Na Przystanku Woodstock pojawili się nie tylko politycy Platformy Obywatelskiej. Wybrał się tam również obecny prezydent Słupska, czyli Robert Biedroń. Podczas wieczornego występu głównie... straszył. Chociażby tym, że myśli o starcie w najbliższych wyborach prezydenkich.

– Przestaliśmy sobie ufać, Polak stał się Polakowi wilkiem. A przecież żyjemy w świecie, który się globalizuje, na szczęście. Globalizuje się gospodarka, miasta, transport i prawa człowieka. Nie mamy wyboru: albo się zmierzymy z innością, albo weźmiemy pistolet i zaczniemy do siebie strzelać – zaznaczył.

Było też sporo banałów.

I na tym mogłaby się zakończyć ta historia. Gdyby nie ustalenia dziennikarzy "Głosu Pomorza". Po skontaktowaniu się ze słupskimi urzędnikami usłyszeli:

- Od czwartku prezydent Robert Biedroń przebywa w delegacji w Kostrzynie nad Odrą. Będzie gościem spotkania w Akademii Sztuk Przepięknych - przyznała Karolina Chalecka z gabinetu prezydenta Słupska.

Słupscy samorządowcy jednoznacznie to ocenili.

- Oczywiście, że to wydarzenie nie ma nic wspólnego ze Słupskiem i pracą naszego samorządu. Prezydent Biedroń powinien wziąć urlop i pojechać tam prywatnie - powiedział "GS" Tadeusz Bobrowski z PiS, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Słupsku.

"Takie samo zdanie ma przewodnicząca rady Beata Chrzanowska z PO" - dodaje "Głos Pomorza".

I bezlitosta puenta gazety: "jak sprawdziliśmy w kalendarzu kierownictwa słupskiego ratusza, ostatnio Robert Biedroń nie przemęcza się pracą dla Słupska (trzy spotkania przez cały tydzień). W dodatku nie są tam już wpisywane jego wyjazdy, jak ten na Woodstock i np. ostatni do Warszawy w czasie protestów, gdy przez trzy dni nie wychodził z centralnych mediów, a był w delegacji".

Biedroń już zaczął kampanię?