Nie ugniemy się przed silnymi grupami interesu - mówi "Gazecie Polskiej" premier Beata Szydło

Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Robert Gromadzki

Kontakt z autorem

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

Nawiążę do słynnej już mojej polemiki z poprzednim prezydentem Francji, Hollande’em, w której powiedział, że my mamy wartości, a oni pieniądze. Podtrzymuję to, co wówczas powiedziałam – w życiu trzeba kierować się wartościami i zasadami. Dzięki takiej postawie Polska rozwija się dziś bardzo dynamicznie i jest krajem bezpiecznym – mówi premier Beata Szydło, z którą rozmawiają Dorota Kania i Ryszard Gromadzki

Wróciła Pani z wakacji z Juraty, gdzie był także prezydent Andrzej Duda.  Mieliście państwo okazję do rozmów?

Krótki urlop, który miałam, spędziłam z rodziną na Helu. Corocznie staram się być nad polskim morzem, ale tegoroczny mój wyjazd wzbudził dziwne i niezrozumiałe dla mnie emocje.

A jakie są obecnie relacje pomiędzy Pani gabinetem a ekipą Prezydenta, szczególnie po sporze o reformę sądownictwa? Wydawać by się wtedy mogło, że stosunki między Panią a Panem Prezydentem się ochłodziły.
 
Nasze relacje są dobre. Uważam, że w kwestii zmian w sądownictwie to rząd ma rację. Jednak spór, rozmowa, wymienianie się argumentami to przecież sól demokracji. Dlatego ze spokojem czekamy na propozycje Pana Prezydenta. Ja mogę tylko jasno zadeklarować: jako Prawo i Sprawiedliwość zrobimy wszystko, co obecnie możliwe, aby zreformować polskie sądownictwo. Bo ta reforma jest niezwykle potrzebna i Polacy jej chcą.

*Czy obóz dobrej zmiany to w tym przypadku nie jest puste hasło?

Jestem przekonana, że Pan Prezydent na serio traktuje program Prawa i Sprawiedliwości i to wszystko, co mówiliśmy i co obiecaliśmy ludziom w kampanii wyborczej. Reforma sądownictwa to była jedna z naszych najważniejszych obietnic. Jest ona potrzebna i przez ludzi oczekiwana. Wszyscy widzimy, że sądy nie pracują dobrze. Dlatego liczę na to, że projekty prezydenckie nie będą tylko reformą pozorną, ale będą gruntownie zmieniały polskie sądy.

*W ostatnim czasie uaktywnili się ludzie z różnych służb, którzy mówią: „Postawmy na prezydenta”. Czy nie jest to próba  uderzenia w Panią i Pani rząd?

Zwyciężyliśmy w wyborach w 2015 r. głównie dzięki temu, że Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się zjednoczyć polską centroprawicę. Dlatego wszystkie obecne próby, mające na celu rozbicie tej, jakże oczekiwanej przez wyborców, jedności, uderzają w oczywisty sposób w obóz dobrej zmiany, a co za tym idzie – w obecny rząd, który skutecznie reformuje Polskę.   
Czytałam artykuł pana Bartłomieja Sienkiewicza w dzienniku „Rzeczpospolita” i moim zdaniem był to praktycznie gotowy scenariusz: „Postawmy na pana prezydenta”. Potem „Gazeta Wyborcza” to podchwyciła i zmieniła narrację: „Prezydent to jest nasza nadzieja”. Jestem przekonana, że Pan Prezydent również czytał te artykuły i nie da się wyprowadzić w ślepą uliczkę. Tu nie chodzi przecież o niczyją osobistą karierę. Tu chodzi o coś więcej – o Polskę i przyszłość Polaków.

*Czy w Pani ocenie fala protestów, z którą mieliśmy do czynienia, była kreowana, czy może był to autentyczny protest społeczeństwa?

Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory dzięki temu, że zjednoczyło polską centroprawicę. O tym już mówiłam. Ale wygrało je także dlatego, że potrafiliśmy słuchać Polaków. Byliśmy i jesteśmy wrażliwi na ich potrzeby, ich oczekiwania i ich bolączki. To, że po prawie dwóch latach rządów mamy rekordowe, ponad 40-procentowe poparcie społeczne, świadczy, że rządzimy dobrze i Polacy akceptują zmiany, które wprowadzamy. Nie akceptują ich jednak politycy opozycji, gdyż oni kierują się nie dobrem wspólnym, lecz przede wszystkim własnym egoistycznym interesem politycznym. Wielokrotnie mówili, że do walki z rządem będą wykorzystywać „ulicę i zagranicę”. I to robią.
Mając to na uwadze, trudno zaakceptować tezę, że ostatnie protesty były spontaniczne. To była dobrze wyreżyserowana i dobrze opłacona akcja, mająca uderzyć w polski rząd. Zresztą tak samo jak słynny już pucz w Sejmie w grudniu ubiegłego roku. Nie zmienia to faktu, że sporo osób protestowało, bo ma inne zdanie niż my. Rozumiemy to i szanujemy. To przecież normalne w demokracji. Bylebyśmy tylko potrafili spierać się i dyskutować w sposób pokojowy i parlamentarny. A odnoszę wrażenie, że politycy obecnej opozycji, którzy zawsze mówili o sobie, że są politykami umiarkowanymi, dążą dziś wyłącznie do eskalacji agresji. Dlatego apeluję o otrzeźwienie.

*Czy jesienią czekają nas powtórki z tego, co widzieliśmy do tej pory? „Gazeta Polska” pisała o tym, że plan następnych rozruchów jest już rozpisany.

Reformując Polskę, uderzyliśmy w interesy wielu grup, także zagranicznych, które korzystając wcześniej ze słabości państwa polskiego, żerowały na majątku publicznym. Oni się łatwo nie poddadzą. Mają do dyspozycji ogromne pieniądze, mają wpływy w mediach. Są zdeterminowani, aby było tak, jak było. Na ich rzecz pracują także konkretne fundacje, które otwarcie namawiają do walki z rządem. Wiemy to. Ale my też jesteśmy zdeterminowani, aby polskie sprawy naprawiać. I czujemy duże poparcie społeczne. Bez niego Polski nie zmienimy. Dlatego powtórzę – nie możemy zawieść Polaków, a dobrej zmiany nie dokonamy, jeśli nie będziemy jednością. Ludzie nam zaufali i ludzie oczekują od nas współpracy dla dobra Polski.

*Ale są przecież konkretni nadzorcy fundacji, także tych, o których wcześniej rozmawialiśmy. W momencie gdy „Gazeta Polska” opublikowała artykuł dotyczący fundacji Wolni Obywatele RP i nadzoru nad nią ministra spraw wewnętrznych i administracji pana Mariusza Błaszczaka, od razu podniósł się krzyk, że to jest tłamszenie wolności. Czy ministrowie sprawujący nadzór nad fundacją, która może łamać prawo,  nie powinni reagować?

Minister spraw zagranicznych sprawujący nadzór nad Fundacją Otwarty Dialog, mając podejrzenia, że działa ona niezgodnie z prawem, zawiadomił prokuraturę. Zdaję sobie sprawę, że każda taka nasza reakcja będzie nagłośniona jako ograniczanie wolności. W Internecie przeczytałam na przykład, że polski rząd będzie cenzurował Internet. Oczywiście nic takiego nie będzie miało miejsca. Taka próba była, ale w czasie, gdy Polską rządziły Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe. Pamiętamy sprawę ACTA. My przygotowujemy potrzebne zmiany w prawie, bo rzeczywistość jest taka, że żyjemy w stałym zagrożeniu terrorystycznym, że jesteśmy narażeni na cyberataki. Robią to wszystkie odpowiedzialne i rozwinięte państwa. Mówienie o tym, że chcemy inwigilować ludzi, jest nieuczciwe i traktuję to jako jeszcze jeden chybiony polityczny atak ze strony totalnej opozycji. Nie mam złudzeń – każda zmiana, jaką będziemy chcieli wprowadzić, będzie przez opozycję pokazywana jako ograniczanie wolności obywatelskich.

Cała rozmowa w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Tragiczny bilans: 290 zabitych, 500 rannych. Ale liczba ofiar zamachów może wzrosnąć!

/ / Twiter/ siostrysfb

  

Do 290 wzrósł bilans zabitych podczas ataków bombowych na kościoły i hotele na Sri Lance w Wielką Niedzielę. Liczba rannych sięga 500 – podał rzecznik policji Ruwan Gunasekera. Zatrzymano jak dotąd 24 osoby. Żadna organizacja nie przyznała się do zamachów.

Rzecznik policji zaznaczył, że bilans nie jest ostateczny. Władze przyjmują, że w atakach zginęło ok. 37 cudzoziemców, ale tylko w jedenastu przypadkach udało się zidentyfikować ofiary. Niektóre z ciał są tak dalece zmasakrowane, że ustalenie tożsamości może zająć sporo czasu.

Tym należy tłumaczyć zwłokę w ogłaszaniu narodowości ofiar.

Poprzedni bilans ofiar, podany przez policję, mówił o co najmniej 215 ofiarach śmiertelnych i 450 rannych. Jednocześnie zastrzegano, że ze względu na ciężki stan części poszkodowanych osób ostateczna liczba zabitych może jeszcze wzrosnąć.

Policja poinformowała wieczorem w niedzielę, że dotarła do furgonetki, którą podejrzani prawdopodobnie przyjechali do Kolombo oraz kryjówki, w której się ukrywali.

W poniedziałek źródła policyjne podały, że na drodze prowadzącej na międzynarodowe lotnisko w Kolombo znaleziono bombę domowej roboty. Została ona zneutralizowana przez saperów. Lotnisko funkcjonuje bez zakłóceń.

Agencja Reutera podała, że policja wszczęła dochodzenie w sprawie niedopełnienia procedur i błędów służby wywiadu, co umożliwiło ataki bombowe w 9 miejscach jednocześnie - w kościołach i w luksusowych hotelach.

Błędy popełnione przez służbę bezpieczeństwa zostały zasygnalizowane przez co najmniej dwóch ministrów. Szef resortu telekomunikacji Harin Fernando napisał w niedzielę na Twitterze:

"Niektórzy oficerowie wywiadu wiedzieli o przygotowywanych atakach, ale ich ostrzeżenia dotarły z opóźnieniem. Muszą być podjęte specjalne kroki wyjaśniające, dlaczego te ostrzeżenia zignorowano".

Z kolei minister integracji narodowej, języków oficjalnych i hinduizmu - Mano Geneshan podał, że agenci bezpieczeństwa pracujący na rzecz jego resortu "wiedzieli o zamachu".

Premier Ranil Wickremesinghe w telewizyjnym wystąpieniu powiedział, że według wstępnych ustaleń wszyscy aresztowani pochodzą ze Sri Lanki. Krajowy wywiad sygnalizował, że może dojść do zamachów i obecnie trwa sprawdzanie, dlaczego nie podjęto odpowiednich działań, by do nich nie dopuścić - dodał.

Wiceminister obrony Ruwan Wijewardene przekazał, że większość z eksplozji to samobójcze ataki terrorystyczne. Na razie nikt nie przyznał się do ich przeprowadzenia, ale zdaniem wiceministra winę ponoszą religijni ekstremiści.

Do pierwszych sześciu eksplozji doszło rano w przeciągu 30 minut w trzech kościołach w Kolombo i dwóch innych miastach - Negombo i Batticaloa oraz w trzech luksusowych hotelach w Kolombo. Siódmy wybuch miał miejsce w niewielkim pensjonacie na przedmieściach Kolombo, a ósmy nastąpił w dzielnicy mieszkalnej Dematagoda, również na obrzeżach stolicy. Dziewiąty miał być przeprowadzony na lotnisku, ale się nie powiódł.

Były to największe ataki w tym azjatyckim kraju od zakończenia wojny domowej w 2009 roku.

Według danych z 2012 roku ok. 70 proc. mieszkańców Sri Lanki to buddyści, 12,6 proc. hinduiści, 9,7 proc. - muzułmanie, a chrześcijanie - 7,6 proc.

Wspólnota katolicka liczy 1,2 mln osób.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl