Najzabawniejsze są jednak tłumaczenia polityków Platformy. Posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska mówiła na dzisiejszej konferencji prasowej, że wprowadzenie limitu w 2012 r. (50-proc. można odpisać od przychodu nie przekraczającego 85 528 zł rocznie) było "spowodowane kryzysową sytuacją budżetową, koniecznością wywalczenia zniesienia procedury nadmiernego deficytu przez UE" .

A więc wreszcie potwierdzają, że obecnie - pod rządami Prawa i Sprawiedliwości - sytuacja gospodarcza poprawiła się?

W uzasadnieniu projektu wskazano, że wprowadzenie w 2012 r. limitu "rozbudziło wielkie niezadowolenie środowiska twórców".

"Szczególnie poszkodowani czuli się filmowcy, pisarze i muzycy uzyskujący znaczne wynagrodzenie za dzieła raz na dwa, trzy (a nawet rzadziej) lata. Także wykonawcy estradowi, nieliczni dziennikarze, niektórzy naukowcy i wynalazcy" - wskazali autorzy propozycji.

To zrobiła wprawdzie koalicja PO-PSL, ale "winę zrzucają" na światowy kryzys.

Obecnie - jak mówiła Śledzińska-Katarasińska - "według słów wicepremiera Mateusza Morawieckiego budżet ma się znakomicie, finanse jeszcze lepiej, a wpływy do budżetu są wyższe niż projektowano, więc nie ma żadnego powodu, by utrzymywać to nadzwyczajne rozwiązania".

Inna posłanka Platformy, wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska zwróciła uwagę, że jeśli rozwiązanie to miałoby wejść w życie od przyszłego roku, to Sejmu musiałby uchwalić nowelizację jesienią.

"Mamy nadzieję, że tak się stanie" - podkreśliła.

Platforma Obywatelska zabrała, a teraz wspaniałomyślnie chce oddać? Takiej obłudy PO nie wytrzymują nawet przeciwnicy obecnego rządu.

 

Platforma nie musi robić pokazówek. Przywrócenie 50-proc. ulgi dla artystów zapowiedział już podczas lipcowej konwencji Zjednoczonej Prawicy prezes PiS Jarosław Kaczyński. Zastrzegł jednak, że nie nastąpi to w najbliższym roku, ale wyraził nadzieję, że dojdzie do tego jeszcze w tej kadencji.