Konieczność odmłodzenia składu to argument wielokrotnie podnoszony przez prezesa Legii Dariusza Mioduskiego. Transfer Astiza pokazuje jednak, że myślenie życzeniowe, kwieciste wypowiedzi i dalekosiężne plany to jedno, a piłkarskie realia - drugie. Podpisanie rocznej umowy z Hiszpanem wskazuje na brak konsekwencji w komunikacji i działaniu władz klubu, ale jednocześnie może być dla Legii bardzo dobrym ruchem.

Po pierwsze Astiz nie nadszarpnie budżetu warszawskiego klubu, bo zgodził się na niskie jak na Legię zarobki, po drugie roczna umowa - w razie niepowodzenia - zabezpiecza stołecznych przez zbędnymi wydatkami. Ryzyko jest więc niskie, a plusów można znaleźć dużo więcej niż minusów. Astiz doskonale zna Legię, bo w Warszawie spędził aż osiem sezonów, rozgrywając z „eLką” na piersi 226 meczów i strzelając dziewięć goli. Poziom Ekstraklasy nie jest dla niego zagadką i powinien bez większych kłopotów wypełnić lukę po kontuzjowanym Czerwińskim. Jego przyjście wzmacnia też szatnię - Jacek Magiera dostaje lojalnego pracownika, który nie tylko zna język polski, lecz także umie scalić zespół w trudnych momentach.

Astiz mimo zaawansowanego wieku (w listopadzie skończy 34 lata - przyp. GPC) nie jest też piłkarskim emerytem - przez ostatnie dwa lata rozegrał 68 meczów w barwach APOEL-u Nikozja, z którym sięgnął po mistrzostwo Cypru i dotarł do 1/8 finału Ligi Europy.

- Po kontuzji Kuby Czerwińskiego pozyskanie środkowego obrońcy stało się priorytetem. Wybór padł na Inakiego, z kilku powodów. Nikomu nie trzeba go przedstawiać, wiele lat grał w Legii, nie będzie potrzebował aklimatyzacji, od razu stanie do rywalizacji o miejsce w składzie - wskazuje dyrektor sportowy Legii Michał Żewłakow.

- Ustalenia trwały kilka godzin. Nie musiałem się zastanawiać, jak tylko pojawiła się propozycja, podjąłem decyzję. Dla mnie powrót do Legii to naprawdę fajna sprawa. I chciałbym wzbogacić swoje CV o parę trofeów – podsumował na oficjalnej stronie Legii sam piłkarz, którego Wojskowi zgłosili już do rozgrywek.