Szewczak: zapłacimy za długi Grecji i Włoch

  

Główny ekonomista SKOK w rozmowie z portalem Niezależna.pl przyznaje, że wyrażając zgodę na unię fiskalną, Polska podjęła zobowiązania ponad swoje siły, nie dostrzegając poważnych zagrożeń.

- To jest początek rozpadu strefy euro. Polska podpisała właśnie weksel in blanco, co okaże się niesłychanie kosztowne. Według moich ocen, będzie nas to kosztować od 5 do 7 mld euro i w praktyce będzie to dopłacanie do europejskich bankrutów. Będziemy płacić za długi Grecji, Włoch, Hiszpanii czy Portugalii. Trzeba przyznać, że jest to niesłychana hojność, zadziwiająca w kontekście zapowiadanych cięć budżetowych i oszczędności. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że według zapewnień zagranicznych mediów dwa tygodnie temu, przy zachowaniu dużej dyskrecji, minister finansów zgodził się na zwiększenie naszego udziału w sensie składek pieniężnych do MFW – tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl Janusz Szewczak.

Główny ekonomista SKOK podkreśla, że właśnie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy będzie udzielana pomoc dla europejskich bankrutów. Janusz Szewczak zauważa też, że Wielka Brytania i Szwecja, w przeciwieństwie do Polski, potrafiły zadbać o swój interes narodowy. Według rozmówcy portalu Niezależna.pl na szczycie w UE w Brukseli nie rozwiązano żadnego ważnego problemu zadłużonej strefy euro.

- Włochom, tylko w I kwartale przyszłego roku, nadal potrzeba 300 mld euro. Banki europejskie będą potrzebowały w przyszłym roku 140 mld euro na ratowanie ich sytuacji. Można powiedzieć, że właściwie jedynym wygranym są w tej sytuacji banki komercyjne, które otrzymały zapewnienie, że do kryzysu dokładać się nie muszą i nie muszą ratować europejskich bankrutów, choć miało to miejsce w przypadku Grecji. Należy zatem podkreślić, że w obecnej sytuacji tylko banki komercyjne skorzystały na tym rozwiązaniu. Polska jako kraj nie uzyskała nic, poza wydatkami. To jest zadziwiające, że w naszym przypadku prywatne ambicje polityków są aż tak kosztowne. Zwłaszcza w kontekście naszych kłopotów budżetowych – tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl główny ekonomista SKOK.

Według Janusza Szewczaka podjęte przez Polskę podczas szczytu w Brukseli zobowiązania będą oznaczały konieczność podniesienia podatków.

- Ta unia fiskalna oznacza, że trzeba będzie podnieść podatki, w tym zwłaszcza CIT, który w Polsce jest 19 proc., natomiast w UE średnio jest 24-25 proc, a w Niemczech nawet niemal 30 proc. To również oznacza, że nie będziemy mieli istotnego wpływu na budżet państwa polskiego i dobrowolnie będziemy poddani wszystkim rygorom fiskalnym. Zadziwia to, że Węgrzy, Czesi, czy Szwedzi umieją dostrzec związane z tym zagrożenia, natomiast my brniemy w zobowiązania ponad nasze siły, ponad siły naszego społeczeństwa, które i tak żyje w znacznie gorszych warunkach niż np. Włosi – podkreśla Janusz Szewczak.

Główny ekonomista SKOK uważa, że szczyt w Brukseli niczego nie załatwił i już pod koniec grudnia będzie musiał odbyć się kolejny.

- To jest już Unia dwóch prędkości, która nadal nie potrafi rozwiązać głównych problemów i unika odpowiedzi na pytanie, kto ma zapłacić za ten kryzys: banki i elity finansowe czy społeczeństwa i emeryci i budżety państw. To jest właśnie to „uczestnictwo w obiedzie”, o którym mówił premier Tusk, z tym, że to my na własne życzenie jesteśmy w karcie dań. Należy podkreślić, że te zobowiązania uderzą w naszą konkurencyjność i wydrenują nasze rezerwy dewizowe – tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Świadek pogrąża Gawłowskiego: Powiedział, że potrzebuje ok. miliona zł, bo wybory kosztują

Stanisław Gawłowski / Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

Przyznaję się do wszystkich zarzucanych mi przestępstw – tak wczoraj w Sądzie Okręgowym w Szczecinie zaczął Krzysztof B., biznesmen z Darłowa. Według prokuratury to właśnie Krzysztof B. wręczył byłemu sekretarzowi generalnemu PO, senatorowi Stanisławowi Gawłowskiemu 400 tys. zł łapówki w zamian za ustawienie przetargu.

Chodziło o przetarg na inwestycję Wrota sztormowe na jeziorze Jamno wart ponad 20 mln zł, organizowany przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych. Według ustaleń Prokuratury Krajowej przetarg ten został ustawiony tak, aby wygrała go firma Krzysztofa B.

Biznesmen był przez wiele lat w bardzo bliskich relacjach ze Stanisławem Gawłowskim. Były sekretarz generalny PO często gościł w jego restauracji w nadmorskim Darłowie. Razem także pływali na skuterach wodnych po Bałtyku – B. nie tylko bowiem prowadził firmę budowlaną, lecz był także właścicielem wypożyczalni sprzętu wodnego. Wczoraj w sądzie odczytano zeznania Krzysztofa B. ze śledztwa. Biznesmen powiedział, że o planowanej inwestycji o nazwie Wrota sztormowe dowiedział się podczas jednego ze spotkań od Stanisława Gawłowskiego, wtedy wiceministra środowiska. Gawłowski miał powiedzieć, że jeśli B. przekaże mu pieniądze na pomoc w kampanii wyborczej, to ma szanse na wygranie przetargu.

Pan Stanisław Gawłowski powiedział, że potrzebuje około miliona złotych, bo wybory kosztują. Powiedziałem, że nie dysponuję takimi pieniędzmi. Ostatecznie dogadaliśmy się, że załatwię jakieś pieniądze. Gawłowski powiedział, że jak wygram przetarg, to szybko mi się to zwróci.
- zeznał Krzysztof B.

Biznesmen w kilku transzach przekazał Gawłowskiemu 400 tys. zł. Prokuratura nie tylko posiada zeznania biznesmena potwierdzające, że doszło do przekazania pieniędzy w koszalińskim domu Gawłowskiego, ma także wyciągi z kont bankowych Krzysztofa B. z okresu, w którym przekazywał pieniądze Gawłowskiemu. Poza tym wiarygodność zeznań biznesmena potwierdza również kilku innych świadków.

Co więcej, do wygrania przetargu w Zarządzie Melioracji została powołana firma o nazwie Hydrobudowa Bałtyk. Jej udziałowcami zostali oprócz Krzysztofa B. także pasierb Gawłowskiego Michał L. i siostrzeniec polityka Sebastian L. Obaj mieli po 25 proc. udziałów. B. zeznał, że sam Stanisław Gawłowski nie chciał wchodzić jako udziałowiec „póki jest osobą publiczną”. Ale bardzo angażował się w pomoc przy rozwoju spółki Hydrobudowa Bałtyk. Spotkanie w sprawie przyznania kredytu na działalność firmy odbyło się w koszalińskim domu Gawłowskiego. Polityk zaprosił do siebie dyrektora Banku Spółdzielczego i Krzysztofa B. Podczas tego spotkania zapadła decyzja, że kredyt zostanie przyznany.

Biznesmen z Darłowa zeznał ponadto, że łapówkę w wysokości 3 proc. wartości kontraktu musiał także wręczyć Tomaszowi P., dyrektorowi Zarządu Melioracji w Szczecinie. Tomasz P. był prominentnym działaczem PO i uchodził za pupila Gawłowskiego. Relacje obu mężczyzn się popsuły, kiedy P. swoimi zeznaniami obciążył Gawłowskiego.

Według prokuratury w Zachodniopomorskim Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych działała zorganizowana grupa przestępcza. Ustawiono łącznie 105 przetargów za kwotę 600 mln zł.

Dziś wiemy, że wrota sztormowe na jeziorze Jamno zostały wykonane wadliwie. Konsekwencją błędów budowlanych jest katastrofa ekologiczna. Lustro wody na akwenie obniżyło się po zakończeniu inwestycji, co powoduje śnięcie ryb. To z kolei wywołuje protesty ekologów, którzy twierdzą, że jezioro stało się śmierdzącym bajorem. Naprawą wrót obecnie zajmuje się przedsiębiorstwo Wody Polskie. Koszty szacowane są na kilka milionów złotych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts