Obawiam się Niemców, nawet gdy niosą dary

  

Po napisaniu tytułowej trawestacji Wergiliuszowej strofy naszło mnie zwątpienie – czy nie jest zbyt mocna na otwarcie? Zamknąłem oczy, myślami „zobaczyłem” twarz Frau Bundeskanzlerin i rozterka uleciała natychmiast – nie, nie jest zbyt mocna. I żeby nie było niejasności – nie sama fizis pani Merkel budzi we mnie mieszane uczucia, bo jest ona bez znaczenia.

Uczucia takie budzą wszystkie wydarzenia, w których partycypowała i które miały wielkie znaczenie dla sytuacji Polski, zarówno tej wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Jako uważny obserwator i realista życiowy doskonale zdaję sobie sprawę z układu geopolitycznego panującego na Starym Kontynencie, roli, jaką odgrywają w nim Niemcy oraz sama kanclerz, a także interakcji zachodzących między poszczególnymi krajami. Ponieważ działania Berlina, które dostrzegam od początku sprawowania władzy przez rząd Beaty Szydło, budzą we mnie mieszane uczucia, postanowiłem zaanonsować niniejszy tekst w ten właśnie sposób.

Pałka już nie działa

Rok 2016 upłynął naszym zachodnim sąsiadom na tworzeniu całej gamy instrumentów mających na celu wywieranie wpływu na poczynania polskiego aparatu rządzącego. Pośrednio odbywało się to poprzez swoistą „inżynierię dusz”, czyli kształtowanie świadomości społecznej za pomocą mediów z zagranicznym kapitałem, w sposób bezpośredni zaś zaangażowana została biurokracja unijna na czele z Fransem Timmermansem, który w moim odczuciu zajmował się jedynie organizacją debat na temat przestrzegania praworządności w Polsce. Żadne z powyższych działań nie przyniosło spodziewanych efektów z bardzo prozaicznego powodu – hegemonia zachodnich koncernów medialnych została częściowo zneutralizowana przez media publiczne, a rządowe programy prospołeczne, z symbolicznym już Rodzina 500+ na czele, zadziałały kojąco nawet na najbardziej rozdygotane doniesieniami prasowymi umysły. Pierwsze starcie w Brukseli, w którym premier Szydło wręcz znokautowała oponentów, ustawiło dalsze debaty po myśli Warszawy do tego stopnia, że kolejne spotkania w „polskiej sprawie” większych emocji nie były w stanie wzbudzić. Marsze Komitetu Obrony Demokracji zaczęły przypominać pochody pacjentów szpitalnych oddziałów geriatrycznych, więc i tutaj wszystko zdawało się iść ku dobremu. W tej sytuacji niespodziewane uderzenie, jakie spadło na polski rząd 16 grudnia 2016 r., zaskoczyło praktycznie każdego.

Grożąc puczem i palcem

Nie ma żadnych dowodów na to, że „pucz” – bo taką nazwę zyskały tamte burzliwe grudniowe wydarzenia – był bezpośrednio inspirowany z miasta leżącego nad Sprewą, ale pojawienie się w nim osoby Donalda Tuska oraz cała późniejsza sekwencja wydarzeń każą zwrócić wzrok właśnie w tamtą stronę. Niepowodzenie przewrotu ugrzeczniło działania pani Merkel na tyle, że sam Jarosław Kaczyński po warszawskim spotkaniu 7 lutego 2017 r. zdawał się oczarowany jej osobą. Otrzeźwienie przyszło bardzo szybko, bo już 9 marca, kiedy to sławetny wybór przewodniczącego Rady Europejskiej w głosowaniu zakończonym nokautem „27:1”, pokazał, kto tak naprawdę jest głównym architektem brukselskiej polityki. Chwilę na złapanie oddechu dała nam pokrzepiająca przemowa wygłoszona przez Donalda Trumpa podczas lipcowej wizyty, ale dobre wrażenie zostało szybko zatarte przez „astroturficzne” fale, które dziesiątkom ludzi nakazywały konwulsyjnie kopać w policyjne barierki i być może tylko dymiące jeszcze, poszczytowe, hamburskie zgliszcza powstrzymały kolejne niemieckie słowa dezaprobaty dla polskiej demokracji.


Jednak ostatnia, ostentacyjnie wybiórcza peregrynacja Emmanuela Macrona po eksdemoludach, mająca na celu przeforsowanie zmian w unijnej dyrektywie dotyczącej pracowników delegowanych, oraz wygłoszone na konferencji prasowej 29 sierpnia mocne słowa Angeli Merkel o dalszej niemożności „trzymania języka za zębami” w sprawie łamania przez rząd Prawa i Sprawiedliwości praworządności w Polsce, zakończyły mocnym akcentem wakacyjny letarg parlamentarny. Troska o polską demokrację, tak stanowczo wyartykułowana przez panią kanclerz, była faktycznie nieudolną próbą odwrócenia uwagi społeczeństwa od zarzutu, jaki publicznie postawił jej Martin Schulz. Otóż polityk SPD stwierdził autorytarnie, że kanclerz Merkel jest „oderwana od rzeczywistości” i stanowczo skrytykował prowadzoną obecnie politykę imigracyjną. Była to również swego rodzaju uwertura, mająca wprowadzić słuchaczy w kantatę debaty przedwyborczej, która odbyła się 3 września.

Mniejsze zło

Samo spotkanie porywające nie było, a berliński „Die Welt” ochrzcił je nawet mianem „dyskusyjnego purée”. Jedną z głównych osi, wokół których oscylował dyskurs, była przywołana przez Schulza polityka zapraszania uchodźców. Jak należało się spodziewać, każdy z oponentów bronił słuszności swojego zdania. Angela Merkel trwała na stanowisku, że jej decyzja o „otwarciu drzwi” była trafiona, a muzułmanie przebywający na terenie Niemiec gremialnie przyczyniają się do sukcesu odnoszonego przez kraj. Socjaldemokrata Schulz wykorzystał ten moment, aby zarzucić Polsce i Węgrom brak europejskiej solidarności, wyrażany przez odmowę przyjmowania przybyszów. Większej krzywdy sobie wzajemnie nie wyrządzono, a obserwatorzy wytypowali zwycięstwo Frau Merkel. Dla naszego kraju jest to dobry prognostyk, ponieważ mimo wielu negatywnych cech, jakie charakteryzują panią kanclerz, to w tym wypadku jej wiktoria powinna być rozpatrywana w kategorii „mniejszego zła”.

Powtarzajmy stale

Opinia, którą wygłosiłem powyżej, zarówno o samej kanclerz Niemiec, jak i wpływie wyników wyborów do Bundestagu na sprawy polskie, nie jest moją autorską tezą. Wcześniej podobne zdanie wyraził Jarosław Kaczyński. Trudno ocenić, jak na dzisiejsze zachowania Angeli Merkel wpłynęło jej członkostwo w enerdowskiej Freie Deutsche Jugend, lecz nie da się ukryć, że cechuje ją duża bezwzględność, również w stosunku do towarzyszy partyjnych, o czym przekonał się bardzo boleśnie w 1998 r. sam Helmut Kohl, a co zostało przywołane ostatnio z okazji jego pogrzebu. Jednak, gdy przypomnę sobie wrzaski Schulza o „dramatycznym charakterze polskiego zamachu stanu”, które wyartykułował w grudniu 2015 r. podczas wywiadu dla radia Deutschlandfunk, to nie pozostaje nic innego, jak trzymać kciuki za wrześniowe zwycięstwo CDU i skuteczność polskiego MSZ-etu. Zadaniem polskiej dyplomacji będzie opracowanie systemu przeciwstawienia się niemieckim naciskom. Tutaj wielkiej szansy upatruję w podnoszeniu tematu reparacji za zniszczenia powstałe wskutek II wojny światowej. W ramach odwetu będziemy pewnie straszeni marginalizacją w Europie i ograniczaniem brukselskich funduszy, ale biorąc pod uwagę uszczelnienie naszego systemu podatkowego oraz to, że stajemy się unijnym płatnikiem netto, główne atuty pozostają po naszej stronie. Nie należy także zapominać, że oddziaływać będą nie tylko same Niemcy, lecz także ochoczo świadcząca im usługi Francja i cała „eurobiurokracja”. Posypią się zapewne obietnice nagród, lecz pamiętając o aspekcie swoistej bezczelności, jaką zawierało lutowe spotkanie kanclerz i „totalnej opozycji”, z Grzegorzem Schetyną na czele, w warszawskiej siedzibie niemieckiego ambasadora, to musimy zachować czujność, daleko posuniętą ostrożność i zasadę bardzo ograniczonego zaufania w stosunkach z naszym zachodnim sąsiadem, a mantryczne powtarzanie frazy: „obawiam się Niemców, nawet gdy niosą dary” na pewno nikomu nie zaszkodzi.

Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts