Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granicę rosyjskiego zaboru, jako czołowa kolumna wojska polskiego, idącego walczyć za oswobodzenie Ojczyzny.

 

– mówił do żołnierzy kilka dni wcześniej Józef Piłsudski, kiedy rozkazem z 3 sierpnia, powołał do istnienia Pierwszą Kompanię Kadrową, sformowaną z drużyn strzeleckich i drużyniaków.


Mało myśmy się znali, byliśmy licho ubrani, drużyniakom brakowało dużej ilości spodni wojskowych, nikt nie miał płaszcza. (…) Trudno opisać jak wielki był nasz entuzjazm. Większość kolegów wyrzucała lub rozdawała wszystko, w przekonaniu, że wychodzimy na wojnę. Śpiewano i cieszono się.

 

– opowiadał jeden z Legionistów.

Słynny wymarsz Pierwszej Kompanii Kadrowej poprzedził zwiad oddziału konnego pod dowództwem Władysława „Beliny” Prażmowskiego. Jego siedmioosobowy oddział wyruszał w pierwszą akcję zwiadowczą bez koni. „Beliniacy” powrócili ze zwiadu jako pierwsi ułani odrodzonej polskiej kawalerii. W późniejszych latach zrobili kariery w polskiej armii. Zajmowali wysokie stanowiska państwowe i wojskowe w okresie międzywojennym. Jedynie najmłodszy z nich – Antoni Jabłoński, zginął nad Bohem w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku.

 

– wspominał gen. Tadeusz Kasprzycki. 

Uczestnicy pierwszego patrolu 

Z Oleandrów ruszono w kierunku Miechowa, Jędrzejowa, Chęcin i Kielc. Po drodze w okolicach Michałowic obalono rosyjskie słupy graniczne.