W czterech ligowych meczach Legia tylko raz zdołała wywalczyć komplet punktów. Drużyna coraz bardziej pogrąża się w chaosie. W Niecieczy piłkarze Jacka Magiery grali ślamazarnie i nie potrafili postraszyć defensywy Bruk-Betu. - Nie wygra się meczu, kiedy ma się dogodne okazje, oddaje strzały, ale nie zdobywa bramek. Spodziewaliśmy się, że będziemy prowadzić grę, a gospodarze nastawią się na kontry. Mieliśmy dwie-trzy sytuacje, ale zabrakło nam precyzji - mówi trener.

Według Magiery drużyna ma mało czasu, by poprawić to, co szwankuje. - Brakuje nam zmienności rytmu podczas gry piłką. Za dużo podajemy wszerz, za mało do przodu. Jako jedyni zagraliśmy dziewięć meczów w 30 dni i nie jest to usprawiedliwienie, tylko fakt. Tak naprawdę to nie mamy kiedy trenować, bo po powrocie do Warszawy czeka nas regeneracja, a potem na mecz Pucharu Polski. Potem sytuacja się powtórzy. Szukamy różnych rozwiązań - treningu regeneracyjnego, mentalnego, rozmów, także tych przy kawie. Jestem pewny, że drużyna odpali i będzie grała tak, jak chcemy - tłumaczy szkoleniowiec.

Nie wiadomo jednak czy wiarę trenera podziela reszta zespołu. - Po raz kolejny Nieciecza się z nas śmieje - wściekał się po meczu Arkadiusz Malarz. - Nie wiem co się dzieje. Wstyd, nie ma się co czarować. To już nie pierwszy taki mecz, że rywale wychodzą z kontrą i strzelają, a my mamy sytuacje, ale przegrywamy. Mamy tu kopiuj-wklej z początku poprzedniego sezonu. Musimy porozmawiać i się ogarnąć, bo innego sposobu nie ma. W zeszłym roku wyszliśmy z kryzysu i w tym roku też nam się uda. Musimy jednak pamiętać, że nie ma podziału punktów i o ile poprzednio zdołaliśmy odrobić straty, o tyle teraz będzie o to trudniej. Mam nadzieję, że każdy w zespole zdaje sobie z tego sprawę - grzmiał „Malowany”. Przegrana w Niecieczy rozsierdziła kibiców Legii, którzy w żołnierskich słowach wytłumaczyli piłkarzom, że powinni się wziąć do roboty. - Nie było to przyjemne, ale chyba nikt z nas się nie dziwi. Kibice jeżdżą za nami i chcieliby mieć powody do zadowolenia, a my im tych powodów nie dajemy - skwitował krótko Malarz.