Róża Thun to jedna z osób skutecznie wypełniających lukę, która powstała po wyrzuceniu z Platformy Obywatelskiej Stefana Niesiołowskiego. Europosłanka często udziela się w mediach i nie szczędzi razów swoim politycznym oponentom. To o działaczach ONR powie per „ogolone łby”, to na wieść o wypadku premier Beaty Szydło popadnie w ekstazę, a gdy szefowa rządu leży poturbowana w szpitalu, zasugeruje na Twitterze: „Zaczyna się. To był zamach! Komisja Śledcza? #PBScudownieuratowana. Kapliczka na drzewie? Dziękczynne miesięcznice? I oczywiście zdrowia życzę!”. Świetnie sprawdza się, gdy trzeba deprecjonować sukcesy ekipy rządzącej. O pierwszym w historii zaproszeniu na szczyt G-20 Thun orzekła, że to nic nadzwyczajnego, bo „zawsze byliśmy zapraszani”. Każdą swoją obelgę okrasza zazwyczaj szerokim uśmiechem. 

Jednak ten etap chyba się skończył. W programie „Bez Retuszu” w TVP Info nerwy nie wytrzymały. „Jak widzę plakaty (…), na których nie tylko jest napisane po angielsku, że Niemcy wymordowali miliony Polaków i mają płacić, dzisiaj widziałam taką czcionką, jak brama wjazdu do Auschwitz, jest napisane i ta grafika wygląda, jakby to był właśnie ten napis nad bramą nad Auschwitz (…). I tam jest napisane »Reparationen machen frei«. To ewidentnie znaczy, że mamy w Polsce grupę ludzi, która marzy, żeby zrobić kolejne Auschwitz, tym razem Niemcom” – powiedziała.

Na to zareagował Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”. – To jest takie klasyczne oszołomstwo, taki poziom wariactwa, do którego nas wprowadza PO. (…) – powiedział. – To, co państwo wyprawiają, to jest przykład kompleksów ludzi, którzy są wyzbyci jakiegokolwiek interesu narodowego. Pani się nie czuje w tej chwili Polką, pani się czuje reprezentantką Niemiec – dodał po chwili Sakiewicz. Europosłanka zażądała przeprosin, a gdy ich nie otrzymała, opuściła studio. Teraz prowadzi na swoim kanale na YouTube krucjatę przeciw TVP.

Po starciu na obie strony sporu wylało się sporo hejtu. Gorzej miała chyba jednak europosłanka PO, której zmieniono nawet opis w internetowej encyklopedii. Słowa „polska działaczka organizacji pozarządowych, publicystka” zastąpiono stwierdzeniem „niemiecka działaczka organizacji pozarządowych, reprezentująca niemieckie interesy narodowe w Polsce, publicystka posługująca się polskim językiem”. Ostatecznie drugi wpis usunięto po kontakcie z administratorem strony.

Jeśli zaś podejść do biografii Thun poważnie, wypadałoby zacząć od tego, że pochodzi z krakowskiej rodziny z tradycjami. Jest córką prof. Jacka Woźniakowskiego i Marii Karoliny Plater-Zyberk. 

Jej ojciec to zasłużony dla Polski żołnierz kampanii wrześniowej i Armii Krajowej. Po II wojnie światowej był sekretarzem redakcji „Tygodnika Powszechnego”, dyrektorem wydawnictwa „Znak”, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i założycielem Klubu Inteligencji Katolickiej. Po 1989 r. został pierwszym prezydentem Krakowa.

Co do matki, to europosłanka chwali się, że po kądzieli jest kuzynką Emilii Plater. Co ciekawe, jej mama była biologiem zajmującym się badaniem nietoperzy. „Mieszkaliśmy w okropnej ciasnocie w sublokatorskim mieszkaniu w centrum Krakowa. W pokoju pod ścianą stały klatki z nietoperzami, które mama obrączkowała, wypuszczała i obserwowała potem na strychu kościoła Mariackiego” – czytamy na stronie europosłanki. 

Nic dziwnego, że Róża Thun związała się z opozycją antykomunistyczną podczas studiów na anglistyce (obroniła pracę magisterską na temat dramatów Oscara Wilde’a w 1979 r.), ze Studenckim Komitetem Solidarności, w którym działali m.in. Bronisław Wildstein i Bogusław Sonik. Po latach pierwszy z nich scharakteryzuje rolę Thun w wypowiedzi dla RMF FM:

„Natomiast w wypadku Róży Thun, to jest przykład osoby, która nie jest zupełnie przygotowana do stanowisk, które zajmuje. Jeżeli myśmy ją kochali, to z pewnością nie za jej inteligencję”. 

Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”