Filip Szcześniak (dla przyjaciół - również tych internetowych – Fifi) to tworzący pod pseudonimem Taco Hemingway polski raper młodego pokolenia. Zaledwie 27-letni muzyk od czasu wydania w 2014 r. „Trójkąta warszawskiego”  i rok później przełomowej „Umowy o dzieło” (to właśnie z tej płyty pochodzi utwór „Następna stacja”, który zajął 1. miejsce Listy Przebojów Programu Trzeciego Polskiego Radia), zyskał imponującą rzeszę fanów. 

 

Zbiorową fascynację Taco Hemingwayem podkręca fakt, że raper rzadko udziela się w mediach, a miłośnicy jego twórczości nigdy do końca nie znają planów muzyka – na przykład rok temu, kiedy w oczekiwaniu na album „Marmur” artysta umieścił w sieci niezapowiedzianą EP-kę pt. „Wosk”. Sześć utworów, zupełnie za darmo, do pobrania „tu i teraz” wywołały euforię fanów. Podobnie było kilka miesięcy później, gdy w listopadzie ukazał się zapowiadany „Marmur” - również i tym razem, Szcześniak, nie czekając na oficjalną premierę i nie poprzedzając projektu kampanią reklamową, udostępnił cały album w internecie, również za darmo.

CZYTAJ WIĘCEJ: Tego fani Taco Hemingwaya się nie spodziewali...POSŁUCHAJ

W nocy z niedzieli na poniedziałek raper ponownie zaskoczył fanów, publikując w mediach społecznościowych odnośnik do nowej płyty pt. „Szprycer”. Premiera nowego krążka ponownie wzbudziła emocje i lawinę komentarzy – niestety, tym razem w przeważającej części negatywnych. Co się stało? Czyżby magia czarodzieja Taco prysła?


Po znakomitych tekstach z „Trójkąta warszawskiego” czy „Umowy o dzieło” Filip Szcześniak przyzwyczaił słuchaczy do poziomu, który trudno przebić. Choć w  „Szprycerze” warstwa tekstowa nie powala na ziemię, godnie kontynuuje najlepsze tradycje rapera. Gorzej ma się rzecz z aranżacją  – przywodzący na myśl standardy disco-polo auto-tune i bity skrojone na miarę mainstreamowego odbiorcy sprawiają, że „Szprycer” nie przypadnie do gustu tym, którzy pokochali Hemingwaya za jego indywidualizm.

Nie jestem w stanie dosłuchać ani jednego kawałka do końca. Podejdę do tego raz jeszcze za parę dni, ale coś czuję, że tego albumu nie będę znał na pamięć

 

– napisał jeden z rozczarowanych fanów.

 

Cóż, każdy artysta z krwi i kości ma prawo, a nawet obowiązek rozwoju, eksperymentowania z formą, zwłaszcza taki, który dopiero konstytuuje swoją artystyczną wizję. Miejmy nadzieję, że Taco nie pozostanie w miejscu, a „Szprycer” okaże się tylko wstępem do kolejnych znakomitych produkcji. Wszak nie każda część „Harry'ego Pottera” spotkała się z takim samym aplauzem, a i tak seria oczarowała cały świat.