Jak już informowaliśmy, Biuro Analiz Sejmowych ma przygotować informację dotyczącą możliwości domagania się przez Polskę odszkodowań od Niemiec za straty wojenne. Analiza ma być gotowa do 11 sierpnia.
 
Sprawa wywołała lawinę komentarzy - zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Tamtejszy rząd już zapowiedział, że nie zamierza płacić.
 
"Władze w Berlinie poczuwają się do politycznej, moralnej i finansowej odpowiedzialności za II wojnę światową. Kwestię niemieckich reparacji dla Polski uważają jednak za ostatecznie uregulowaną" - oświadczyła zastępczyni rzecznika rządu Niemiec Ulrike Demmer.

Oczywiście, nie zabrakło komentarzy publicystów. Także tych bezczelnych.

W tekście "Die Welt" można przeczytać wprawdzie, że "żaden, będący przy zdrowych zmysłach człowiek w Niemczech, nie neguje zbrodni wyrządzonych na Polsce przez hitlerowskie Niemcy", ale od razu jest atak.

"Domaganie się odszkodowań za spustoszenia, jakie hitlerowskie Niemcy wyrządziły podczas II wojny światowej, należy do kategorii "żądań politycznych wysuwanych wobec zagranicy, ale z pobudek wyłącznie wewnątrzpolitycznych". W regularnych odstępach czasu robi to Grecja, a co parę lat też Polska – pisze dziennik "Die Welt" w artykule "Dlaczego Niemcy nie są winne Polsce żadnych reparacji wojennych".

"Z punktu widzenia politycznego i prawa międzynarodowego są to jednak czcze pogróżki. Ani Republika Federalna Niemiec jako państwo, ani firmy czy pojedyncze osoby nie są już winne Polsce jakichkolwiek świadczeń odszkodowawczych. Politycy PiS oczywiście to wiedzą. Ale może im chodzić o to, by w aktualnym kryzysie wywołanym antydemokratyczną przebudową państwa, zewrzeć szeregi przy pomocy krytykowania Niemiec" – twierdzi niemiecka gazeta.

Przywołują znane tezy, że komunistyczny rząd w 1953 r. rzekomo zrzekł się roszczeń (zrobili to Sowieci), że roszczenia reparacyjne Polski miała zaspokoić ze swojej części odszkodowań wojennych ZSSR, itp., itd. Cytują też słowa byłego ministra spraw zagranicznych, a dzisiejszego prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera: " kwestie reparacyjne są z prawnego i politycznego punktu widzenia zamknięte".

"Die Welt" przypomina, że w 2004 r. pojawił się ten temat, ale...

"Sprzeciwił się ówczesny rząd, w tym szef polskiej dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz, premier Marek Belka czy prezydent Aleksander Kwaśniewski. Żaden z nich nie chciał obciążać "dobrej współpracy między Polską i Niemcami" (Cimoszewicz) i brać odpowiedzialności za "zniszczenie zjednoczonej Europy" (Kwaśniewski)".

Dość kuriozalny argument.