Szef węgierskiej dyplomacji powiedział, że kraje V4 potwierdziły to między sobą oraz w obecności innych na nieformalnym spotkaniu szefów dyplomacji V4 i Partnerstwa Wschodniego w Tallinie.

 - Nadal odrzucamy nielegalną imigrację i walczymy przeciwko obowiązkowym kwotom relokacyjnym. Nie zgodzimy się, by wymuszano na nas nieudaną, a w dodatku wiążącą się z zagrożeniem dla ludzi decyzję, a mianowicie obowiązkowe kwoty relokacyjne – oznajmił Szijjarto - W dodatku pod wieloma względami trwa w Europie podstępne kombinowanie w związku z kwotami relokacyjnymi - dodał.

Zdaniem szefa węgierskiej dyplomacji, z jednej strony zataja się chęć wprowadzenia stałego mechanizmu relokacyjnego zamiast dotychczasowego doraźnego. Z drugiej strony trwa „kombinowanie” wokół dotychczasowych wyników programu relokacji, gdyż w ciągu dwóch lat udało się zrealizować decyzję w sprawie kwot tylko w 25 proc. 

Jak twierdzi Szijjarto, całkowitą winę za klęskę relokacji usiłuje się zrzucić na tych, którzy zamiast "kombinowania" byli do końca szczerzy. Do tej kategorii należą, jak zaznaczył, państwa Grupy Wyszehradzkiej.

- My do końca szczerze wypowiadaliśmy swoje zdanie o kwotach relokacyjnych, jasno mówiliśmy, że uważamy je za zagrożenie w sferze bezpieczeństwa i nie chcemy narażać bezpieczeństwa krajów i żyjących w nich ludzi – powiedział węgierski minister.

Coraz częściej dostrzegalne są próby rozbicia jedności V4, szczególnie na gruncie kwestii imigrantów. Kilka dni temu w szwajcarskim dzienniku "Neue Zuercher Zeitung" pojawił się tekst mówiący o rzekomym pęknięciu w Grupie Wyszehradzkiej. Po jednej jego stronie znaleźć mieliby się Czesi oraz Słowacy, szukający zdaniem autorki bliższego kontaktu z krajami Europy Zachodniej, a po drugiej - Polacy i Węgrzy, których nazywa "gałganiarzami Europy".