Na 300-tysięczną rzeszę uchodźców uderzyła zbrojnie 30-tysięczna armia polskich faszystów, wspomaganych przez odziały Austriaków i otumanionych Niemców. Wobec tej agresji, biedni uchodźcy byli bezbronni. Świadczą o tym wyniki starcia: z rąk polskich zginęło 20 tysięcy uchodźców, a 5 tys. zostało rannych, Natomiast agresorzy stracili tylko 1500 zabitych i 2500 rannych.

Uchodźcy zostali zmuszeni do panicznej ucieczki i porzucenia całego osobistego majątku, w tym wszystkich 260 armat.

Należy wyjaśnić, jak w EUROPIE mogło dojść do tak strasznego wydarzenia.

W ówczesnej, XVII-wiecznej Europie, tylko Francja była tolerancyjna i utrzymywała z uchodźcami przyjazne stosunki. Ludwik XIV kazał nawet zbombardować ksenofobiczną Genuę, która nie chciała wpuszczać uchodźców. Lecz w XVII wieku nie było jeszcze Sorosa, flotylli pozarządowych statków ani kanclerz Merkel, więc uchodźcy mogli dostać się do Berlina tylko lądem, mimo ryzyka ataku polskich ksenofobów.

Cesarz Austrii Leopold I Habsburg był niezdecydowany. Trzeba mu przyznać, że wprawdzie odmówił porozumienia z polskim królem Janem III Sobieskim, wiernym pierwowzorem Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło, w sprawie niewpuszczania uchodźców, lecz w ostatniej chwili przeszedł na pozycje ksenofobów i nawet użył swych niewielkich sił zbrojnych, by utrudnić uchodźcom wstęp do Wiednia. Wprawdzie próbował się rehabilitować odmawiając polskim żołnierzom żywności i statków do transportu rannych Dunajem, ale jednak cień ksenofoba ciąży na nim do dzisiaj.


Niemcy ówczesne to szereg księstw, które bojąc się tolerancyjnej Francji, dopiero w  ostatniej chwili zdążyły przysłać pod Wiedeń posiłki.

W tej sytuacji zdecydowanie ksenofobiczne stanowisko zajęła tylko Polska oraz papież Innocenty XI, który nawet udzielił Polsce kredytów. Polska jeszcze przez następne 16 lat prowadziła wojny w sojuszu z ksenofobicznym hospodarem Petryczejką usiłując usunąć uchodźców z Mołdawii. Doprowadziło to podpisania pokoju w Karłowicach, który na następne 330 lat zamknął uchodźcom drogę do Europy.

Papież Franciszek I próbuje zatrzeć błędy Innocentego XI. Natomiast Polska nadal kroczy drogą największego ksenofoba w historii Jana III Sobieskiego. Ten kierunek potwierdził król Stanisław August w 1783 r, Józef Piłsudski w 1933 r., a dziś drogą Jana III kroczy Beata Szydło.

Tego ani Polsce ani Kościołowi, Unia Europejska na pewno nie wybaczy.

Nie wybaczy też „antifa” i Totalitarna Targowica.