Nowy system, znany jako RAISE Act (The Reforming American Immigration for a Strong Economy Act), ma być podobny do tego, jaki obowiązuje m.in. w Australii czy Kanadzie. Każdy potencjalny imigrant, chcący udać się do USA, będzie dostawał punkty za pewne cechy, uznane za pożądane – wykształcenie, znajomość języka, zawód itp. Dopiero uzbieranie odpowiedniej ich liczby pozwoli na dostanie zielonej karty – pozwolenia na stały pobyt i pracę.

Wbrew powszechnej opinii, różnice pomiędzy obecnym a przyszłym systemem imigracyjnym nie będą aż tak wielkie. Już teraz istnieje bowiem wiele ścieżek do otrzymania zielonej karty i osoby o dobrym wykształceniu lub pożądanych przez amerykański rynek zdolnościach mają łatwiej niż niewykwalifikowani robotnicy. Jednak nowa ustawa wprowadza również kilka zmian, m.in. kończy z łatwiejszą procedurą dla członków rodzin naturalizowanych imigrantów. W świetle nowych przepisów takie ułatwienie będzie przysługiwało wyłącznie małżonkom i niepełnoletnim dzieciom. Osoby w pozostałych stopniach pokrewieństwa będą musiały wystąpić o zieloną kartę według ogólnych zasad.
Dla osób, które złożyły już wnioski o zieloną kartę, wprowadzono dodatkowy, przejściowy rok obowiązywania starych zasad. Niewiele im to jednak pomoże – liczba chętnych jest tak duża, że obecnie czas oczekiwania na pozytywne rozpatrzenie wniosku wynosi… 24 lata. Nowa ustawa znosi również tzw. loterię wizową. Program ten miał sprawić, że imigranci nie będą pochodzili tylko z państw ościennych, lecz z całego świata. Likwidacja loterii ograniczy liczbę imigrantów o ok. 50 tys. osób rocznie.

Wątpliwe jednak, że nowa ustawa przejdzie w obecnej formie przez amerykański Senat. Demokraci i organizacje praw człowieka już zdążyły uznać ją za „rasistowską i nacjonalistyczną”. Jeżeli członkowie Partii Demokratycznej zagłosują przeciwko, to przy obecnym układzie sił w Senacie szanse na pomyślne przegłosowanie nowego prawa w najbliższym czasie są nikłe. Trzeba jednak pamiętać, że reforma systemu imigracyjnego to jedna z głównych obietnic wyborczych Trumpa – zwłaszcza w wypadku nielegalnej imigracji – więc nie ma raczej szans, by przywódca Białego Domu odpuścił ten temat.