Podczas przesłuchania przed komisją śledczą prezydent Gdańska zapewniał, że nie miał żadnych kontaktów z założycielem Amber Gold Marcinem P. i nie zabiegał o nie. Mówił też, że nie lokował w tej spółce żadnych środków.

Członkowie komisji pytali go jednak o kilka wątków - w tym o sprawę zdjęcia z grudnia 2011 r., na którym widać, jak Adamowicz częścią prominentnych pomorskich polityków PO oraz Lechem Wałęsą ciągną po płycie lotniska samolot OLT Jet Air (później OLT Express, linie lotnicze należące do Amber Gold).

  Świadek przekonywał komisję, że nie reklamował tych linii lotniczych.

"Świętowaliśmy zakończenie wielkiej inwestycji, sukces Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy" - mówił samorządowiec dodając, że nie wiedział, jak będzie wyglądał event na gdańskim lotnisku.

- To nie jest rzecz codzienna, gdy prezydent miasta reklamuje ogromną firmę, do tego firmę, która należy do oszusta i złodzieja. Przecież ta reklama, której on dokonał, czy ta konferencja prasowa, może być wyceniana przez fachowców na wiele milionów złotych. Pytanie, czy pan prezydent wiedział, co robi, czy też w ogóle działał po omacku

- stwierdziła na antenie TVP Info poseł Wassermann.

"Jeżeli idę na jakiś event, jeżeli idę na konferencję prasową, to nie wyobrażam sobie, że idę bez agendy"

- dodała. Tymczasem - jak zauważyła - prezydent Gdańska zeznał, że nie wiedział, iż "będzie ubierał żółtą pelerynkę i ciągnął ten konkretny samolot, z tym konkretnym logo". "Każdy z urzędników jak idzie, to musi wiedzieć o tym, że będzie mówił, co będzie mówił, gdzie będzie stał, jaka będzie kolejność mówców" - tłumaczyła Wassermann.

"Tego typu zeznania nie zasługują na wiarę, one przeczą zdrowemu rozsądkowi" - oświadczyła.

Zaznaczyła jednocześnie, że jeśli faktycznie tak było, jak mówił Adamowicz, to "byłoby bardzo dramatyczne".

"Jeśli on ma 20-letnie doświadczenie (jako prezydent miasta), ma urząd, który zatrudnia ponad tysiąc osób i te służby nie działają, to znaczy, że to wszystko jest fikcja"

- dodała szefowa komisji.

Zdaniem Wassermann na wiarę nie zasługują też jego zeznania, w których mówił, że po wybuchu afery z nikim nie rozmawiał o sprawie Amber Gold.