uczą! To ja wam to powiem, przekażcie dzieciom i sąsiadom
– mówił do publiczności.

Kiedy my sobie tutaj świętujemy 16 i 17 września, na wschodniej granicy oni przeprowadzają manewry zbiry. ZBIR, Związek Białorusi i Rosji, to są manewry, żeby przeprowadzić napaść na Polskę. Właśnie w tym momencie. Z drugiej strony, na zachodzie, codziennie niemieckie media atakują Polskę, że nie jest subordynowana, że nie chce przyjmować transportów imigrantów. W związku z tą sytuacją przypomniało mi się, że w czasie wojny mówiło się na nich szkopy i kacapy. PRL-owska cenzura nie pozwalała tych słów używać.
– podkreślił.

Dziś niby jest pokój (...) już nikt nie pamięta, a przecież należy, bo wojny prowadzą nie tylko żołnierze (...) Dziś Polskę szturmują banki i markety, ich media szczują i kłamią (...) Niezmiennie codziennie szarpią atakują i tak od stuleci, niepoprawni zbóje 
– śpiewał Jan Pietrzak.

Ja się do dyplomacji nie zapisywałem. Od 50 lat staram się mówić prawdę, a prawda nie zawsze jest dyplomatyczna
– stwierdził po wykonaniu utworu.

Koncert i zarazem benefis Jana Pietrzaka kończyła piosenka "Żeby Polska była Polską", której słowa – jak przypomniał artysta – cytowało dwóch amerykańskich prezydentów: Ronald Reagan i Donald Trump.

Oczywiście występ Jana Pietrzaka nie przypadł do gustu kodziarzom, zwolennikom totalnej opozycji oraz – rzecz jasna – redaktorom "Gazety Wyborczej" i gazety.pl. Ci drudzy napisali na przykład, że artysta w pełni zasłużył na miano „barda PiS”. Na Twitterze pojawiły się również komentarze, których autorzy na wszelkie możliwe sposoby atakowali Jana Pietrzaka. Wygląda na to, że kilka słów prawdy niektórych mocno zabolało...

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, TVP 1

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tego jeszcze nie było! Niemiecka dysydentka broni dekomunizacji przed... Michnikiem

Adam Michnik / Fotomag/Gazeta Polska

  

To jednak rzadki widok, by była wschodnioniemiecka dysydentka musiała bronić dekomunizacji przed… naczelnym „Gazety Wyborczej”. – Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci – argumentowała Marianne Birthler. Co na to Adam Michnik? Brat byłego stalinowskiego sędziego oskarżył Jarosława Kaczyńskiego o (sic!) stalinowski język. 

Jak relacjonuje portal dw.com, Michnik i Birthler uczestniczyli dziś w Lipsku w dyskusji otwierającej zorganizowany przez niemiecką Federalną Centralę Kształcenia Politycznego cykl spotkań o zmianach politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1989-1991.

Podczas dyskusji, prowadząca ją Katharina Raabe zwróciła uwagę na „podnoszony przez środowiska prawicowe w Polsce brak lustracji po 1989 roku”.

Najpierw głos zabrał Michnik, brat Stefana Michnika, członka komunistycznego aparatu władzy, sędziego, który w czasach stalinizmu skazywał polskich bohaterów podziemia niepodległościowego. To co powiedział naczelny „Wyborczej” zdumiewa.

[polecam:https://niezalezna.pl/260313-sady-powinny-byc-niezalezne-sciganie-mnie-to-zemsta-mowi-nam-stefan-michnik]

– [Jarosław] Kaczyński posługuje się językiem stalinowskim. Kaczyński powiada jak Stalin: wraz z budownictwem socjalizmu zaostrza się walka klasowa. Opowiadanie, że w Polsce dzisiaj nieszczęścia się biorą z braku dekomunizacji, to kompletny idiotyzm. To nie komuniści dziś zagrażają

 – mówił.

Zdaniem Michnika dekomunizacja we Wschodnich Niemczech „skrzywdziła bardzo wielu ludzi”.

– Niemcy nie stały się w wyniku dekomunizacji ani lepsze, ani uczciwsze.
– stwierdził.

Michnik zakwestionował wiarygodność informacji zawartych w teczkach.

– Niemcy traktują archiwa Stasi jak Biblię.
– krytykował.

Dekomunizacji przed Michnikiem musiała bronić była wschodnioniemiecka dysydentka!

– Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci
– protestowała Birthler.

– Teczki Stasi nie były piramidalnym kłamstwem, lecz były najważniejszych narzędziem pracy służb bezpieczeństwa. W ich interesie było rzetelne gromadzenie informacji. Są ważnym źródłem informacji, jeżeli podchodzi się do nich krytycznie

wyjaśniła.

Podkreśliła, że dzięki dokumentom wielu niesłusznie podejrzewanych o współpracę mogło oczyścić się z zarzutów. Birthler kierowała w latach 2000-2011 tzw. Urzędem Gaucka przechowującym archiwa byłej służby bezpieczeństwa NRD – Stasi.

Co na to Michnik? Przeszedł do zastanawiania się „nad przyczynami sukcesów ruchów populistycznych”. Stwierdził, że rządy po 1989 roku popełniły błąd polegający na „zapatrzeniu się w potrzebę modernizacji”, co doprowadziło do „zgubienia ludzi, którzy nie znaleźli sobie miejsca w tym autobusie”.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, dw.com,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl